poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Szacunku trzeba nauczyć!



Rozmawiam ze znajomą. Opowiada o jakimś problemie w klasie syna. 
Znajoma przedstawia sprawę wychowawczyni klasy. "Co ja mogę?" pada odpowiedź pedagoga. "On mówi do mnie na ty...". Chodzi tu o chłopca. który źle się zachowuje wobec rówieśników.( Mowa tu 3 klasie podstawówki.) 

Po tym fakcie następuje konfrontacja z dyrekcją szkoły. Pani dyrektor zostaje uświadomiona jakie zwyczaje panują w jej placówce. Nic nie poradzę, nauczycielka sprawy nie zgłosiła...
Można teraz oceniać nauczycielkę, dyrekcję, rodziców ucznia. Każda uwaga skierowana pod ich adresem mogłaby być słuszna.
Nauczyciel może bronić się tym, że nie daje sobie rady- zrzucić winę na rodziców. Rację przyznam- od rodziców wiele zależy w tej kwestii.

Dyrekcja nic o sprawie nie wie. Dowiaduje się od osób trzecich- nie od zainteresowanej. Nie podejmuje żadnych kroków nie mając podstaw.

Rodzice- nie wiem , nie znam sytuacji w domu. Jak mogę się tylko domyślać- nie jest zbyt ciekawie. Być może nikt dziecku nie przekazał podstawowych wartości, być może sami krytykują nauczycieli w obecności dziecka i idąc śladem rodziców- potomek szacunek ma zerowy.
Najgorsze w takich wypadkach jest to, że oczekuje się od belfra wychowania dziecka... na to jest już za późno. Wpojenie zasad życia w społeczeństwie w pierwszej kolejności ciąży na rodzicach- reszta ludzi pojawiająca się na drodze młodego pokolenia może to jedynie wspomagać.

Teraz trochę z innej beczki ale nadal w temacie.

Idzie sobie matka/ ojciec z dzieckiem. Spotyka się znajomych. Cześć- normalne powitanie. Dziecko słyszy, koduje i powtarza. Idziesz następnym razem- z daleka twój potomek krzyczy do dorosłego cześć. Upominasz dziecko, że do dorosłych mówi się dzień dobry do rówieśników można powiedzieć cześć.
Co słyszysz w odpowiedzi? Nic nie szkodzi, mi to nie przeszkadza. Niech mówi jak chce.
Ok tobie to nie przeszkadza ale komuś może. 
Wiem w Stanach mówienie do siebie cześć niezależnie od dzielącej różnicy wiekowej jest na porządku dziennym. Żyjemy jednak w Polsce gdzie obyczaje wyglądają nieco inaczej.

Nie powiem jeżeli z moim dzieckiem słowami cześć wita się bliski znajomy, mający częsty kontakt nie trzymam się sztywno ram. Sama do paru sąsiadów z mojego rodzinnego bloku mówię do tej pory " Cześć ciocia", "Cześć wujek".
Jednak nie wyobrażam sobie, żeby do każdej napotkanej osoby Młoda krzyczała cześć i mówiła po imieniu.
Ludzie owszem dziwnie na mnie nieraz patrzą kiedy ją upominam. Fajnie wygląda to teraz kiedy 3 letni smyk się wesoło ze wszystkimi wita...jednak za kilkanaście lat będzie sobie szła osoba w wieku 50 lat a nastolatek przechodząc powie "Cześć Krysia".
Pierwsze co nasunie się na myśl osobom postronnym- niewychowany gówniarz...

Pracowałam swego czasu w szkole specjalnej.

Dzieci, które się w niej uczyły miały różne stopnie niepełnosprawności intelektualnej.
Oczywiście na początku wszyscy chcieli się zakumplować i mówić mi na ty.
Granice postawiłam jasno. Jeżeli chcą ze mną rozmawiać- powinni się zwracać normalnie ponieważ nie jestem ich koleżanką.
Oko przymykałam odnośnie osób z głębszą niepełnosprawnością ale i tak częściej niż moje imię wypowiadali słowo pani.

Jak widać wiele czynników można rozkładać na części pierwsze. 
Jedno jest pewne jeśli my rodzice nie nauczymy dzieci szacunku do innych- nikt tego za nas nie zrobi.

60 komentarzy:

  1. Pracowałam kiedyś w szkole, w której był uczeń, którego niestety na różne sposoby próbowano resocjalizować (gimnazjum, on miał skończone 17 lat i ciągle był w pierwszej klasie), niestety, szło marnie, chłopak nadawał się do ośrodka, ale jakim cudem tam nie trafiał, nie mam pojęcia, zresztą długa historia. Demoralizował wszystkich wokół, do nauczycieli mówił per "ty" i jakie było moje szczęście, że do mnie mówił "pani", nie do opisania. :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi śmiem twierdzić, że jako nauczycielka byłaś równą babką ( wiadomo, że z zasadami). Mam nadzieję, że mimo trudu jaki wkładam w wychowanie mojego dziecka, spotka ono na swojej drodze takich właśnie nauczycieli :)

      Usuń
    2. Którzy w razie problemów utemperują buntownika ;)

      Usuń
    3. Prawda stara jak zawód nauczyciela i instytucja rodzica, że szanuje się tych, którzy mają szacunek do nas i jasno stawiają wymagania.

      Usuń
    4. Rozmawiałam ostatnio z Bratową. Mówię Jej żeby mojemu dziecięciu stawiać granice- bo jeśli tego nie ma to wejdzie na głowę. Bratowa mówi, że myślała zawsze, że dzieci lubią bardziej osoby, które pozwalają na więcej. Z doświadczenia wiem, że jeśli postawisz granice to kontakt z dzieckiem jest świetny. Bratową moją Młoda uwielbia :D

      Usuń
    5. Ale co to za argument, że dzieci lubią bardziej osoby pozwalające więcej? Lubią przez pięć minut, a potem też mają potrzebę jasno postawionych granic. W tych granicach dziecko czuje się bezpiecznie.

      Usuń
    6. Aniu ja zanim poszłam na studia pedagogiczne miałam identyczne podejście :) Bratowa jeszcze nie ma dzieci więc doskonale rozumiem Jej podejście ponieważ sama takie miałam :)

      Usuń
  2. Jestem tego samego zdanie. Od wychowania i wpojenia wartości są rodzice. Szkoła uczy zachowań społecznych, norm, granic. Ale żadnego dziecka nie nauczy szacunku do starszych, jeśli nie wpojono mu tego przez 5 lat życia.

    OdpowiedzUsuń
  3. To są właśnie rzeczy których się obawiam. Za jakiś czas moje dzieci pójdą do szkoły. Strasznie boje się niemocy nauczycieli, ich bezsilności i olewactwa rodziców

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemoc nauczycieli- temat rzeka. Jeśli sobie pozwolą na takie traktowanie to przepadną. Z drugiej jednak strony teraz rodzice bardzo wrażliwi są i większość uwag pedagogów traktują jako atak lub przekraczanie kompetencji i tak się kółko kręci...

      Usuń
  4. Wiesz Gosiu, we Włoszech dzieci mówią do dorosłych na "ty", co bardzo mi się nie podoba. Nie ma w sumie nic złego w tym. że małe dziecko powie "ciao", ale kiedy już dwunastolatek zwraca się do mnie, jak do koleżanki, jakoś trudno mi się do tego przyzwyczaić. Mąż nie zwraca na to uwagi, zresztą nawet jego uczniowie zwracali się do niego po imieniu, co jest dla mnie niewyobrażalne. Wiadomo, że Włosi mają jednak inną kulturę, ale żeby być aż tak wyluzowanym, to trochę przesada. Z drugiej strony może to ja jestem za sztywna, sama już nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz ja patrzę na to w ten sposób- co kraj to obyczaj ;) Za sztywna nie jesteś po prostu tak zostaliśmy wychowani- zgodnie z panującymi u nas zasadami.

      Usuń
  5. W sumie, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale my na Szczycie to w ogóle tak mało kontaktu z ludźmi mamy, że rzadko jest okazja powiedzieć komuś "dzień dobry" albo "cześć";)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pracuję z grupą niepełnosprawnej młodzieży- niektórzy mówią mi per "Ty", bo gdy się poznaliśmy miałam 15 lat i mniej... ale, o dziwo, nie przeszkadza to tym młodszym odnosić się do mnie z odpowiednim szacunkiem- usłyszałam kiedyś przypadkiem (gadali pod toaletą, w której przebywałam akurat ;)) ich dyskusję na mój temat i puchłam z dumy, bo dowiedziałam się, że nie da się mnie "urobić", ale nie wymagam takich znowu niemożliwych rzeczy. Moje dzieciaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz trudna sprawa w takiej sytuacji wymagać mówienia per "Pani" :) Oj ja też bym puchła z dumy słysząc takie słowa. A na marginesie to nieładnie podsłuchiwać ;)- żartuję oczywiście

      Usuń
    2. Nie ukrywam- głupio mi było wyjść z tej toalety ;)

      Usuń
  7. Jestem tego samego zdania. Brzydko słyszy się, gdy dzieci mówią do starszych na 'ty'. często wynika to z tego, że rodzice też pozwalają mówić sobie po imieniu chcąc być na czasie. Mam 25 lat i nigdy nie odezwałam się do swoich rodziców po imieniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dziecko właśnie chodzi za mną i gosiuje :) Gosia to, Gosia tamto...podchodzi przed chwilą do mnie i mówi: nie przejdzie mi mama przez gardło za duża jest ;) Nie bardzo mi się to podoba ale z czasem się chyba naprostuje :)

      Usuń
    2. Przejdzie jej, mój smyk też narobił TACIE wstydu, gdy przypadkiem rozdzieliliśmy się w markecie, a on wrzeszczał "Asia!!!" Mężowi było z tym strasznie źle, miał wrażenie jakby ludzie patrzyli na niego jak na potwora, który własne dziecko na spotkania z jakąś lafiryndą zabiera :D
      Niestety rodzice nie szanując, a nawet otwarcie lekceważąc nauczyciela, dają dziecku przykład i potem się dziwią "czego was w tej szkole uczą"...

      Usuń
    3. Odnośnie drugiej części Twojej wypowiedzi- mam podobne zdanie. Pierwsza część- Mąż musiał mieć wesołą minę :D

      Usuń
  8. Ja też staram się zwracać uwagę na zwroty grzecznościowe, bo jednak wydaje mi się to ważne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie też jest to ważne. Wczoraj Młoda wpadła na plac zabaw. Krzyczy dzień dobry paniom i pędzi dalej. Podchodzi do dzieci i też mówi im dzień dobry. Dzieci poprawiają ją, że dzień dobry mówi się do dorosłych a do dzieci cześć- to samo jej powtarzam..tak w formie czepiania się- tego dzień dobry od nich nie usłyszałam :)

      Usuń
  9. Dokładnie, żyjemy w Polsce, a tu obowiązują pewne zasady, które to rodzice muszą nauczyć dziecko. Faktycznie, póki jest mały smyk to i śmiesznie wygląda, ale ja zawsze poprawiam młodego i tłumaczę mu, że nie wypada mówić na "ty" do osoby obcej i dużo starszej od niego, a on to od razu łapie i się poprawia, dziecko szybko się uczy, wystarczy tylko chcieć mu przekazać jakieś wartości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Młoda też czasem się zapomina ale sama potrafi się poprawić i regułkę wyrecytować ( do dorosłych mówimy dzien dobry, do rówieśników cześć)

      Usuń
  10. Jakiś czas temu moja ciocia prosiła mnie, żebym zwracała się do niej po imieniu - nie nie potrafię przełamać tej bariery. Rodzice uczyli mnie, że do osób starszy zwracać się pan/pani, ciocia/wujek. A na 'ty' to z rówieśnikami.
    Podobną sytuację miałam, gdy 6 lat temu poznałam siostrę mojego nie męża. Kobieta w wieku moich rodziców i jak tu się do niej zwracać po imieniu? :D potrzebowałam czasu, żeby się oswoić i rozmawiać bez krępacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem są ciężkie sytuacje. Ja często w takich sytuacjach stosuję zasadę zwracania się bezosobowo. Głupio to wygląda ale jakoś trzeba sobie poradzić. Miałam sytuację w pracy- znajoma, która zmieniała mi pieluchy zaproponowała przejście na ty...i jakoś tak mi głupio było ale z czasem poszło :)

      Usuń
  11. Najbardziej mnie wkurza fakt, gdy dziecko nie wynosi z domu żadnych wartości, a potem rodzice oczekują cudów od nauczycieli... Niektórzy rodzice zapominają czasem, że to ich obowiązkiem, a nie nauczyciela, jest wychowywanie dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Wymagają od nauczycieli a za chwilę dym robią bo zwrócił dziecku uwagę na nieodpowiednie zachowanie...

      Usuń
  12. Tylko rodzic może nauczyć dziecko szacunku.
    Byłam w zeszłym roku na zebraniu u córki klasa 4, jakie było zdziwienie rodziców kiedy wychowawczyni zwróciła uwagę rodzicom, że niektóre a nawet większość dzieci od nas z klasy nie mówi nauczycielom dzień dobry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze dziwne czasy :) Ja pamiętam jaką dumą było spotkanie nauczyciela na mieście i powiedzenie mu dzień dobry

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że kiedyś darzyło się nauczycieli większym szacunkiem. Wiadomo, że też grzeczni nie byliśmy, ale to co powiedział nauczyciel, było świętością. Teraz zaś takie czasy, że jeśli powie coś na ucznia, to rodzice, zamiast przyjąć krytykę, obrażają się na nauczyciela i podważają jego kompetencje. To niedobrze.

      Usuń
    3. Właśnie to jest najgorsze...a potem cudów wymagają od pedagogów :)

      Usuń
  13. A ja z innej beczki - jako osoby dorosłe potem nam, nauczonym mówić tylko dzień dobry, a nie cześć do starszych, ciężej nam powiedzieć "cześć" do 50-letniej koleżanki z pracy, która nie chce z nami być per pani. Jadąc do UK też nie mogłam się przestawić na to you... Nie jestem za kolegowaniem się dorosłych z dziećmi, ale ja bym wielkiego problemu na takie powtarzanie przez dziecko nie robiła. Jeśli wychowujemy, a nie hodujemy dzieci, w pewnym wieku zobaczą, że my nie do każdego mówimy cześć i zauważą tą subtelną różnicę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak jeśli przestaniemy na to zwracać uwagę, będzie tak robiło coraz więcej ludzi to już nie będzie tak fajnie. Dzieci uczą się przez naśladownictwo. Wojtek, Kasia w piaskownicy będzie walić na ty do dorosłych i kolejne dzieci też będą tak robiły.

      Usuń
  14. Miałam napisać to samo co Sabina - smutne to, ale niestety prawdziwie. Co do mówienia na Ty, to mimo trzydziestki z hakiem na karku, czasami sparwia problem i mi. W Polsce wszyscy są Pan/Pani...ewentualnie najbliższa rodzina Część ciocia/wujek. Rodzice zwracali na to dużą uwagę. A we Włoszech jest swawolka - nie powiem czasami jest spoko, ale ja nigdy nie wiem kiedy przekraczam granicę ''Ciao'' i powinno już być ''Buongiorno''.Do sąsiadów wiekiem zaawansowanych używam drugiej formy, ale oni i tak odpowiadają mi ''ciao''. Czasami wydaje mi się, że w Italii jest zboczenie w drugą stronę, powiesz dzień dobry do 60latki to może się obrazić. Normą jest mówienie po imieniu do rodziców znajomych. Zastanawiam się jak w tym wszystkim kiedyś odnajdzie się mój syn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mnie też wiele starszych osób- znajomych moich rodziców mówi na cześć. Ja jednak zawsze pozostaję przy opcji dzień dobry. Mam jednak koleżanki z byłej pracy, które są sporo starsze ode mnie ( choć nie wyglądają na swój wiek) i jestem z nimi na ty. Nie od razu jednak się przestawiłam na takie kontakty. Zawsze mam z tym problem i potrzebuję czasu :)

      Usuń
  15. Pamiętam słowa mojej polonistki: "Dzieci wychowuje się do trzeciego roku życia". Chodzi głównie o pokłady miłości i akceptacji oraz podstawy na którym dziecko będzie bazować. Dla mnie zganianie winy na nauczycieli to tłumaczenie się winnego, winnego który dziecka nie wychował. Dla mnie to byłaby porażka, gdyby moja 4 letnia córka nie potrafiła odpowiednio przywitać się z babcią czy wujkiem, gdyby nie mówiła dziękuję, gdyby nie witała się z sąsiadami (a wiem że takie dzieci są).
    Co do mówienia na Ty: dla mnie wciąż jest nie do przeskoczenia, że bratankowie i bratanice mojego męża śmigają mu po imieniu. Powiedziałam mojemu mężowi, żeby nigdy nie wymagał od naszej córki jak będzie nastolatką, żeby do jego brata zwracała się inaczej, skoro jego dzieci będą mówiły mu po imieniu. Tym bardziej, że to nie są dorośli ludzie, najstarszy ma obecnie zaledwie 11 lat... Mnie się to nie podoba, ale jak wytłumaczę to kiedyś córce, że jej kuzynka mówi jej tacie po imieniu, a ona ma mówić bratu własnego taty wujek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem kiedy różnica wieku między bratankiem/ siostrzenicą a wujkiem i ciocią jest mała ( to się zdarza) to na takie kontakty przymknęłabym oko. Różni są ludzie, różne mają zasady. Jednak najbardziej wkurza mnie to, że nie szanuje się woli rodziców- jeśli ja uczę dziecko, że ma mówić- pan, pani, ciocia, wujek- niech się nie wcinają i nie próbują nawracać.

      Usuń
  16. Ja od samego początku bardzo pilnowałam tego, by córka do każdego odpowiednio się zwracała! Czasem mąż nawet mi mówił, że chwilami przesadzam...jak tak nie uważam, ja do dziś mamie nie mówie na "TY". Zawsze zwracam się "mamo". Dla mnie to jest oznaka szacunku dla rodziny, dla dorosłych i tyle. Tak ma byc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasem mówię do mojej Mamy Maniuś albo jak moja Młoda ochrzciła Babcię - Manfreda:) ( na imię ma Maria) ale to tylko jak same jesteśmy i nie cały czas :)

      Usuń
  17. bo wszystko jest w naszych rękach... w rękach rodziców

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda to najprawdziwsza i często zapominana...

      Usuń
  18. Ja nie mam nic przeciwko mówieniu mi po imieniu, szczególnie, kiedy zwraca się do mnie ktoś z mojego pokolenia. Teraz właśnie jestem na tym etapie z dziećmi. Moja Emma do każdego podchodzi i co prawda mówi "dzień dobry" ale jako następne pada pytanie "Jak masz na imię?" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię sytuacji gdzie ktoś w zbliżonym do mnie wieku mówi na pani...zawsze staram się przerobić to na ty:) Jeśli chodzi o dzieci. Młoda owszem mówi dzień dobry pani/ panu a później zwraca się w stylu "pani a masz coś tam...". Mi bardziej chodzi o tę sytuację z chłopcem w szkole o której napisałam na początku. Zero szacunku, nic nie można wyegzekwować...

      Usuń
  19. Nie przestanie mnie zadziwiać, że rodzice mogą myśleć, że dziecko wychowa im ktoś inny albo wychowa się samo. Na porządnego, dobrze ułożonego człowieka. Trzeba mu w tym pomóc. Spłycę, ale ciasto się samo nie zrobi jak nie dasz odpowiednich składników w odpowiedniej ilości. Dziecko trzeba dokładnie tak samo uformować. To ciężka praca. Szkoda że nie wszystkim się chce. Ale oby nas "świadomych rodziców" było jak najwięcej. Tylko tyle (aż) mogę wszystkim życzyć ;).

    OdpowiedzUsuń
  20. Moje dziecko ma dwa lata, które skończyła wczoraj i ma już w pojone od małego: Dzień dobry, dowidzenia, proszę, dziękuję na zdrowie. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo fajnie- nie zawsze małe dziecię się do tego stosuje ( znam to z doświadczenia), ale jeśli ma przykład pokazywany, tłumaczy się coś- to przychodzi moment, że wszystko jest normą :)

      Usuń
  21. To prawda. Ja mam dwulatka i dopiero zaczyna mówić, ale dzień dobry ma już zakodowane. Na razie jednak o wszystkich mówi per ona/on, ale uczymy się formy pan/pani. Uważam, że pewne wartości trzeba zaszczepić w domu, bo staram się to robić skutecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli w domu nie zaszczepi się wielu wartości- nikt tego nie nadrobi a rodzice w późniejszym okresie życia dziecka będą mieli podwójną robotę...

      Usuń
  22. A mnie się wydaje, że nie jest to takie proste. Jak wspomniałaś jak dziecko jest małe to większość ludzi cieszy się, jak maluch zwraca się to dorosłego na ty. Jest taki słodki, a do tego bezpośredni i pewny siebie. To się każdemu podoba. A dziecko nabiera w prawy do bezpośredniego zwracania się. Potem dziecko osiąga wiek 4-5 latka i traci swoją słodycz. Teraz tym samym ludziom już przeszkadza ich bezpośredniość. Już mówienie na ty jest bee. Ale gdy ja poprawiałam syna aby mówił na Pan/Pani byłam stopowana zadaniem "Nic nie szkodzi. Mnie to nie przeszkadza". Zgadzam się, że trzeba dzieci uczyć "magicznych" słów (dzień dobry, dziękuję, proszę i przepraszam) oraz zwrotów "Pani/Pan" ale też dorosłych życzliwych aby nam nie przeszkadzali swoją "chwilową tolerancją" w tej niełatwej sztuce.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To o czym piszesz to zmora rodzica. Ja kiedyś powiedziałam do jednego znajomego, że jemu nie przeszkadza ale są ludzie, którzy nie spojrzą na to przychylnym okiem. Młodej czasem wyrwie się cześć, siema czy coś w tym stylu ale zawsze ją grzecznie poprawiam :)

      Usuń
  23. syn mojej koleżanki idzie teraz do pierwszej klasy i ona się boi co to będzie bo do pani przedszkolanki potrafił powiedzieć "zamknij się ty krowo", no ale sam sobie tego nie wymyślił, skądś te słowa zna i ktoś mu nie powiedział, że tak nie można robić
    www.puffa.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mógł usłyszeć na podwórku, od innych dzieci albo w domu...niestety znam przypadki gdzie rodzice tak zwracają się do swoich często dorosłych już nawet dzieci bądź do siebie...smutne to

      Usuń
  24. Niestety, znam przykład, że 6cio letnie dziecko zwraca się do wszystkich na "Ty", nigdy chyba jeszcze nie powiedział nikomu "dzień dobry", że o "dziękuję" nie wspomnę. Wobec innych dzieci jest agresywny, ze wszystkimi wokół i o wszystko rywalizuje... A mama... JEST SZKOLNYM PEDAGOGIEM.

    OdpowiedzUsuń
  25. moj synek 2lata 2miesiace. mowi często czesc pani. Jakoś nie umie dzien dobry powiedziec i do kazdego mowi czesc. Oby z rozwojem mowy nauczył sie dzień dobry. Gorzej z żegnaniem sie z kimś bo brat męża nauczył go mowić "nara" i do kazdegoi teraz nara wali. Ale mam nadzieję ze to jeszcze wszystko jest do skorygowania

    OdpowiedzUsuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane