poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Antyterroryści na Szczycie



Długo mnie nie było, poprawiam się i odkurzam pajęczyny, które zadomowiły się ba blogu. Rodzina Antyterrorystów z małą Terrorystką na czele odwiedziła Rodzinę na Szczycie ( klik).
Matka na Szczycie podjęła ryzyko i zaprosiła nas do siebie. Czy udało nam się dogadać i nie pozabijać po drodze?


Na wstępie powiem Wam, że ciężko mi zebrać myśli, słowa, które przekażą to co przeżyliśmy. W pełni nie oddam tego, co działo się na wyjeździe, ale spróbuję jak najbardziej przybliżyć naszą urlopową rzeczywistość. To wszystko trzeba przeżyć ;)


Wakacje w górach, były piękne. Dużo zwiedzaliśmy ( praktycznie codziennie byliśmy w trasie), próbowaliśmy ogarnąć dwójkę rozbrykanych dzieci, które ze sobą "walczyły", a gdy się przez chwilę nie widziały, non stop pytały, kiedy się znów spotkają.

Najbardziej obawiałam się drogi. Spędziliśmy w aucie dziesięć godzin ( z postojami). Co zabrać w trasę?

Córce mojej wystarczyła płyta z muzyką, słuchana na okrągło, mapa i lizak w momencie kryzysu;)

Dotarliśmy na Szczyt, zostaliśmy miło przywitani i od razu poczułam się jak u siebie- a to chyba najważniejsze:)

Młoda, jak to ona, nie miała żadnego problemu z odnalezieniem się w nowym miejscu i rzeczywistości. Dość często odwiedzała Pradziadka. Mówiła, że idzie pograć na pianinie, albo pojeździć na rowerku stacjonarnym...w domu się przyznała, że chodziła, żeby sobie tv pooglądać- cwaniara mała.

Jeszcze rok wstecz nie pomyślałabym, że znajomości zawarte dzięki blogowaniu, mogą przenieść się do realnego życia.

To jednak nastąpiło i jest według mnie największym plusem tej zabawy. Siedziałyśmy sobie z Kasią, rozmawiałyśmy, gdy nagle naszła mnie refleksja, że jeszcze tydzień wcześniej pisałyśmy do siebie wiadomości, dzwoniłyśmy, a tu nagle siedzimy na podłodze, wśród klocków Lego i sobie dyskutujemy o życiu. Piękne to były chwile, które jak dla mnie za szybko minęły.

Mam jednak nadzieję, że jeszcze będzie okazja do spotkania i plotkowania ;)

Co widzieliśmy, gdzie byliśmy?

Zakopane/ Gubałówka






Największą frajdę miały oczywiście dzieci. Przejazd kolejką na Gubałówkę, "dmuchane atrakcje"- czyli zamki, skocznie, zjeżdżalnie i czego dusza zapragnie, były najlepszą rozrywką. Sama chętnie bym poskakała, ale waga i wiek już nie te ;)

Zdjęć, jak na blogerkę przystało mam bardzo dużo- znaczy mało.

Po wizycie na Gubałówce ruszyliśmy na spotkanie z Karoliną - Kilometry Codzienności ( klik).



Prywatne, blogerskie spotkanie odbyło się w knajpce na Krupówkach. Był to bardzooo piękny czas. Spędziłam miłe chwile w towarzystwie dwóch cudownych kobietek ( gdyby nie było z nami dzieci, z pewnością byłoby lepiej, ale nie narzekam:)). Cieszę się przeogromnie, że udało nam się zobaczyć :*

Niedzica/ Czorsztyn


Kolejnym punktem wycieczki było zwiedzanie zamku w Niedzicy. Tam jednak nie weszliśmy, ponieważ dwie godziny czekania, skutecznie nas odstraszyły.


Matki przeżyły też chwilę grozy. Dzieci poszły przodem z Ojcem Antyterrorystą. Biegły sobie chodnikiem prosto na ulicę. Krzyczałyśmy, oni mieli nas w nosie, mąż mój szedł sobie spokojnie...ponieważ droga ograniczona była barierkami, a my zza krzaków ich nie widziałyśmy ;)

Przełamałam swoje lęki, wsiadłam na stateczek i popłynęliśmy do Czorsztyna. Nie powiem, na początku kręciło mi się w głowie i słabo się robiło, ale jakoś się ogarnęłam.



Przez chwilę byłam prawdziwą księżniczką ;)



Fot. Matka na Szczycie

Nasze dzieci odegrały scenkę, w której księżniczka jest uwięziona na wieży


Dzielny rycerz przybywa jej na ratunek



Księżniczka mdleje i czeka na pocałunek ( inwencja twórcza Młodej). Później rycerz, też nam zemdlał- pocałunkami ratującymi życie zajęły się oczywiście matki ;)




Fot. Matka na Szczycie







Nowy Targ/ Jarmark Podhalański

Matka na Szczycie skutecznie zachęciła mnie do wypadu na tę imprezę. Kocham stragany, kocham rękodzieło. Mogłabym kupić wszystko, ale samo oglądanie pięknych rzeczy też jest fajne;)
Fot. Matka na Szczycie



Więcej zdjęć znajdziecie u Kasi w tym wpisie (klik).

Tego dnia wypadała nasza rocznica pierwszego spotkania i zaręczyn jednocześnie. Z racji tego, że mąż zainteresowany był bardzo górami, kupiłam mu książkę, którą studiował wieczorami i zasypywał mnie informacjami ;)



Następny dzień, również wypełniony był atrakcjami.

Pojechaliśmy do Rabkolandu

Uwielbiam parki rozrywki, lubię szybką jazdę na karuzelach...nie powiem bałam się wejść na niektóre, ale ponownie przełamałam się i nieźle się bawiłam.
Młoda, pierwszy raz korzystająca z takich dobrodziejstw bardzo nas zaskoczyła. Nie bała się niczego, dzielnie wchodziła na wszystkie karuzele. Poszła nawet na diabelski młyn ;)

Jeśli mieszkacie w okolicy, będziecie tam przejazdem- gorąco polecam. Całodniowa zabawa za nieduże pieniądze gwarantowana :)



 Fot. Matka na Szczycie



Puszczający bąki Wiking okazał się jedną z najlepszych atrakcji;)





Matka w krzywym zwierciadle ;)



Wybraliśmy się również na spacer. Nie samymi wyjazdami człowiek żyje

Wierch Spiski/ Bukowina Tatrzańska

Kilka lat temu, matka z ojcem byli w górach i większość czasu spędzili na górskich szlakach. Teraz ze względu na dziecię, które za bardzo łazić nie lubi ( póki co) musieliśmy ograniczyć te przyjemności.





Ojciec Antyterrorysta i Matka na Szczycie zabrali mnie również w piękne miejsce jakim jest Litwinka.
Góra, która umożliwia zobaczenie wielu pasm górskich za jednym razem. Znajduje się na niej replika krzyża z Giewontu ( na który bardzo chciało wejść moje dziecko). 





Kocha? nie kocha?

Mąż mój dowcipny zrobił zdjęcie krzyża i wysłał do mojej mamy z informacją, że właśnie weszliśmy na Giewont;) 

Chwilę później byliśmy już w Jurgowie i rzucaliśmy kamienie do potoku





Jak już wspomniałam- było pięknie, towarzystwo bardzo doborowe, cudownie spędzone chwile. Wszystko co dobre szybko się kończy. Liczę jednak na to, że spotkamy się w tym samym gronie jak najszybciej <3

Kasi i Jej rodzinie raz jeszcze bardzoooo dziękujemy za gościnę :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane