piątek, 31 października 2014

Czy praca psychologa jest łatwa?

Kolejny post z cyklu wywiadów. Dziś na tapetę biorę Psychologa. Osobą, która zgodziła się udzielić mi wywiadu jest Rafał Zieliński. Polecam stronę internetową Rafała. Jest wiele możliwości terapii- nawet online. Być może ktoś skorzysta:) www.terapia-zielinski.com.pl.
Przejdźmy więc do wywiadu.

1. Na początku zadam pytanie dość oczywiste: dlaczego psychologia?

Dlaczego psychologia? Od zawsze interesowała mnie natura psychiki ludzkiej. Kiedyś na początku liceum zobaczyłem reklamę powstającej wtedy Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Zawiało mi wówczas świeżością i profesjonalizmem zachodnim. Nie wiem czemu tak to odebrałem, skoro nie miałem porównania z innymi uczelniami, ale tak było. Od wtedy moim marzeniem było uczęszczanie do tej właśnie szkoły. Tak też się stało.

2. Jak długo jest Pan psychologiem?

Psychologiem jestem od 5 lat.

3. Ma Pan swój gabinet, gdzie dodatkowo Pan pracuje?

Mam swoje dwa prywatne gabinety- w Morągu i Malborku. Pracuję również w Poradni Zdrowia Psychicznego w Morągu i na Oddziale Dziennym Psychiatrycznym w Ostródzie. Oprócz tego w Specjalnym Ośrodku Szkolno- Wychowawczym w Szymanowie. Współpracuję również z niektórymi szkołami w ramach projektów unijnych.

4. Które z wymienionych miejsc jest Panu najbliższe i dlaczego?

Każde z miejsc jest inne. Co do lubienia bardziej czy mniej danego miejsca pracy i ludzi z jakimi pracuje, jest to dość dynamiczne i zmienne. Sytuacje ludzkie są niepowtarzalne. Cieszy mnie moment kiedy udaje mi się pomóc pacjentom, innym ludziom. Czasem w sposób spektakularny, ale bywa i tak, że ta pomoc jest bardzo minimalna.

5.Co sprawiało/ sprawia Panu największe trudności w wykonywanej pracy?

Największą trudność sprawiają mi sytuacje, w których bywam bezradny. Chodzi tu bardziej o sytuacje ekonomiczne pacjentów, często ich bardzo złe otoczenie, na które nie mam wpływu chcąc pomóc osobie przychodzącej do mnie.

6. Depresja poporodowa. Dość często słyszy się o tym zjawisku. Czy zgłaszają się do Pana kobiety z tym problemem czy raczej ktoś z ich bliskich przychodzi po poradę?

Co do tematu depresji poporodowej- do tej pory nie pojawiła się u mnie żadna kobieta z tym problemem, czy gotową już diagnozą. Nie wiem z czego to wynika, niewiele też osób zjawia się u moich  znajomych z tym tematem. Wydaje mi się, że wciąż chętniej sięgamy po cudowną tabletkę niż terapię.

7. Jak często Pana pacjentami są dzieci?

Dzieci trafiają do mnie dość często. Jest to jednak stosunek 20 :80 na rzecz dorosłych.

8. Z jakimi problemami przychodzą ich rodzice?

Najczęściej problem dotyczy zaburzeń lękowych lub problemów wychowawczych. Rzadko zdarzają się poważniejsze zaburzenia. Jeśli są to najczęściej- mutyzm, spektrum autyzmu, zaburzenia zachowania. Rodzice tych dzieci przychodzą najczęściej z tym, że nie potrafią umiejętnie postawić granic własnym dzieciom. Jest to równoznaczne z umiejętnością wymagania i stosowania konsekwencji na co dzień.

9. Najfajniejsza sytuacja w Pana życiu zawodowym to...

Sytuacja gdy pacjentka z kilkuletnimi bólami o podłożu neuralgii odbyła ze mną terapię. Terapia pomogła. Na koniec zostałem zaproszony na jej ślub. Powiedziała, że stałem się w jej życiu ważną osobą i chciałaby bym w tym wyjątkowym dniu również uczestniczył.

Rafałowi bardzo dziękuję za udzielenie odpowiedzi. Was w razie potrzeby zapraszam do kontaktu poprzez wskazaną przeze mnie wcześniej stronę. Przez pewien czas miałam możliwość pracy z Rafałem w jednej placówce i z czystym sumieniem mogę Go polecić jako świetnego specjalistę. :)

środa, 29 października 2014

Kubuś i przyjaciele :)

Kubusia uwielbiam od zawsze:) Młoda zaraziła się miłością do żółtego misia i jego przyjaciół. Jak tylko matka namierzyła książki z nimi od razu zakupiła.



Pierwsza z nich przedstawia kształty. Każdy bohater pokazuje dzieciom coś innego: trójkąty, kwadraty, koła, gwiazdy i serca pokazane są w bardzo fajny sposób.  Są też elementy, które trzeba policzyć. Młoda widząc w innej książce wymienione wcześniej:) od razu mówi: Pan Sowa ma trójkąt na głowie, Prosiaczek układa serduszka, Osiołek ma baloniki owalne, okrągłe. 



Kolejna pozycja skierowana jest do dzieci 3 letnich jak wskazuje napis. Młodsze dziecko spokojnie poradzi sobie z zadaniami z książki. Z tej uczymy się kolorów, wielkości i kształtów oraz liczymy. Dziecko ćwiczy również ruchy ręką po śladzie- prowadzi Kubusia przez labirynt z liści. Pokazuje na obrazkach różne sytuacje. Kubuś i Prosiaczek układają wieże z klocków. L kiedy ma zamiar pobawić się właśnie klockami mówi, że będzie to robiła tak jak bohaterowie. 



Ostatnia pozycja z "Kubusiowych"- pory roku. Dostałyśmy ją od Pani Rolnik w ramach wymiany w grupie Kiermasz Książki Przeczytanej. Tradycyjnie jak na ten cykl przystało liczymy, utrwalamy poznane wielkości i kształty jak również i kolory. Pokazane są charakterystyczne cechy każdej pory roku.
Z racji tego, że jak już wspomniałam uwielbiamy bohaterów książki są przez nas często przeglądane:) Z czystym sumieniem mogę je polecić. W prosty sposób pokazują dzieciom rzeczy, których prędzej czy później będą musiały się nauczyć. Pokazane przez mnie pozycje dają duże pole do popisu zarówno dla dorosłego jak i dziecka- można opowiadać różne historie dotyczące tego co widzimy na obrazku, zadawać dziecku dodatkowe pytania i tym samym rozwijać jego wyobraźnię i słownictwo.


wtorek, 28 października 2014

Czy masz prawo wymagać?

Coraz częściej słyszy się o rodzicach pozywających swoje dorosłe dzieci o alimenty. W świetle prawa im się to należy i działają. Zastanawiające jest dla mnie to dlaczego dzieci z własnej woli nie chcą tego robić. Czemu starszy schorowany człowiek musi walczyć o zainteresowanie dziecka w sądzie?

Przyczyn może być wiele.

Wiadomo, że rodzic chce dla dziecka jak najlepiej. Kupuje milion zabawek- przecież jego potomek musi mieć wszystko najlepsze. Siedzi takie dzieciątko obładowane stosem kurzołapów, które mu za bardzo nie są do szczęścia potrzebne i wścieka się, ponieważ nic go nie interesuje. 

Lata lecą. Dziecko dorasta- nadal zasypywane najnowszymi gadżetami spędza z nimi czas, którego rodzic dla niego nie ma. Zapisywane jest na wszelkiego rodzaju zajęcia dodatkowe o tym pisałam w tym poście. Mimo, że nie ma ochoty uczęszcza żeby zadowolić rodzica. Sprzeciwia się- w odpowiedzi słyszy- że jest niewdzięcznikiem, że rodzice się poświęcają bla bla bla...

Nie od dziś to wiemy, że dogadanie się z nastolatkiem graniczy z cudem- jeżeli wcześniej nie mieliśmy najlepszych kontaktów nie liczmy na to, że teraz nagle za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się to uda. Człowiek w tym wieku eksperymentuje, zdobywa nowe doświadczenia. Niestety to czas kiedy rodzic jest tylko biernym obserwatorem i stoi przeważnie po drugiej stronie barykady- w obozie wroga.

Przychodzi moment wyfrunięcia z gniazda. Opuszcza dziecię dom rodzinny i idzie w świat. To co wyniosło z niego zaprocentuje w przyszłości. Założy swoją rodzinę przekaże wzorce jakie dostało w przeszłości. Będzie zachowywać się tak jak TY RODZICU zachowywałeś się wobec niego, będzie uczył kolejne pokolenia tego co sam przyswoił.

Przyjdzie czas, że każdy z nas będzie zmagał się ze starością i wszystkimi konsekwencjami jakie ona przynosi- choroby, niemoc... Niekiedy pomoc jest niezbędna- czy przy czynnościach samoobsługowych czy też finansowa. W takich sytuacjach najczęściej zgłaszamy się do najbliższych. Jeśli pomagają jest ok, jeżeli tego nie robią zastanawiamy się dlaczego, obwiniamy za niezainteresowanie...należy zrobić w takim momencie rachunek sumienia i powiedzieć czy robiło się wszystko aby relacje były poprawne? Prezentami i pieniędzmi nie kupisz sobie szacunku i miłości...może chwilowo, złudnie tak to wygląda- nie procentuje jednak tak jak dobre słowo, czas spędzony razem na przysłowiowym kopaniu piłki, plotkowaniu, przygotowaniu obiadu itp. 

poniedziałek, 27 października 2014

Co zrobić żeby dziecko nas słuchało?

Byłam ostatnio na spotkaniu dotyczącym problemu ADHD. Jednak nie o samym ADHD była mowa.
Prowadząca- Pani pedagog pracująca w miejscowej poradni przedstawiała nam również sposoby na ułatwienie sobie obcowania z dziećmi . To co napiszę jest oczywiste ale sama wiem, że o tych jasnych jak słońce rzeczach w codziennym biegu zapominamy.

Dość często mówimy do dziecka żeby było grzeczne. Wręcz nadużywamy tego stwierdzenia. Co to znaczy być grzecznym? Aby być nazwanym grzecznym należy zachowywać się w danej sytuacji odpowiednio. Więc zamiast rzucać ogólne- szeroko pojęte stwierdzenie powiedzmy po prostu- chcę abyś nie mówił brzydko do babci, nie bił dzieci, nie krzyczał itp.

Komunikaty kierowane do dziecka powinny być dla niego jasne i zawierać maksymalnie 3 słowa. Dziecko zapamiętuje tylko początek wypowiedzi więc jeśli z naszych ust w kierunku dziecka wypowiedziany zostanie poemat- nie łudźmy się , że wykona naszą prośbę. Wystarczy powiedzieć: chodź na obiad, nie bij siostry, zdejmij buty, pozbieraj klocki. Staramy się unikać ogólnych stwierdzeń.

Kiedyś już pisałam, że najmłodszym warto tłumaczyć ( KLIK). Do znudzenia powtarzać jak mantrę to co jest ważne, czego dziecko musi się nauczyć. Przykładem są nasze spacery. L uciekała jak szalona. Matka z Ojcem zakupili szelki. Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu, ale...ile można na szelkach chodzić. Gadałam więc na każdym spacerze jak L ma się zachowywać w danej sytuacji, co może robić, czego nie- mając zaczepione szelki prowadzałam ją za rękę. Myślałam, że nigdy mi się to nie uda. A jednak- pewnego dnia idziemy sobie po mieście. Docieramy do przejścia dla pieszych i Młoda mówi: teraz musimy się zatrzymać i zobaczyć czy auto nie jedzie. Rozejrzała się. Mówi nie jedzie i przechodzimy, a jak jedzie to czekamy. Szczęka moja opadła na chodnik. Jest sens? Jak najbardziej jest. To samo było z przygotowaniem obiadu. L kręciła się jak wściekła osa po całej kuchni. Mówię raz, drugi, że jak mama odlewa ziemniaki Ona ma stać koło ściany i czekać. Teraz już tego nie mówię- sama kieruje się w umówione miejsce i mówi to co ja :)

Jeżeli rozmawiamy z dzieckiem to nie róbmy tego z tzw. fotela- krzycząc do drugiego pokoju, mówiąc coś do zajętego zabawą lub oglądaniem bajki malucha. Podejdźmy spójrzmy na dziecko, jeśli trzeba kucnijmy żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Wiem po sobie, że i tak zdarza się wołać. Lepszy efekt jest jednak jeśli mówi się coś mając kontakt wzrokowy. Nikt z nas nie lubi jak patrzy się na niego z góry- dziecko również. Czuje się w tym momencie zagrożone i nie zwraca uwagi na to co się do niego mówi- tym samym nasza prośba wisi sobie gdzieś w powietrzu zamiast dotrzeć do adresata.

Warto ustalić plan dnia obowiązujący w domu. Wypisujemy po kolei czynności i czas jaki na nie przeznaczamy. Przypominamy kilka minut wcześniej co będziemy za chwilę robić dziecko jest przygotowane na to co nastąpi. Słyszałam gdzieś, że nie warto uczyć dzieci rytuałów. Wiadomo, że zdarzają się dni kiedy plan dnia jest rozwalony przez jakieś wydarzenie. Nie dzieje się to jednak codziennie. Dziecko poprzez rytuały ma większe poczucie bezpieczeństwa. Wie co je czeka, nie denerwuje się niepotrzebnie ponieważ zna kolejne wydarzenia:) Wychodząc na podwórko zawsze mówię Młodej co będę robić po kolei. Biegam po domu żeby się nie zagotować w ubraniach. Czasem o czymś zapomnę- wtedy L mówi mi co pominęłam. Także nie jest to dobre jedynie dla dziecka ale i dla rodzica :)

Chwalmy dzieci za najmniejsze nawet sukcesy. Dla nich stanie o 5 minut dłużej w kolejce jest ogromnym wyczynem. Chwalenie podnosi samoocenę- warto to robić- w przyszłości dla naszych dzieci nie będzie rzeczy niemożliwych:)

Idzie zima- co się z tym wiąże- w naszym kraju dość brzydka pogoda i siedzenie w domu. Ważne jest to, żeby dziecko miało możliwość się wyszaleć. Kiedy na zewnątrz jest ładnie- sprawa załatwiona. Jeśli nie musimy dać potomkowi taką możliwość w domu. L dość dużo biega, skacze po łóżkach ( tak pozwalam jej na to- ale pod kontrolą), fajną sprawą jest materac z łóżeczka- leży na podłodze służy również do skakania, L używa go również jak przejścia dla pieszych i pokazuje jak powinno się przechodzić :) Skoczki, piłki do skakania. Możliwości jest wiele wystarczy tylko trochę chęci.

Warto zachęcać młodsze pokolenie do wspólnej pracy- sprzątanie, gotowanie, pranie i wiele obowiązków domowych można zamienić w zabawę. Młoda wściekała się w kolejkach w sklepie. Zresztą, które dziecko się nie denerwuje. Pewnego razu wpadłam na pomysł, że będzie trzymała pieniądze i płaciła za zakupy. Słuchajcie działa rewelacyjnie. L mówi co się po kolei dzieje, że Pani liczy zakupy, teraz Ona zapłaci, dostanie resztę i paragon a mama pakuje produkty do torby. Młoda czuje się wtedy doceniona- robi coś ważnego, uczy się a matka ma chwilę spokoju:) 

Wprowadzenie norm i zasad ułatwia nam życie nie tylko w domu. Skupimy się jednak na życiu rodzinnym. Znów kłania się sprawa z tłumaczeniem. Dziecku powtarzamy do znudzenia czego oczekujemy, co można, czego nie. Musimy być jednak konsekwentni w swoich działaniach. Jeżeli czegoś zabraniamy, zabieramy zabawkę bo dziecko było nieposłuszne to musimy się tego trzymać. Łatwiej powiedzieć- trudniej zrobić momentami. Ale życie się jeszcze nie kończy i na pewno wypracujemy to do perfekcji. Ważne jest to, że kara- konsekwencja nie może być długoterminowa. Po czasie pociecha zapomina o co chodziło i nie robi to na niej żadnego wrażenia- bynajmniej nie takiego jakiego byśmy oczekiwali.

Każdy z nas się złości- gdzieś trzeba się wyładować- jedni idą na siłownię, inni biegają, pokrzyczą, puszczą wiązankę itp. Dziecko też musi wyrzucać z siebie negatywne emocje. Można zrobić sobie taki kodeks- jak możesz okazywać złość i wymienić, narysować przykłady dozwolone- np. możesz popłakać w swoim pokoju, uderzać w poduszkę, rysować, itp. Ważne, żeby była możliwość pozbycia się złych emocji.

Podsumowując:warto się zastanowić jak można sobie ułatwić okiełznanie małego buntownika- nie ważne czy ma problemy z nadpobudliowścią, ADHD, czy nie ma ich w ogóle.

sobota, 25 października 2014

Seo- czyli jak mnie znajdujecie:)


Podjęłam wyzwanie Ani Na Przewijaku :) Mój blog ma dopiero 4 miesiące więc za dużo tego nie będzie, ale coś ciekawego się znajdzie :)

Najlepsze- rozłożyłam nogi- Każda z nas je rozkłada a przynajmniej raz w roku powinna- o tym pisałam Tu.

Mam talent 3 letni chłopiec inwokacja- poruszyłam temat występu chłopca w tym poście.

Na ile pozwolić dziecku- rodzice często zadają sobie takie pytanie nie chcąc potomka za bardzo rozpuścić- więcej znajdziecie tu.

Maxmodels- jeśli chcecie poczytać o pracy modelki zapraszam tu.

BrushBaby testuj- akcja znana przez większość z Was:) Moje posty o tym 1234.

Niepelnosprawność- post o tym także znajdziecie na blogu, temat jest mi bliski, ponieważ pracowałam z dziećmi niepełnosprawnymi- więcej przeczytacie tutaj.
Szukają mnie również po nazwie Matka Antyterrorystka, Antyterrorystka Blog.

Póki co niewiele tego ale na pewno coś ciekawego przybędzie:)

piątek, 24 października 2014

Produkty Brush Baby

Przyszedł czas na recenzję produktów. No i co ja mam zrobić jak kłamać nie potrafię?
W danym momencie nie ma z Młodą problemu. Biegnie do łazienki i bardzo chce myć zęby. 
Mówi, że ma wypasioną żółtą szczoteczkę jak dzieci w laptopie- szczoteczka świeci tak jak Dziadek światełkiem do okna:) ( mój Tata zawsze jak nas odwiedza na pożegnanie mruga małą latareczką w okno) i pyszną pastę o smaku jabłuszka. 

Napiszę więc co myślę na temat produktów Brush Baby. Uważam, że są rewelacyjne. 
Szczoteczka- świeci, kręci się, ma sygnały dźwiękowe- na pewno zachęci niejednego opornego malucha do jej użycia. Zawsze to coś nowego dla naszych pociech. Wiadomo, że dzieci nie lubią monotonii i właśnie ta szczoteczka może być małą odskocznią od nudnego mycia zębów. Jak widać na zdjęciach u innych Mam biorących udział w projekcie- dzieci są nimi zachwycone. U mnie zdjęć nie będzie...ponieważ L nie będzie widniała na blogu.



Pasta jak wspomniałam już wcześniej ma świetny smak:) Matka musiała spróbować. L nie tolerowała past miętowych od początku więc jabłkowy smak jak najbardziej jej przypasował.


Z czystym sumieniem mogę polecić produkty Brush Baby innym mamom:) Dzieciaki będą na pewno zachwycone :) A rodzicom odejdzie zmartwienie dotyczące dbania o higienę jamy ustnej młodego pokolenia:)



środa, 22 października 2014

Auto na sygnale.

Młoda jest zafascynowana karetkami, wozami strażackimi i policyjnymi radiowozami jadącymi na sygnale. Dostała kilka książek i jak widzi taki pojazd bardzo się cieszy. Nie wie jeszcze, że jadą one ratować ludzi ciężko chorych bądź pędzą do wypadku. Jest tylko dzieckiem i póki co niech ich widok i sygnał kojarzą jej się dobrze. Przyjdzie czas dowie się co i jak.

Ostatnio szłyśmy sobie po mieście. Wyjeżdża straż na sygnale z jednostki. Trąbi a auta jadące na rondzie a raczej ich kierowcy nic sobie z tego nie robią. Sorry za porównanie ale jadą z prędkością jaką przemieszcza się sznur samochodów jadących na pogrzeb.

Odsunęłam się dalej na chodniku jeśli nie przejadą po ulicy niech mają miejsce chociaż tam. Wiem, wiele razy słyszało się o tym, że kierowcy jechali po pizzę albo inne rzeczy mając włączonego koguta, ale nie zawsze tak jest. Pojazd uprzywilejowany powinien być tak traktowany. Jeden może jedzie po jedzenie- inny śpieszy się aby udzielić komuś pomocy. 

Czasem kilka minut straconych na przebijanie się przez opornych tworzących korki może zaważyć na czyimś życiu. Gdzieś czeka człowiek, którego te minuty dzielą od śmierci.
Każdy z nas powinien się zastanowić i widząc auto na sygnale ustąpić, zjechać przyspieszyć. Dać możliwość jak najszybszego dotarcia do celu. Nigdy nie wiemy co nas w życiu spotka i kiedy będziemy takiej pomocy potrzebować. Będąc po drugiej stronie będziemy liczyli na jak najszybsze udzielenie nam pomocy. Wtedy karta może się odwrócić i ktoś inny skutecznie uniemożliwi przejazd pojazdu ratunkowego.

wtorek, 21 października 2014

Czy warto spełniać marzenia?

Marzę o wielu rzeczach. Ostatnio moim marzeniem było 10 tysięcy wejść na bloga w dniu urodzin. I co marzenie zostało spełnione dzięki Wam.

Moje kolejne marzenie to pomoc dla Szymona. Jego zdjęcie widnieje na głównej stronie bloga. Jeśli klikniecie w nie przeniesiecie się na Jego profil na fb.

Chłopiec przeszedł już jedną operację serduszka. Czeka go kolejna, na którą trzeba nazbierać dość sporą kwotę. Jednak jak już kiedyś pisałam wierzę w moc internetu a jeszcze bardziej w LUDZI. 

Prośba moja jest następująca- udostępniajcie informacje o Szymonie niech dotrze do jak największej liczby osób- im więcej osób się dowie tym większa jest szansa, że więcej pomocnych dłoni zostanie wyciągniętych w kierunku małego dzielnie walczącego Chłopca i Jego Rodziców.

Razem możemy na prawdę wiele:) Liczę na Was :) Nawet niewielka kwota może pomóc. Czas ucieka a suma jaką trzeba zebrać to 37500 euro. Wiem, że jest wiele fundacji ale nie sponsorują operacji za granicą, a operacja Szymka odbędzie się w Niemczech. 

Jeżeli ktoś jest chętny pomóc podaję nr konta Szymona



Ślubna relacja :)

Obiecałam więc zdaję relację z naszego najpiękniejszego oprócz narodzin L dnia.

Od poniedziałku zaczęło się na całego. Warczeliśmy na siebie z PT za byle pierdołę. Budżet trochę się podreperował bo jeść nie mogliśmy :D Odliczaliśmy tylko dni nerwówki. 

Sobota dzień ślubu- wtedy to już były ekstremalne emocje :) Wszystko szybko, dodatkowy stres- jak to wszystko ogarnie Młoda. 
Poszłam do fryzjera. Fryzura gotowa kumpela mówi żebym w domu jeszcze lakierem popryskała. Ok. Wchodzę do domu lakieru brak. Kasa w kieszeń i lecę do sklepu. Ostatnie przygotowania i lecimy. Proszę jeszcze PT o zrobienie mi fotki :) Robi sztuk kilka rozmazane niestety- ale można wybaczyć- nerwy, drżące ręce:)

Wsiadamy do auta i jedziemy. Docieramy na miejsce- musimy poczekać bo poprzedni ślub jeszcze trwa- powariowali ludzie- jeden przed nami kolejny po nas :D

Wchodzimy zajmujemy miejsca. Pani zaczyna mówić. Łzy mi się pojawiają, chusteczek brak ale dajemy radę. Młoda zauważyła zasłony na ścianie- L idzie sobie za firankę- tak trochę na rozluźnienie atmosfery:) Pobiegała trochę z Babcią , zjadła misia lubisia i zażyczyła sobie szampana- wszyscy mają Ona też chce:) Udało się jednak odwieść Ją od tego pomysłu. Wracając jednak do ceremonii. Jak już łzy zniknęły nie byłabym sobą gdybym nie zaczęła się śmiać. Sorry ale było to silniejsze ode mnie. Moja przyjaciółka widziała to w następujący sposób Reakcja Panny Młodej (klik). Przybyły moje Wariatki- siedzą w rzędzie za nami i mówią, że w razie co auto mają zaparkowane z tyłu i jakby co to szpilki z nóg i lecimy :D
Ogólnie stres co najmniej taki jak przy porodzie ale do przeżycia. [edit] zapomniałam dodać, że temperatura na zewnątrz była jak w lodówce jedyne 5 stopni. Dla porównania następnego dnia było 19 :P Ale źle nie było emocje nas grzały :D
Imprezkę mieliśmy w domu- na szczęście. L zmęczona, przekroczyła próg mieszkania kazała zdjąć sukienkę i przebrać ją w Jej ubranko:) Pojadła i poszła bawić się w swoim pokoju. Zmieniali się tylko towarzysze na placu boju. Matka z Ojcem mogli w końcu trochę odsapnąć :D

Kilka fotek z tego pięknego dnia :)


Ostatni podpis starym nazwiskiem



Gps-y założone



Tort- pyszny i piękny- prezent od Brata i Bratowej- Świadkowej :*



Matka :)



Założyliśmy sobie obrączki i nikt nic nie mówi. Pytam więc czy teraz będziemy się całować :)



poniedziałek, 20 października 2014

Wpływ diety na uzębienie dziecka.

Jednemu dziecku wychodzą zęby gdy ma 4 miesiące, inny maluch może pochwalić się pierwszym kiełkiem w okolicach pierwszych urodzin. Duży wpływ na to mają geny ale i dieta.

Byliśmy z L na szczepieniu- dokładnie nie pamiętam na którym. Pediatra pyta się co Młoda je...opowiadam jej więc, że warzywa i owoce- przewaga, mięso, jajka, jogurty naturalne itp. W odpowiedzi słyszę, że to widać. Oczy robię jak 5 zł i pytam jak to? Ma dość dużo zębów jak na swój wiek, nie choruje. Dostaje wiele witamin i minerałów i ma to ogromny wpływ na stan i ilość zębów.
Dodam, że słodkie rzeczy zaczęła dostawać dość późno, czekolady spróbowała pierwszy raz mając 1,5 roku i długo jej przygoda nie trwała ponieważ czekolada ją uczula...

Mogłabym podawać jej jogurty "owocowe" danonki itp. przecież wzmacniają kości bo mają dużo wapnia i wit.d. Może i mają, jednak cukier w nich zawarty niszczy wszystko. Witaminy nie wchłaniają się tak dobrze jak powinny. Dziecko jedząc produkty z jak najmniejszą ilością cukru będzie miało ich więcej. Małe grzechy od czasu do czasu nie zaszkodzą, ale jeżeli tylko tym karmimy nasze pociechy nie oczekujmy cudów. Na temat tego jak karmię L nasłuchałam się wiele. Jednak mało mnie to boli ze względu na to, że ma idealne wyniki morfologii ( lekarka pytała się co ja robię, bo dziwne jest to, że dziecko w jej wieku nie ma anemii) i wcina to wszystko co jej podam ze smakiem.

Co podawać do picia? My od początku podajemy wodę ( bez dodatku cukru- co mi sugerowano- bo Młoda na pewno samej wody się nie napije). Zdarza się okazjonalnie wypicie herbatki czy soku. Jak mówi L: woda zdrowia doda:) i to właśnie ona przeważa.

Jak wiadomo wit. D3 ma ogromny wpływ na nasze kości- co się z tym wiąże na zęby. Słyszałam różne poglądy na ten temat. Jedni mówią, że w lato się nie podaje, inni żeby podawać tylko do 6 miesiąca życia (?!) lub do 3 lat. Jak zwykle mam inne spojrzenie na to wszystko. Ja po konsultacji z pediatrą i innymi specjalistami podaję Młodej d3 także latem. Smaruję ją kremem z filtrami a jak wiadomo hamują one dobroczynne działanie promieni słonecznych na organizm. Jedna maleńka kropelka nikomu nie zaszkodziła. Niedobór jak wiadomo może mieć różne nieprzyjemne konsekwencje. O witamince pisałam tutaj.

Jednak to wszystko nie wystarczy aby nasze i dziecięce uśmiechy były piękne:)
Dorosły myje zęby...dlaczego? Dlatego żeby mu z buzi nie śmierdziało, żeby nie straszyć resztkami jedzenia itp. Dziecko samo nie da rady tego wszystkiego ogarnąć. Musimy pomóc najmłodszym i uczyć ich jak dbać o zębole. Żeby nie straszyły nieprzyjemnym zapachem podczas zabawy z innymi. Psujące się zęby nie wyglądają zbyt estetycznie i z buzi nie wydobywa się konwaliowy zapach. Żeby tego uniknąć szczotki i pasty w dłoń i do boju :D



środa, 15 października 2014

Nie zawsze czytamy

Książki kupujemy najczęściej w Biedronce i Pepco- z wiadomych względów- ekonomia. W Pepco jest na prawdę duży wybór pozycji dla najmłodszych. Biedronka też ma ostatnimi czasy fajne akcje książkowe. Zawsze czekam na takie okazje i biegnę po nowe "zabawki". Wolę Młodej kupić książkę niż kolejny klamot, który zajmie ją na 5 minut. Owszem książkę też odłoży na półkę ale na pewno do niej później zajrzy. 

Nie wszystkie pozycje z naszych zbiorów czytamy. Powód jest jeden- są to książki w których opowieści brak. Służą do poznawania najbliższego otoczenia poprzez obrazki w nich przedstawione.

Pierwsza z nich to

Według mnie jest to świetna książeczka pokazująca maluchowi rzeczy oczywiste: poznaje części swojego ciała, do czego one służą. Przedstawione są również codzienne czynności- toaleta, kąpiel, jedzenie, zabawa- czyli to co dziecku najbliższe. L oglądając zawsze opowiada mi co przedstawiają obrazki, co robią dzieci i dorośli. Najgorszy moment był wtedy gdy Młoda jeszcze nie chodziła. Pokazywała mi na stopy w książce i mówiła, że będzie robić tup tup jak inne dzieci. Ale o złych chwilach zapominamy i dalej o naszej miłości rozprawiamy :)

Kolejny świetny tytuł


100 zdjęć do nazwania- jak widać na okładce wybrałam przedmioty najbliższe maluchom. W środku znaleźć można pomieszczenia domowe i najważniejsze sprzęty jakich się używa. Są produkty spożywcze, części garderoby, zabawki, plac zabaw. Zdjęcia są bardzo realne. Co według mnie jest ogromnym plusem. L nie ma problemu z pokazaniem i nazwaniem przedmiotu- pokazuje mi go również w naszym domu.

Chciałabym przedstawić dziś jeszcze jedną książkę którą oglądamy i same opowiadamy


Kształty i wielkości- podczas akcji w Biedronce zakupiłam- bardzo żałuję, że nie było innych z tej serii. Kształty przedstawione są na przykładach z codziennego życia. Dziecko łatwo zapamiętuje co jest trójkątem, kwadratem, prostokątem. Z wielkościami u nas jest jeszcze różnie ale z czasem na pewno będzie lepiej.

Podsumowując według mnie warto posiadać książki, których się nie czyta:) Zarówno dorosły jak i dziecko mają świetną zabawę wymyślając nowe historyjki do obrazków. O tym, że warto rozwijać wyobraźnię dziecka mówić nie muszę. Nam również przyda się trening szarych komórek :)



wtorek, 14 października 2014

Kolejna śmierć dziecka...

Media huczą o kolejnym dziecku. Zagłodzonym. Przypadków takich jest coraz więcej. Zacznę od tego, że NIE POPIERAM !!! takich zachowań, chciałabym jednak spojrzeć na problem z trochę innej strony.

19 letnia matka, ojciec dziecka w więzieniu- można powiedzieć małolata dobrze wiedziała w co się pakuje. Czy ktoś z nas wie w co się pakuje zakładając rodzinę? Nikt do końca nie wie. Póki jest dobrze, sielanka trwa można się cieszyć. Przychodzą jednak momenty kryzysowe- utrata pracy, choroba, długi, których nie jesteśmy w stanie spłacić itp.- żaden człowiek nie jest na to przygotowany. Nie wiemy ile jest w stanie znieść nasza psychika, jak się zachowamy pod presją nieprzyjemnych wydarzeń.

Nie ważne czy matka ma 19 czy 35 lat- jest matką i na niej spoczywa obowiązek zapewnienia dziecku jak najlepszych warunków do życia. Jeżeli tego nie robi- znaczy, że dzieje się coś złego. Kobieta mająca wsparcie ze strony męża/ partnera lub rodziny może nie zrozumieć co dzieje się w życiu tej, która tego niestety nie otrzymała. Pozostawiona sama sobie nie zawsze jest silną, walczącą jednostką. Czemu tak się dzieje? Być może ma depresję poporodową. Wiem całej winy nie można zrzucić na depresję. Ale ile jest takich właśnie przypadków? Kobiety często nie wiedzą co im dolega- zrzucają na zmęczenie, nową sytuację, nawał obowiązków- w ich głowach dzieje się jednak coś niedobrego.  Niekiedy słyszą też od najbliższych, żeby nie przesadzały, że nie ona jedna jest zmęczona itp. Jeżeli w porę ktoś to zauważy, pacjentka trafi pod opiekę specjalisty- sytuacje wyżej wymienione nie będą miały miejsca, Często, coraz częściej dzieje się inaczej. Cierpią nie tylko dzieci, matka która dopuszcza się zaniedbania, które ma tragiczne skutki nie jest później osobą zadowoloną i korzystającą z życia ( choć wiem, że takie przypadki się zdarzają).

Oczywiście milion komentarzy, żeby ją zabić, zagłodzić itp. już przeczytałam. Nie będę Jej jednak oceniać. Nie byłam w jej sytuacji, nie wiem co przeżyła i nie mogę powiedzieć nic więcej poza tym, że bardzo Jej współczuję, że nie otrzymała w odpowiednim czasie pomocy i wsparcia aby należycie zająć się swoim dzieckiem. Jakie są tego skutki wszyscy wiemy.

Kiedyś głośno wypowiadałam słowa dotyczące tego, że ludziom, którzy mają być rodzicami powinno robić się psychotesty. Zmieniam jednak zdanie. To jak człowiek wypadnie na tych testach jednego dnia nie daje gwarancji czy przejdzie je później... jak już pisałam są sytuacje niezależne od nas i nie wiemy jak się wtedy zachowamy.

Ostanie moje słowa na ten temat. Jeżeli widzimy, że z matką dzieje się coś złego spróbujmy jej pomóc. Nie wiemy ile osób z naszego otoczenia przechodziło przez depresję. Jednym udało się wyjść bez szwanku ( miały wsparcie) innym to się nie udaje. Jeden mały gest z naszej strony może zmienić czyjeś życie.

Próchnico jak to z tobą jest?

Badania wykazują, że bardzo dużo dzieci w Polsce ma próchnicę. Dla porównania- mniej jest takich przypadków w Ugandzie i Wietnamie.

Byłam jakiś czas temu na konferencji. Dotyczyła ona żywienia. Była również wzmianka o próchnicy. Badacz- zabijcie mnie nie pamiętam nazwiska badał mieszkańców w krajach słabiej rozwiniętych ( nazwane były prymitywnymi ale mi to jakoś nieładnie brzmi). Okazuje się, że we wspomnianych krajach rzadziej występuje próchnica. Co jest tego powodem? Sposób odżywiania. Ludzie żywią się tym co "da im natura", nie ma tylu sztucznych, słodkich dodatków co w naszym jedzeniu.

Ostatnio Młoda zachorowała. Czytając składniki leków w każdym znalazłam cukier i wzmiankę o tym, że nie podawać cukrzykom. Po pewnym czasie po podaniu leku L wymiotowała- nie dziwię się taka dawka cukru nikomu nie wychodzi na dobre. Cokolwiek człowiek weźmie do ręki z półki z napisem "Dla dzieci"- spojrzy na etykietę i zobaczy cukier...i to w sporych dawkach. Nie zabraniam nikomu i nie krytykuję podawania takich produktów. Pamiętajmy jednak o tym żeby po takich smakołykach umyć zęby najmłodszym.

Oblizywanie smoczka, łyżeczki i innych gadżetów a później podawanie ich dziecku podobno wzmacnia odporność najmłodszych ( czytałam gdzieś źródła nie pamiętam)... nie wiem nie praktykowałam. Co jeszcze może to dać naszemu dziecku? Próchnicę, która przenosi się ze śliną. To samo jest z całowaniem dziecka w usta. Nie liczę wszystkich innych zarazków jakie wtedy się przenosi. Młoda jest nauczona całowania w czoło, policzek. Wydaje mi się, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

Kolejna mądrość, którą jeśli słyszę- otwiera mi się scyzoryk w kieszeni. Jeżeli na mlecznych zębach jest próchnica to i tak wypadną i stałe będą zdrowe. Guzik prawda. Próchnica pozostaje w krwiobiegu i nie wiadomo kiedy atakuje zęby stałe. Szczerze nie wiem co ma na celu wmawianie ludziom takich bzdur- chyba to, żeby dentyści mieli pracę :) Mają jej wystarczająco- nie dokładajmy im kolejnej a naszym dzieciom oszczędźmy niepotrzebnego stresu i bólu. Myjmy zęby rano i wieczorem i będzie dobrze. Wiem, że wszystkiego nie unikniemy ale można minimalizować ryzyko i nie mieć później wyrzutów, że nie zadbaliśmy wystarczająco o uśmiech dziecka :)



poniedziałek, 13 października 2014

Dlaczego tata nie chce zajmować się dzieckiem?

Nikt z nas nie lubi być pouczany. Niestety tak to już jest, że mimo wszystko wyrwie się nieraz to zrób tak, a tamto inaczej. Nie będzie tu oczywiście mowy o radach od obcych osób. Napiszę o relacjach ojciec- matka :)

Często bywa tak, że ( niestety!!!) mama zajmuje się dzieckiem w domu a tata zasuwa od świtu do nocy żeby utrzymać rodzinę. Przychodzi dzień wolny. Tata chce spędzić jak najwięcej czasu z dzieckiem, zająć się nim. Co mu wtedy przeszkadza? Mamusia:) najlepiej byłoby żeby wychodziła z domu na cały dzień i byłby spokój. Ale nie zawsze jest taka możliwość. Trzeba więc jakoś przeżyć. Zaczyna się więc szereg przykazów : do jedzenia daj to, do picia tamto. Ubierz w zielone a nie niebieskie spodnie, koszulka za cienka/ za gruba/ za brzydka itp. można mnożyć przykłady.
Mężczyzna chce się wykazać ale za nic w świecie nie ma możliwości. Czy stanie się coś jak ubierze dziecko inaczej, czy jak raz pozwoli dłużej oglądać tv świat się zawali? Nic takiego się nie stanie. 

Dziwią się później kobiety, że facet nie chce nic przy dziecku robić...skąd to się bierze? Z naszego gderania i pouczania. Każdy do perfekcji w tym co robi dochodzi przez wykonywanie jakiejś czynności- jeżeli mu się tą możliwość odbiera nie ma co oczekiwać cudów. 
Wiadomo, że matka przebywająca z dzieckiem przez większość czasu lepiej zna jego nawyki, szybciej zmieni pieluchę itp. Tatusiowie też sobie świetnie radzą z tymi zadaniami...ale jak już wspomniałam często są za szybko sprowadzani do parteru.

Nie jest tak, że mi się takie akcje nie zdarzały. PT uświadomił mi co robię takim zachowaniem. Stąd mój post. Walczę z z tym...zdarza mi się nadal coś wtrącić niepotrzebnie ale jest chyba lepiej :D
Czasem lepiej ugryźć się w język i dać spokój. Tata tak samo jak mama chce dla dziecka najlepiej, krzywdy mu nie zrobi, a że zajmuje mu to więcej czasu- same plusy w tym momencie możesz sobie odpocząć chwilę albo zająć się czymś pożytecznym .Najważniejsze to znaleźć równowagę :)

sobota, 11 października 2014

O poprawnych relacjach z teściową :)

Pierwsza faza mojego "projektu" była bardziej owocna w komentarze:) Tego postu miało nie być, ale odezwały się osoby, które na teściową nie narzekają. Przedstawię Wam ich wypowiedzi:)

Wypowiedź pierwsza: 

" A ja mam świetną teściową.Ogólnie teściów, którzy zajmują się Izą jak jestem w pracy. Świetni ludzie. Teściowa zawsze szanowała moje zdanie, robi mi czasami obiadki. Zabieramy ich czasem na wakacje. Wiem, wiem już mnie nie lubicie". Jedyny komentarz jaki ciśnie mi się na usta to : Jedyne co pozostaje to pozazdrościć takich relacji :)

Wypowiedź druga:

" Moja teściowa jest dobrą kobietą i niczego złego mi nigdy nie zrobiła. Jednocześnie jest wobec mnie taka nijaka. Miła i sympatyczna, nie wtrąca się a za razem nie angażuje się za bardzo. Pamięta o moich urodzinach i wie jakie ciasto lubię i gdy mnie zaprasza to je dla mnie robi :) Czasem podrzucała jakieś jedzenie albo ciasto. Reszta-tylko gdy poprosiłam albo się upomniałam. Rada dla skłóconych teściowych i synowych: Żeby każda poszła w swoją stronę i zajęła się swoim życiem- zwłaszcza teściowa :) "

Wypowiedź trzecia:


"Ja na teściową nie narzekam. Ba wręcz mogę życzyć wszystkim kobietom takich teściowych. Z narzeczonym jesteśmy 5 lat ze sobą. Jak sie poznaliśmy mieszkał z
ojcem w Norwegii, po pół roku teściowa dała mi klucze do swojego mieszkania gdybym chciała przyjechać. Więc przyjeżdżałam, z racji ze w mieście mojego narzeczonego
mam sporo znajomych często było tak, że wychodziłam na imprezy wracając późno w nocy (lub wcześnie rano jak kto woli) lub zapraszałam moja przyjaciółkę do siebie.
Nigdy nie było z tym problemu. Później wyjechałam do narzeczonego do Norwegii i jak przyjeżdżaliśmy do Polski zawsze czułam się tam jak w domu. Następnie zaszłam w
ciąże i bałam się ze zaczną się miedzy nami zgrzyty. Wiadomo jak to z babcia. Ale się myliłam. Teściowa nigdy nie wtrąciła się do moich metod wychowawczych. Baaaa
zawsze pytała co i jak. Czy dać małemu smoczek, czy chce albo uspakajała go kołysząc itp. Często się jej radze i  pytam o różne kwestie ale nigdy nie usłyszałam "zrób tak i tak bo tak będzie najlepiej". Wiem, że czasem się ze mną nie zgadza (np odnośnie karmienia piersią gdyż mały ma rok ja go dalej karmię mimo wielu alergii i szeregu problemów) ale nigdy nie narzuca mi swojego zdania. Także ja teściowa mam wspaniałą. Mały w tym tygodniu kończy roczek a ja nie mogę się doczekać przyjazdu Teściówki (tak ja nazywam) dodam też ze moja Teściowa jak kogoś nie lubi jest bardzo
bardzo bardzo nie miła o czym słyszałam nie raz a mój kolega , który z nią pracował nie wierzył ze ona taka milutka dla mnie;)
Także nie każda teściowa jest zła ;) - co ja mogę powiedzieć niech wszystkie teściowe biorą przykład z Twojej- piękny byłby świat :)

Podsumowując- nie jest na tym świecie aż tak źle...niestety nie jest też pięknie, ponieważ trafiają się przypadki trudne, czasem hardcorowe. Musimy się wspierać i stosować do rady "Żeby każda poszła w swoją stronę i zajęła się swoim życiem- zwłaszcza teściowa :) "

piątek, 10 października 2014

Modelką być

nigdy nie chciałam. Powód tego jest jeden albo i więcej by się ich znalazło. Po pierwsze mając 1,50 w kapeluszu za wiele nie zdziałam, zakładając wysokie szpile na pewno bym się zabiła...no i moja waga kiedyś była ok...później się zepsuła:) Jednak nie przeszkadzało mi to nigdy w tym żeby pooglądać pokazy mody, sesje fotograficzne w których udział brały piękne dziewczyny. Nie powiem trochę im zazdrościłam tego wszystkiego, ale nie każdy może mieć to czego akurat chce:)

Postanowiłam zrobić wywiad z piękną Kobietą, prywatnie moją znajomą :) Marta zgodziła się opowiedzieć mi trochę o sobie:) Przedstawię Wam Jej odpowiedzi na nurtujące mnie pytania:)


1. To, że masz predyspozycje do wykonywanego zawodu widać gołym okiem. Dlaczego modeling? 


To nie tak, że od początku interesował mnie modeling, bo nie uważałam się za jakąś piękność. Zaczęło się od tego że byłam hostessą na różnych imprezach (np.Night Power lub inne imprezy różnych firm) i pewnego dnia wypatrzył mnie fotograf. Zapytał się czy nie chciałabym przyjść na kilka zdjęć, oczywiście się zgodziłam . Kiedy zobaczyłam efekty dopiero wtedy zaczęło mi się to podobać.


2. Od kiedy zajmujesz się pracą w tym zawodzie? 


Zajmuję się tym ponad 2 lata ale dopiero teraz czuję się pewnie i swobodnie przed aparatem, fotografem. To jedynie dodatkowa praca jak i zainteresowanie poza tym codziennie normalnie pracuję i się uczę. 


3.Najgorsze wspomnienie z sesji? 


Chyba nie mam niemiłych wspomnień...może jedno jak miałam sesję w lesie. Musiałam przejść przez krzaki, podrapałam sobie nogi i atakowały mnie robaki.


4. Najlepsze wspomnienie?


Na każdej sesji jest wspaniale każdy jest dla mnie miły, pomaga, doradza więc nie potrafię określić najlepszego wspomnienia Chociaż może jest takie jedno, jak miałam sesję gdzieś na mieście to przechodnie zaczęli robić mi zdjęcia śmiesznie było ale i milo.


5. Na wyborach Miss dziewczyny najczęściej mówią, ze kochają dzieci, zwierzęta i działają charytatywnie. Nie bardzo w to wierzę, że wszystkie się tym zajmują. Chciałabym zapytać o Twoje dodatkowe zainteresowania. 


Kocham dzieci i zwierzęta jak każdy normalny człowiek i nie jest to nadzwyczajna zdolność i tak jak mówisz Gosiu że nie wierzysz w to wszystko ja im też nie wierze zazwyczaj mówią to na pokaz. Ja jestem typową chłopiarą lubię ubrać się w dresy, pojeździć samochodem Motoryzacja to, to co lubię najbardziej.Interesuję się mechaniką samochodową. Od małego pomagałam tacie podczas napraw auta- bardzo to lubiłam:) Kiedyś chciałam zostać mechanikiem pojazdów samochodowych ale moja mama jakoś tego nie widziała i nic z tego nie wyszło.


6. W ilu castingach wzięłaś udział? 


Trudno powiedzieć, ponieważ nie liczę tego, ale w kilkunastu na pewno.

7. Czym kierujesz się podczas podejmowania decyzji dotyczącej brania udziału w pokazach, sesjach itp.?

Dla mnie to zawsze jakaś nowa przygoda- nie do końca wiem jak będzie, czego się spodziewać. Staram się dowiedzieć jak najwięcej o danym fotografie lub firmie, która organizuje pokaz czy sesję. Najważniejsze jest jednak czy sesja nie będzie rozbierana. W takich nie gustuję- to jest dla mnie najważniejsze podczas podejmowania decyzji.

8. Twój największy sukces? 

Udział w pokazie fryzur gdzie byłam pokazowym Show, moją fryzurę wykonywał mistrz fryzur z Moskwy- Ruslan Tatyanin. To było coś świetnego, na pewno będę to długo wspominać:)

9. Jakie masz rady dla dziewczyn zaczynających przygodę z modelingiem?

Nie dajcie się zwariować. To tylko bajkowy świat, a w życiu trzeba być realistą.


Marcie dziękuję za odpowiedzi :) Zaspokoiła moją ciekawość. Wam również przybliżyła realia życia modelki. Jak widać delikatna Kobietka może zajmować się również naprawą samochodów. Marta pięknie łamiesz stereotypy:)

Zainteresowanych odsyłam na profil Modelki Maxmodels.








  Dwie fotki pochodzą z sesji reklamującej torebki z poduszek powietrznych Kissbags :)







Żeby zdrowe zęby mieć trzeba tylko chcieć:)

Kolejny post z cyklu dbania o zęby. Napiszę Wam w nim jak my sobie radziliśmy w momentach buntu Młodej.

Zęby myliśmy od pierwszego, który się pojawił:) Nakładka silikonowa na palec i żel Ziajka bez fluoru o smaku żurawinowym- nasi przyjaciele. Pasty miętowej L nie akceptowała i nadal woli owocowe. Kiedy była malutka nie stawiała oporów. Dodatkowym plusem był pewnie masaż obolałych dziąseł.
Od początku zęby miała myte rano i wieczorem. Zrobiliśmy z tego taki mały rytuał. Nie powiem zdarzyło się kilkakrotnie spanie bez mycia zębów ale to tylko w wyjątkowych sytuacjach. Bywało tak, że byliśmy poza domem L zasypiała w aucie i spała tak już do rana. Takie sytuacje zdarzyły się jednak bardzo sporadycznie. 

Młoda podrosła i zaczęły się bunty. Nie chciała myć zębów, zaciskała buzię, uciekała. Matka jednak uparty typ i nie dała za wygraną. W innej kwestii może i bym się poddała jednak nie ma takiej opcji jeśli chodzi o dbanie o zęby. Chcę oszczędzić Jej bólu i niemiłych skojarzeń z dentystą. 
Wracając do tematu- przedstawię Wam nasze sposoby na zachęcenie małego buntownika do współpracy. :)

1. Wszystkim znana i lubiana piosenka :) Szczotka pasta kubek ciepła woda...śpiewaliśmy do znudzenia Młoda się cieszyła i co najważniejsze dawała sobie umyć zęby.

2. Mycie zębów wszystkim możliwym zabawkom jakie były w zasięgu wzroku. Brałam ulubione pluszaki L i myłam im zęby, później mówiłam, że teraz kolej na nią. Kubuś patrzy jak ona myje:)

3. Mówiłam, że pan/ pani w tv zanim zaczęli program myli zęby, żeby ładnie wyglądać. L też chciała ładnie wyglądać więc myła:)

4. Przyszedł czas, że misie nie wystarczyły...nasze lustra, okna i szafki też mają szczękę, którą trzeba umyć...więc L ruszyła i myła...najpierw wymienione przedmioty ( oczywiście inną szczoteczką) później swoje uzębienie.

5. Wspólne mycie- mama, tata i L myją razem zęby w łazience, najpierw każdy sam, później Młoda mamie a mama Jej i ta sama sytuacja z tatą:)

6. Książeczki- L uwielbia czytać więc matka zakupiła pozycje na temat dbania o higienę jamy ustnej:) 


Pierwsza z nich jak dla mnie trochę straszna. Pokazuje, że mama nie myje zębów misiowi i musi iść z dziurą do dentysty. Młoda się jednak nie boi i chętnie czyta z nami:)

Druga natomiast świetnie moim zdaniem przygotowuje dziecko do pierwszej wizyty u stomatologa. 
Wszystko jest pokazane krok po kroku. Jest także wzmianka o prawidłowym myciu zębów. L wstaje rano i mówi, że idzie myć zęby jak dzieci w książce żeby mieć ładne i zdrowe. Wydaje mi się, że druga pozycja to must have każdego rodzica:)

7. Trochę drastyczny sposób ale działało. U moich rodziców na działce jest dużo ślimaków- tych brzydkich bez domków. Powiedziałam Młodej, że jak nie będzie myła zębów to przyjdą ślimaki i będą je zjadały razem z resztkami jedzenia. Pomogło.

8. Tradycyjnie powiedziałam, że jak nie będzie chciała myć uzębienia to nie będzie jadła ciasteczek.

9. Poskutkowało również to, że jak będzie miała dziury w zębach to pani dentystka jej nie pochwali.

10. Warto pokazywać dziecku jak dorośli myją zęby. Dobrym motywatorem są również inne dzieci. Jeśli nie macie więcej potomstwa można posiłkować się filmikami w internecie. Moja Młoda zachwycona jest Kubusiem:) Filmik z Jego udziałem znajdziecie na Mama Kubusia :)

W sumie to jak na razie wszystkie nasze sposoby. Na chwilę obecną nie ma problemów ze szczotkowaniem. Młoda pędzi do łazienki po szczotkę i pastę. Moja dentystka podczas wizyty ( mojej) zapytała jak wygląda przygoda Młodej z dbaniem o higienę jamy ustnej. Nie zdążyłam odpowiedzieć... kiedy padło stwierdzenie, że na pewno nie ma problemu bo matka ma bzika na tym punkcie. Zdarza mi się zasnąć z L wieczorem...budzę się w środku nocy i pierwsze co robię to idę myć zęby. [edit] robiłam tak kiedyś- teraz razem je myjemy więc mogę spać spokojnie :D Problem miałam przy porodzie. Miałam cc. Pytają mnie o uczulenie na środki znieczulające. Mówię, że nie wiem. No ale jak to ? Jak robi pani zęby u dentysty...ostatniego zęba robiłam mając 12 lat- bez znieczulenia. Mówią także, że po każdej ciąży trzeba zrobić co najmniej jeden ząb. Nie miałam żadnego ubytku:) Mam nadzieję, że uda mi się należycie zadbać o uśmiech L. i nie będzie miała w przyszłości problemów:)

Tradycyjnie przypominam o tym, że czekam na Wasze komentarze a w nich przedstawienie sposobów na piękny uśmiech najmłodszych:)



czwartek, 9 października 2014

Fajnych ludzi trzeba pokazać światu

Wpadłam na pomysł przeprowadzenia kilku wywiadów. Chciałam kiedyś być dziennikarzem. Wybrałam jednak pedagogikę...ale zawsze można zrealizować marzenia z młodości :)

Efektem tego będzie cykl postów na blogu przybliżający Wam życie i twórczość wybranych przeze mnie osób. Pierwsza z nich Katarzyna Targosz poznana przeze mnie w internecie jest pisarką. Dodatkowo świetnym kompanem do rozmów. Napisała rewelacyjną powieść "Wiosna po wiedeńsku", którą bardzo gorąco polecam. Ale tyle mojego pisania. przejdźmy do wywiadu. :)

1. Z tego co wiem z wykształcenia jesteś geografem, skończyłaś również szkołę gastronomiczną. Skąd pomysł na pisanie?


Nie, nie skończyłam szkoły gastronomicznej. Studiowałam hotelarstwo, gdzie wybrałam specjalizację z zarządzania branżą gastronomiczną. Chociaż, faktycznie, zajęcia typowo z gotowania także tam mieliśmy. I kucharskie uniformy.
Co do pisania, to nigdy do tej pory o tym nie mówiłam, ale przez krótki czas uczęszczałam też do studium literackiego UJ. Tyle, że po dwóch miesiącach doszłam do wniosku, że to nie dla mnie. Często dochodziłam zresztą w życiu do takiego wniosku, dlatego zmieniałam zajęcia i szkoły. Nigdy nie byłam hotelarzem, nigdy nie byłam geografem, choć to są moje zawody wyuczone. Byłam fotografem, modelką, stylistką, prowadziłam sklep, pracowałam w sprzedaży, telekomunikacji, miałam swoją firmę… Dużo tego było. Przez pół roku studiowałam też psychologię. Ogólnie moja historia to niesamowita mozaika i źródło wielu inspiracji do kolejnych powieści. 
A co do pisania – to zawsze była moja pasja, przez większość życia zepchnięta gdzieś na bok, czekająca na właściwy moment.

2. Jakie są Twoje dodatkowe zainteresowania?

Obok pisania, moją wielką pasją jest fotografia. Fotografuję wręcz maniakalnie, wszędzie i zawsze. Kiedyś skupiałam się głównie na wykonywaniu zdjęć artystycznych, teraz ważne jest dla mnie przede wszystkim łapanie momentów, chwytanie każdej chwili. Każda matka wie, jak szybko rosną dzieci, jak pędzi przy nich czas. Ciągłe fotografowanie jest dla mnie sposobem na jego przytrzymanie.
Kolejną moją pasją są podróże. Niekoniecznie egzotyczne. Niekoniecznie dalekie. Nie interesują mnie najdalsze zakątki świata. Uwielbiam Europę, europejskie miasta. Oczywiście z Wiedniem i swojskim Krakowem na czele.
Te trzy życiowe pasje – pisanie, fotografia i podróże łączą się w moich powieściach.

3. Czy tworzenie nowych stron powieści łatwo pogodzić z wychowywaniem dziecka?

Oczywiście, że nie. To jest walka.

4. Wiosna po wiedeńsku- świetna książka. Czy kolejna powieść będzie do niej podobna?

I tak, i nie. Pewne podobieństwa na pewno istnieją, jak choćby pierwszoosobowa narracja, do której mam słabość. Obecnie staram się w kolejnej powieści wyjść poza ten mój nawyk, ale nie do końca wiem, czy warto. Prawda jest taka, że pierwszoosobowa narracja jest dla mnie czymś naturalnym. Wracając do pytania – kolejna powieść ma, w moim odczuciu, całkiem inny wydźwięk i klimat, choć także opowiada o młodej singielce w wielkim mieście. Tak, jak to już kiedyś powiedziałam – wiosna jest frywolna i radosna, i taka też była „Wiosna po wiedeńsku”; jesień natomiast niesie ze sobą zadumę, czasem smutek, nostalgię, skłania do poważnych rozmyślań. A, jak już pewnie wiesz, moja następna powieść jest właśnie jesienna.

5. Jaki najfajniejszy komentarz na temat swojego dzieła przeczytałaś/ usłyszałaś?

Każdy jest fajny. Każdy mnie cieszy. Komentarze czytelników są dla mnie bardzo cenne, bo to przecież dla nich piszę. Dla nich i dla siebie. Pierwszą nagrodę otrzymuję, gdy stawiam ostatnią kropkę w powieści. Drugą, gdy powieść trafia do czytelników. Trzecią, gdy docierają do mnie ich opinie.

6. Czy zdarzyły się jakieś niemiłe słowa dotyczące Wiosny...?

Nie. Niesamowite, prawda? ( moje (Antyterrorystki) zdanie na ten temat- nie dziwię się- tam nie ma się do czego przyczepić...jedynie do tego, że książka się kończy)

7. Skąd czerpiesz inspiracje do tworzenia fabuły? Czy są to fakty z Twojego/ czyjegoś życia czy literacka fikcja?

Głęboko wierzę w zasadę, że najlepiej pisać o czymś, co się dobrze zna. Moje pierwsze dwie powieści, a szczególnie właśnie druga z nich, wypływają z moich życiowych przygód i doświadczeń. Inspiracje do kolejnych książek także przyniosło mi życie, lecz jest w nich już znacznie więcej fikcji. Na przykład akcja mojej trzeciej powieści toczy się na Podhalu, czyli w miejscu, w którym obecnie mieszkam, a inspiracją do jej napisania było nasze zimowe odcięcie od świata. Wśród kopnych śniegów, ciemnych lasów, z dala od cywilizacji wiele może się wydarzyć, prawda? Każda z moich książek, to inny gatunek, w trzeciej zamierzam poczęstować czytelników szczyptą sensacji.
Główną rolę w moich powieściach grają miejsca, są osią, podstawą. Niekoniecznie dla czytelników, ale dla mnie. Miejsca są moją największą inspiracją. A także pory roku.

8. Jak w 5 słowach opisałabyś swoje życie?

SZYMON. GRZEGORZ. To są dwa słowa. Filary mojego życia. A z nimi JA. Bez nich nieistniejąca. Nad nami BÓG. Zostało jeszcze jedno słowo. MIŁOŚĆ. 

Kasi bardzo dziękuję za udzielenie mi odpowiedzi na pytania:) A Was zapraszam do komentowania...czy takie posty się Wam podobają :)









Kasia wysłała mi również zdjęcia. Miałam wybrać...niestety wszystkie fotki są świetne i pozwoliłam sobie na ich zamieszczenie :D