piątek, 28 listopada 2014

Gusta i guściki

Wiadomo, że o gustach się nie dyskutuje ale jeśli nam się coś nie podoba lub przypadnie do gustu- nie ma mocnych jakieś słowa z naszych ust padną w tym kierunku.

Dziś o filmach, książkach i muzyce.

Świat na szklanym ekranie. 

Lubię oglądać filmy. Najbardziej takie w których jest dużo akcji. Najlepsze są te, które do końca ogląda się w napięciu. Trzeba trochę pomyśleć, powiązać fakty:) Nie wiem może w poprzednim wcieleniu byłam detektywem? Kiedyś namiętnie oglądałam horrory. Teraz staram się ich unikać. Boję się później sama w domu zostawać...a wiadomo, że wtedy wyobraźnia działa najlepiej. 

Ostatnia akcja. Moje drzwi w kuchni okropnie skrzypiały. Usypiam Młodą leżymy. Nagle odgłos skrzypiących drzwi dobiega do moich uszu. Zerwałam się z łóżka, mało nóg nie połamałam. Lecę a w kuchni drzwi zamknięte. Sąsiadom tak skrzypią, że wydawało mi się, że u mnie:) Więc sami widzicie nie ma szans na siedzenie pod kołdrą i oglądanie strasznych filmów. O przypomniała mi się jeszcze akcja. Oglądamy kiedyś ze znajomymi RING. Pamiętacie motyw z telefonem, że masz 7 dni itp. Oglądamy więc i dzwoni telefon. Żeby to była komórka to spoko. Dźwięk dobiega z tel stacjonarnego. Grupa osób w domu nikt nie ma odwagi podnieść tyłka i odebrać. w końcu znalazł się śmiałek okazało się, że to pomyłka...ale co nam się w głowach wtedy działo możecie sobie wyobrazić :)

Wracając do filmów, seriali. Oglądam również filmy łatwe miłe i przyjemne. Takie, które nie zmuszają człowieka do myślenia. Czas płynie pośmiejesz się trochę, oderwiesz od codzienności. Seriale też oglądam, obecnie jeden- do światowych czołówek nie należy ale wkręciła się. Mowa o Pierwszej Miłości, porównywanej do Mody na sukces. Oglądam od początku, przegapiłam kilka odcinków. Młoda się wkręciła chwilę ogląda ze mną jak jest pan policjant. Później już mi tylko skutecznie zakłóca.

Słowo pisane.

Czytać uwielbiam, to wiecie. Kocham książki i miłością do nich dzielę się z L. Jeżeli chodzi o książki nie mam jednego ulubionego gatunku. Raz jest to coś mocniejszego, innym razem coś lekkiego podobnie jak z filmami. Lubię czytać powieści Paula Coelho, Ceceli Ahern ( u niej lubię wszechobecną magię). Ostatnio moim odkrycie była "Wiosna po wiedeńsku" Katarzyny Targosz. Czekam z niecierpliwością na kolejną książkę Autorki. Przeczytałam również wszystkie części Grey'a. 
Wybierając książkę zdarza się, że kieruję się recenzją, poleceniem. Jednak najczęściej oceniam ją najpierw po okładce. Poważnie okładka musi mi się podobać, żebym zajrzała dalej. Zaczynam czytanie. Jeżeli pierwsze strony mi nie idą- przerzucam tak około 10 kartek. Czytam dalej jeśli nadal mnie nie porywa odkładam i nie męczę się. Będąc w ciąży raz w tygodniu byłam w bibliotece. Brałam po kilka książek i czytałam. To był najlepszy sposób na zabicie czasu. Teraz idzie to trochę opornie ale książki w naszym domu są, przybywa ich i jest to pasja, która nie przemija z biegiem lat.

Muza, nuta itp.

Młoda jak wiecie fanką dźwięków z głośnika jest ogromną. W domu jest cicho jedynie jak śpi. Otwiera oczy i mówi: mama włączy L muzę. Śpiewamy,tańczymy. Jest wesoło. Czego słucham- wszystkiego :) Ale mojemu sercu najbliższy jest hip- hop. Tak te kawałki dla małolatów, z całym zasobem łaciny podwórkowej. Słucham sobie jak mam taką możliwość. Młoda też ma swój ulubiony rap:) Staram się puszczać jej łagodniejsze kawałki ale nie zawsze przypadają do gustu.
Mam ochotę posłuchać disco polo- słucham. Rock, metal, pop- tu też znajdą się jakieś moje ulubione utwory.

Wiem, że trochę to pokręcone- z jednej strony lubisz ambitne dzieła , z drugiej np. oglądasz serialowe tasiemce. W każdej dziedzinie życia znajdziemy podobne dylematy. Raz potrzebna jest nam dawka dobrej akcji, adrenaliny. Później przychodzi czas na odmóżdżające komedie:) Wybór jest ogromny także dla każdego znajdzie się coś miłego :) Ps. Bajki też uwielbiam oglądać i niejednokrotnie na nich ryczę...:) Udanego weekendu wszystkim życzę :*

czwartek, 27 listopada 2014

To działa odwrotnie...



Chcesz mi podciąć skrzydła na starcie?
Powiem ci otwarcie: twoje działania zmierzają w zupełnie przeciwną stronę.
Zrobię na złość i osiągnę to co mam zamierzone. 
Odniosę sukces mimo wszystko...

Gdy kobiecie podcina się skrzydła leci dalej na miotle.
Nie ma sytuacji bez wyjścia i ZAWSZE zrobi to co zaplanowała najlepiej jak się da.
Gaszenie zapału...jeszcze bardziej go rozpala.

Także kochani czarnowidze wasze działania są jak najbardziej w porządku. Są ogromnym motywatorem do realizacji planów:)

środa, 26 listopada 2014

Święta, święta...



Na te 3 dni czekamy cały rok. Zbliżają się wielkimi krokami.Za miesiąc na fb będą pojawiały się typowe dla tego okresu zdjęcia:) Jedni czekają na prezenty, inni na wolne od pracy, na choinkę, na jedzonko. Są osoby podchodzące do tego bardziej duchowo.Każdy znajdzie jakiś plus.

Zaczyna się gonitwa, czy ze wszystkim zdążę- sprzątanie, gotowanie i te sprawy spędzają niejednej osobie sen z powiek. Zastanawiam się po co to wszystko. Czy nie można na spokojnie przeżyć tych dni. Czy stanie w garach i jazda na mopie są najważniejsze?

Dla mnie święta są okresem radości, że mam bliskie osoby, z którymi mogę je spędzić. Że przebiorę się za Mikołaja dusząc się ze śmiechu pod maską tylko po to żeby moje dziecko miało radochę. 

Rok temu założyłam strój Gwiazdora. Akcja przebierania się odbywała się w piwnicy. Robiłam to z nadzieją, że nie spotkam nikogo z sąsiadów, żeby na zawał nie padli:) Spodnie były na mnie troszkę za długie- naciągnęłam je więc po same pachy i powędrowałam na górę. Młoda leżała na podłodze machała nogą i w nosie miała gościa z prezentami. Wydaje mi się, że stres też zrobił swoje:) Weszłam rozdałam prezenty...kucnęłam i spodnie pękły na dupsku...szybka ewakuacja żeby się nie zorientowała. W tym roku zrobię to ponownie. PT twierdzi, że nie wytrzymałby ze śmiechu w przebraniu. L widząc reklamy w tv mówi, że z tatą otworzą Mikołajowi drzwi i on przyniesie prezenty. Prezenty prezentami ale mała Terrorystka najbardziej czeka na pierniczki, które będzie kradła z choinki. Wspomina o tym już od wakacji kiedy tylko mijamy jakiegoś świerka na spacerze :)

To czy zrobimy rybę pod 5 postaciami, upieczemy czy kupimy ciasta i inne dodatki na stół jest moim zdaniem mało ważne. Oczywiście robię kilka standardowych potraw na tę okazję, ale nie spinam się, nie ma akcji postaw się a zastaw się a później narzekanie, że przez święta się spłukaliśmy. Nie cierpię też imprez z hektolitrami alkoholu. Wszystko jest dla ludzi ale bez przesady. Dla mnie nie to jest najważniejsze. Wolę pobawić się z Młodą, pójść na spacer. Poleżeć pogapić się w tv. Spotkać się z rodziną. Nie lubię też akcji typu uśmiechamy się do siebie bo tak wypada. Jeżeli ktoś przez cały rok nie przepada za mną, nie mamy najlepszych kontaktów to sorry ale nie będę udawać bo są święta i nie ładnie komuś przykrość sprawiać. Uważam, że powinno się odnosić do drugiego człowieka z szacunkiem i dobrocią przez cały czas- nie tylko przy okazji świąt. Normalnie nie potrafię strawić czegoś takiego. Sztuczny uśmiech, klepanie po plecach a za nimi obrabianie dupska i motanie.

Jak wspominam święta w domu rodzinnym? Zawsze coś się działo. Najczęściej jednak ja i mój brat umilaliśmy rodzicom czas kłótniami. My walczyliśmy dosłownie o wszystko :D Oczywiście padały komentarze, że są święta, żebyśmy wyluzowali...niewiele to dawało. Teraz brakuje mi tego:) Młody jak czytasz zadzwoń do mnie w Wigilię to się pokłócimy trochę:)
Zawsze wspólnie robiliśmy sałatkę jarzynową- bez kitu ale taka ilość jak szła u nas to chyba nigdzie tyle nie zjadali. Do reszty nie mieliśmy dostępu- wszystko robiła Mama:) Ja też nie lubię jak mi się ktoś wcina w gary więc teraz to rozumiem...ale kiedyś mnie to irytowało i to dość mocno.
Kolacja wigilijna była uzależniona od tego jak pracowała Matula:) Raz odbywała się o 16 raz o 20:) Stałej pory nie mieliśmy. Później szukanie pierwszej gwiazdki. Mikołaj przynosił w tym czasie prezenty. Bez kitu do tej pory nie wiem jak Rodzice to robili ale nigdy nie udało nam się znaleźć ukrytych paczuszek.Wielkie brawo za pomysłowość.

Pasterka.  Jednego roku poszłyśmy z koleżanką usiadłyśmy w ostatniej ławce i...zasnęłyśmy. Msza się skończyła, podszedł do nas chłopak i przerwał sen. Innym razem z Mamą moją stałyśmy również na końcu. Unosząca się woń alkoholu była nie do zniesienia. Co chwilę wynosili kogoś albo wyprowadzali. Omdlenia i zasłabnięcia w tłumie się zdarzały.  W pewnym momencie dostałyśmy z Mamą takiego ataku śmiechu, że wyszłyśmy na zewnątrz. Ja wiem, że to nie miejsce, sytuacje też niezbyt zabawne...ale to chyba ten parujący alkohol tak na nas wpływał.

Świętowanie. Tata od rana na nogach chodził i czekał aż wstaniemy na śniadanie. Nie było opcji, że ktoś zje dopóki wszyscy nie usiądą przy stole. W piżamach czy garniturze- ważne było, że jest cała nasza 4 chyba, że Mama była w pracy a później 5 bo doszedł do naszej rodziny Bobek (pies).
Później była samowolka. Każdy robił to co lubi, oglądanie tv, opychanie się sałatką , mandarynkami itp. Bez kitu ja na święta to mogłabym mieć tylko sałatkę, rybę po grecku i pierogi nic więcej mi do szczęścia nie trzeba:) Podrośliśmy jednak i zaczęło się imprezowanie...ale śniadanie i tak pozostało bez zmian. Odwiedzaliśmy również rodzinę, nas odwiedzano. Fajnie spędzało się czas. Aaa i zawsze z Mamą chciałyśmy mieć ładną choinkę. ładną to znaczy kolor lub dwa i styknie. Ubierałyśmy ją według tych ustaleń. Tata jednak ma trochę inną wizję ładnego drzewka i zawsze nawalił jeszcze tonę bombek z misiami, laleczkami itp. Tak żeby było jak w naszym dzieciństwie:)

Nie byłam nauczona w domu jakiegoś przesadnego przeżywania i perfekcyjnego organizowania świąt. Idealne święta to dla mnie luz, każdy odpoczywa nie przerzucamy na siebie obowiązków, nie gonimy za uznaniem z każdej strony dla naszych wyczynów. Róbmy tak żeby każdy przeżył ten czas bez nerwów, na spokojnie. To, że ryba się rozpadnie, barszcz będzie za słabo doprawiony jest niczym przy uśmiechu na twarzy najbliższych. Nie takiego wymuszonego z powodu okazji- takiego jak najbardziej naturalnego :D

Na koniec moja radość z prezentów.





Straszne opowieści

Głośno bywało o książkach dla dzieci, w których jest mnóstwo brutalnych wydarzeń. Były głosy za tym, żeby zmienić treść aby była łagodniejsza. Nie wiem jak się cała akcja zakończyła. Podstawowe pytanie czy warto to robić?

"Czerwony Kapturek"



Posiadam również starszą wersję. Widoczną na zdjęciu Młoda dostała w dniu ślubu rodziców zamiast kwiatów:) Książka z pacynkami- świetna sprawa. Pacynki rewelacyjnie sprawdzają się w urozmaiceniu czytania. 

Co myślę o Czerwonym Kapturku. Z perspektywy posiadania 2,5 rocznego dziecka. Póki co L nie bardzo chyba rozumie o co chodzi ze zjedzeniem babci i dziewczynki. Cieszy ją każda kolejna strona, ilustracje i wyskakujące na koniec z brzucha wilka babcia i dziewczynka. Co będzie gdy podrośnie i zacznie rozumieć? Jeżeli nie będzie chciała czytać takich bajek zrozumiem. Nie sądzę jednak żeby jakoś źle miało to na Nią wpłynąć.


Pozycja również znana i lubiana. Ta pochodzi z wykopalisk- czyli z dzieciństwa matki :)
Jedna z ulubionych Młodej w przeciągu ostatnich miesięcy. Ulubiona jej postać- wiedźma i sprzątająca Małgosia. Tak jak w przypadku Kapturka nie rozumie o czym dokładnie jest książka. Mówi, że czytamy. Matka potulnie zasiada i recytuje. L opowiada co widzi na obrazku, kto co robi itp. Ta wersja jest trochę mniej brutalna niż znana przez mnie. Nie zmienia to jednak przekazu jaki kryje na swoich stronach.

Otaczająca nas rzeczywistość nie zawsze jest ładna, miła i przyjemna. Śmiem twierdzić nawet, że częściej jest okrutna. Uważam, że należy czytać dzieciom tego typu opowieści. Dzięki temu maluch poznaje konsekwencje rozmów z nieznajomymi, nieodpowiedzialnych zachowań. Jasia i Małgosię powinni przeczytać również niektórzy rodzice. Chodzi mi o tych, którzy puszczają dzieci (do lat 7) same na podwórko nie kontrolując tego gdzie i co dzieci robią. Nigdy nie wiadomo na jaki pomysł wpadną dzieciaki. Nie wiemy także kto czeka za rogiem na malucha bez opieki. Książki, które powstały wiele lat temu są ponadczasowe. Ich przekaz jest jak najbardziej aktualny.

wtorek, 25 listopada 2014

Zmieniajmy świat na lepsze

Nie od dziś wiadomo, że bezpieczeństwo dziecka jest najważniejsze. Jego zapewnienie to obowiązek każdego dorosłego wprowadzającego malucha w świat. Sprawy typu foteliki, wózki, nosidła szelki pozostawiam na inną okoliczność. 

Rodzic dla swojego potomka chce jak najlepiej. Uczy dziecko podstawowych czynności tak aby poradziło sobie w momencie kiedy nie będzie go obok. Nie liczy się tylko wytarcie nosa, założenie butów czy tego typu rzeczy. Ważne jest również podejście dziecka do sytuacji trudnych, nowych. 

Dziś o rzeczach, na które warto dzieciaka przygotować a dość często się tego nie robi. 
Dorosły wie co to śmierć, kim jest homoseksualista, że są inne wyznania, kolor skóry itp; dlaczego ludzie się rozstają, czemu jeden ma więcej kasy, inny mniej. Dziecko przychodzi na świat z czystą kartą. Ono tego wszystkiego się dowie. W jaki sposób i jakie będzie miało później podejście zależy od dorosłych.

Obiło mi się o uszy, że gdzieś zrobiono aferę z książkami, które przedstawiają różne modele rodziny. Nie tylko mama i tata plus dzieci. Przedstawiono samotne rodzicielstwo oraz związki homoseksualne.  Dym jak zwykle o nic według mnie. Ok dziecko jest za małe nie zrozumie. Później wstydzimy się rozmawiać na niektóre tematy. I zaczyna się robić z tego wszystkiego temat tabu. Dzieciak dorasta w towarzystwie dowiaduje się o co chodzi. W wielu przypadkach jest to dla niego coś nowego. Nikt wcześniej z nim o tym nie rozmawiał. Boi się. To naturalne- strach przed nieznanym jest dość oczywisty. Jak zareaguje widząc np. homoseksualistów? Wytknie palcem, wyśmieje, ponieważ tak zrobią jego koledzy. Myślę, że jeżeli rodzice, dziadkowie, pani w przedszkolu, szkole powiedzieliby o tym,  sprawa może wyglądać zupełnie inaczej. Coś co znamy jest dla nas naturalne nie reagujemy atakiem w celu obrony. 

Zdarza się również wśród najmłodszych szydzenie z rówieśników z rozbitych rodzin, Nigdy nie mogłam pojąć fenomenu tego zjawiska. Czemu winny jest dzieciak. Rodzicom się nie ułożyło, ojciec/ matka pili, dochodziło do rękoczynów. Wybrali mniejsze zło, aby dbać o potomków. Robią to najlepiej jak się da. A jednak przychodzi w pewnym momencie syn czy córka i wyżywa się na niczemu nie winnym rodzicu za to, że koledzy się z niego śmieją.
Pokazujmy dzieciom to co dzieje się na świecie. To, że są różni ludzie, niekoniecznie takie same modele rodziny. Nie trzeba od razu wykładać wszystkich kart na stół. Małymi krokami można przekazywać trudne zarówno dla najmłodszych jak i dla nas informacje. Z czasem dojdą pytania, nam będzie łatwiej mając opanowaną podstawę. 

Kilka słów do samotnych rodziców. Nie bójcie się rozmawiać ze swoimi pociechami. Przygotuje to was do trudniejszych sytuacji, które nadejdą. Nie zarzucajcie sobie, że nie robicie wszystkiego aby było jak najlepiej. Odwalacie kawał dobrej roboty. Przychodzi jednak moment, że nie dajecie rady. Nie bójcie się prosić o pomoc- nie jest to oznaką słabości. Wręcz przeciwnie- pokazuje, że walczycie, chcecie jak najlepiej wychować młode pokolenie. Jest wiele instytucji, specjalistów chętnych do pokazania odpowiedniej drogi. Czasem trzeba tylko zapukać do odpowiednich drzwi.

Niepełnosprawność- o łamaniu barier, szeroko pojętej integracji słyszy się wiele. Jak zwykle dużo mówią, mało robią chciałoby się powiedzieć. Czytałam kiedyś wypowiedź matki dziecka niepełnosprawnego dotyczącą jego obecności w przedszkolu INTEGRACYJNYM, w którym pani "bała" się karmić chłopca. Inny przykład nauczycielka ze szkoły pracująca w klasie INTEGRACYJNEJ dzwoni do rodziców, którzy są w pracy żeby przyszli przebrać dziecko ponieważ zrobiło kupę. Rodzice nie mogli przyjść dziewczynka z kupą w pampersie siedziała do końca lekcji.
Nagonki na nauczycielki robić nie będę- na nie przyjdzie pora i poczują się tak jak czuły się te i wiele innych dzieci. Patrzę teraz z perspektywy innych uczniów, przedszkolaków. Pani nie chce nakarmić chłopca...dlaczego? Jeżeli nam coś nie wychodzi to nam pomaga. Coś jest z nim nie tak i skoro pani nie pomaga to ja też nie będę tego robić. W taki sposób w grupie integracyjnej spełniana jest idea równego traktowania pełno i niepełnosprawnych. 

Dziewczynka, która nie została przebrana. Nie potrafię sobie wyobrazić takiej sytuacji. Najchętniej założyłabym nauczycielce pampersa niech się w niego załatwi i chodzi cały dzień. Cisną mi się na usta i palce same niecenzuralne słowa w tym momencie. Jak postrzegane jest to dziecko? Chyba nie muszę pisać. Zapach unoszący się z pieluchy na pewno nie był zbyt przyjemny. Dzieci wiadomo jak na to wszystko zareagują. Będą się śmiały, wytykały palcami. Nie będą się chciały wspólnie bawić. Po co całe bum o integrowanie? Jeżeli dorośli nie są przygotowani do pomocy niepełnosprawnemu jak mają się tego nauczyć uczniowie? Sprawa nie jest trudna zakładasz rękawiczki bierzesz czystą pieluchę myjesz tyłek i po sprawie. Swojemu dziecku każdy robił to setki jak nie tysiące razy. Nagle ręce przyrastają do tyłka i nie potrafi. 
Najbardziej szkoda mi w tym wszystkim dzieci- dziewczynki, która czuła się za pewne okropnie,ale i innych przebywających w tej klasie maluchów. Dlaczego? Dlatego, że nie mają przekazanych podstawowych wartości. Przez takie zachowanie nauczycielki uczą się jedynie obojętności wobec niepełnosprawnego. Dziecko pójdzie do domu opowie rodzicom historię. Co powinien zrobić rodzic? Każdy indywidualnie podejdzie do sprawy. Ja poszłabym do szkoły i porozmawiała o tej sprawie najpierw z nauczycielką a jeśli nie przyniosłoby to skutku to z dyrekcją. Dodatkowo wytłumaczyłabym mojemu dziecku dlaczego nie powinno tak postępować. Kończę wątek bo mnie nosi.

Częste ubliżanie biedniejszym, gorzej według osądzającego ubranym, mającym mnie firmowych gadżetów ludziom wciąż działa na szeroką skalę. O tym już kiedyś pisałam. Masz dużo kasy. Twoje dziecko posiada wszystkie nowinki ze świata techniki. Super cieszę się waszym szczęściem. Nie zabronię ci kupowania tego wszystkiego. Poproszę jedynie o przekazanie dziecku podstawowych wartości. Szacunku do ludzi, którzy tego nie mają choćby bardzo chcieli, może nie mają ponieważ nie chcą. Tu nie wnikam. Maluch powinien nauczyć się oceniać drugą osobę nie po grubości portfela lecz po tym co ma w głowie, jakim jest człowiekiem. 

Przypadków mogłabym opisać jeszcze kilka. Zanudzać Was nie chcę. Rozmawiajmy z dziećmi jak najwięcej. Trudne tematy też powinny być poruszane. Nie wiesz jak to zrobić. Mnóstwo fajnych książeczek powstało, masz internet poszukaj, poczytaj, zgłoś się do ludzi, którzy takimi sprawami zajmują się na co dzień. Na pewno uda ci się zrobić to tak aby nie zaszkodzić dziecku i sobie. Przed całym złem świata nie uchronisz. Być może to co uważasz za złe, twoje dziecko postrzega zupełnie inaczej. Wartości, które mu wpoisz ono będzie rozpowszechniać dalej. Wśród swoich znajomych, współpracowników. Z czasem będzie tego uczyło twoje wnuki. Czy nie fajnie będzie usiąść w fotelu mając 70 lat spojrzeć na to jak zachowują się wspomniane wnuki, uśmiechnąć się i pogratulować samemu sobie wykonania dobrej pracy:)

sobota, 22 listopada 2014

Młodzieńcze przeboje matki.

Młodość piękny czas:) Dawno to było i się skończyło. Bliżej niż dalej do emerytury jeśli dożyję :) O imprezach Wam dziś nie napiszę. Za dużo tego było i w pewnym momencie byście przestali czytać. Opiszę moje przeboje niezbyt miłe. Miały jednak miejsce i mam nadzieje za szybko nic podobnego się nie wydarzy.

Lat miałam 17. Uczęszczałam do liceum. Okres przedświąteczny. Przytargałam do domu choinkę. Tata niesie ją na balkon, idę za nim. W pewnym momencie nogi mi odejmuje i padam na podłogę. Ojczulek nic sobie z tego nie robi...myślał, że świruję. Ja jednak wstać nie mogę. Biorą mnie na plecy, wózek ze szpitala ( Rodzice mieszkają obok szpitala i tam pracują) i jedziemy na izbę przyjęć. Badają mnie, prześwietlają. Nic nie widać. Dostaję zastrzyk i do domu. Leżę tydzień. Codziennie dostaję serię zastrzyków i tabletek. 
Trochę się polepsza i wracam do szkoły. Nie mija kilka dni idę sobie korytarzem i ponownie ta sama akcja. Kolega jednak ma niezły refleks i mnie łapie. Telefon do rodziców i zabierają mnie do domu, Znów wizyty u lekarzy. Niby wszystko w porządku a chodzić nie mogę. Domyślacie się za pewne co się działo wtedy w mojej głowie. Podnieść się nie mogłam a lekarze ręce rozkładali, od wizyty do wizyty diagnozy jednak brak. Chcieli mi zrobić punkcję nie dałam się jednak. Skierowanie na rezonans. Nic nie wykazał. Diagnoza lekarzy- udaję bo mi się do szkoły nie chce chodzić. Żeby oni wiedzieli jak ja bardzo chciałam wtedy do tej szkoły pójść.

Leżę sobie w domu. Kota można dostać. Przychodzi moment, że całkowicie mi nogi odejmuje. Rodzice wzywają pogotowie. Przyjeżdża lekarz bada mnie i rozkłada ręce. Dostaję kolejne zastrzyki. Podejrzewają atak korzonków. Mijają dni. Niedługo mają się odbyć połowinki. Zawzięłam się w czwartek doczłapałam się do szkoły, a w sobotę tańczyłam na imprezie. Wszystkie dolegliwości przeszły. Wtedy przekonałam się po raz pierwszy na własnej skórze co może zrobić pozytywne myślenie:)
Gdzieś po dwóch latach był mały nawrót ale zabiegi rehabilitacyjne pomogły. 
Długo był spokój aż pewnego dnia w pracy- jeździłam busem z dziećmi. W pewnym momencie zablokowało mnie i nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Po powrocie do pracy zajęła się mną koleżanka rehabilitantka i złagodziła ból. Poleciła mi zrobienie prześwietlenia. Poszłam zrobiłam i co się okazało- skolioza lędźwiowa była tego przyczyną. Zagadka rozwiązana. Zastanawia mnie jednak to, że wcześniej miałam robiony rezonans całego kręgosłupa i nic nie wykazało. Na szczęście krzywizna nie daje o sobie za często znać. Jedynie po porodzie mnie bardzo bolało i nieraz blokowało. Teraz jest ok nie narzekam:)

Żeby tego było mało przyszedł czas na silne bóle głowy. Tak mnie czaszka bolała, że z łóżka nie mogłam wstać. Mama pigułka próbowała mi pomóc. Nic nie skutkowało. Znów od lekarza do lekarza. Wmawiali mi ciążę mimo, że w niej nie byłam. W końcu jakiś lekarz wpadł na to żebym się do okulisty wybrała idę. Pani doktor bada moje oczy z każdej strony i przepisuje okulary do czytania i komputera. Pracowałam wtedy w biurze większość czasu przy kompie więc były potrzebne. Okulary pomogły bóle głowy minęły. Jednak podczas wizyty u okulisty padło pytanie czy miałam jakieś urazy głowy? Nie odpowiadam. Bo ma pani plamę na dnie oka i ona może...wskazywać na guza mózgu, dodatkowo były silne bóle głowy. Wyobraźcie sobie co ja wtedy przeżyłam...albo nie wyobrażajcie sobie bo stres jaki mi wtedy towarzyszył był sto razy gorszy niż każdy inny w moim życiu. Idę więc do neurologa, skierowanie na tomografię. Jadę robią mi badanie. Tydzień oczekiwań na wyniki. Nie chciałabym tego znów przeżywać. Okazało się, że wszystko ok taka uroda mojego oka.

Przy okazji przypomniało mi się coś jeszcze:) Jechałam kiedyś busem ze szkoły. Wsiadłam słuchawki na uszy, gazeta przed nosem. Nagle odbijam się od siedzenia przede mną i lecę do tyłu. Ktoś wjechał w busa na rondzie. Wszyscy wysiadają i lecą na pociąg. Wsiadam do pociągu i zaczyna się odlot. Niedobrze mi, spać się chce. Jakoś wytrzymuję. Wracam do domu i od razu na pogotowie. Badają mnie. Kierują na prześwietlenie głowy. Pani robiąca zdjęcia każe mi wyjąć kolczyk z nosa. Wyciągam. Dostaję zdjęcia i ponownie do lekarzy. Dwoje młodych "doktorów" patrzy na zdjęcie i z przerażeniem na mnie i mamę:) Pytają się o urazy głowy. Mówię, że nie wiem co mi Mama w dzieciństwie robiła ale ja sama takich nie miałam...mówią, że mam 3 dziury w czaszce i pokazują je na zdjęciu. Widok powala człowieka na kolana. Łapię się nerwowo za ucho...i zagadka rozwiązana nie wyjęłam kolczyków z uszu i stąd moje dziury w czaszce:)  

Tym optymistycznym akcentem kończę moje niewesołe historie:) 


czwartek, 20 listopada 2014

Reaguj masz prawo!

Dzień 20.11. to dzień szczególny. Na początek zacznę oficjalnie. Później znajdą się również moje przemyślenia.

Przeprowadzone na zlecenie RPD, przez TNS OBOP w 2012 roku badania pokazują, że jedna trzecia badanych uważa, iż nie powinni się wtrącać w to, jak rodzice postępują z dziećmi i w sytuacje stosowania kar fizycznych. Najczęściej powodem braku ich reakcji jest niechęć do wtrącania się w sprawy innych (29%).
Niemal połowa respondentów (47%) nie zareagowałoby uznając zasady nietykalności rodziny lub nie czując się "uprawnionymi" do tego. Powodem brak działania u prawie jednej czwartej badanych (23%) okazał się być strach.
Z badań wynika jednak, że społeczeństwo odczuwa wyraźną potrzebę reagowania na krzywdę dziecka. Działania te są jednak mało zdecydowane, w konsekwencji nie są w stanie uchronić dzieci przed tragedią. Spośród wszystkich badanych jedynie połowa wykazała gotowość do zgłoszenia zauważonej przemocy jakiejkolwiek instytucji zajmującej się problemem stosowania przemocy wobec dzieci.

Blogosfera parentingowa postanowiła włączyć się w Kampanię Rzecznika Praw Dziecka „Reaguj masz prawo” , dołączamy potężną ekipą, na czele której stoi Żaneta.

Pospolite ruszenie blogerów odbywa się jednocześnie w dniu 20.11. na ponad 50-ciu blogach.
Właśnie tego dnia, chcemy uświadomić chociaż garstkę ludzi na to, co należy zrobić jeśli tuż obok nas, dzieje się krzywda jakiemuś dziecku. Chcemy odmienić statystyki !

Przemoc to nie tylko bicie, znęcanie się i wykorzystywanie seksualne dzieci. To również zaniedbywanie, karmienie na siłę lub głodzenie, przemoc psychiczna i emocjonalna. Warto byśmy otworzyli oczy i reagowali na każdy jej przejaw.
Jednym z filarów kampanii są "skrypty reakcji", których celem jest wskazanie osobom dorosłym możliwych reakcji w sytuacjach trudnych, w których - jak wykazują badania - nie wiedzą jak się zachować.

A zatem!

Reaguj na ulicy.
Ale jak?


Po pierwsze reaguj bez agresji – inaczej możesz zaognić sytuację. Obniż zdenerwowanie zaczynając miłą rozmowę. Nie osądzaj z góry, bo ktoś przestanie słuchać. Najlepiej zaoferuj pomoc lub użyj przykładowej historii (tzw. z życia, z morałem). Daj do zrozumienia, że bicie/zaniedbanie szkodzi dziecku. Poleć książkę/daj ulotkę o wychowaniu bez przemocy. Możesz też podzielić się własnym doświadczeniem.




Reaguj po sąsiedzku




Reaguj przez instytucje


Głównym celem kampanii Rzecznika Praw Dziecka – REAGUJ. MASZ PRAWO -  (https://www.facebook.com/ReagujMaszPrawo)  jest zmiana biernej postawy ludzi wobec aktów krzywdzenia dzieci oraz zmniejszenie społecznego przyzwolenia na stosowanie przemocy.
Jeśli i Ty zareagujesz, możesz uratować jedno z wielu dzieci, które doświadczają na co dzień przemocy. 

Warto zastanowić się i przyjrzeć zjawisku przemocy. Wielu z nas uważa, że klaps to nie przemoc. Pytanie zadawane wiele razy przeze mnie i innych ludzi: dlaczego nie uderzysz żony/ męża/ szefa itp. Dorosłych się nie bije...to dlaczego można uderzyć dziecko. Pojąć tego nigdy nie mogłam i nadal nie mogę. Bardzo często słyszy się :mnie bito i wyrosłem na ludzi...Mnie nie bito i też wyrosłam na ludzi odpowiadam. Klaps nawet lekki nie jest metodą wychowawczą. Najczęściej od lekkiego klapsa się zaczyna a kończy na wszelkich przedmiotach znajdujących się w domu. 
Dziecko rozumie więcej niż nam się wydaje. Bijąc je, ucząc załatwiania spraw przemocą możesz oczekiwać tego samego w przyszłości. Będziesz schorowanym staruszkiem, nie wszystko będziesz chciał/a robić. Opiekujące się tobą ( jeśli po tych wszystkich akcjach z przeszłości będzie miało na to ochotę) dorosłe dziecko mając w tym momencie władzę może użyć tych samych narzędzi, których używałeś ty chcąc nakłonić je do posłuszeństwa. Czy będzie to rozmowa czy kabel na plecach - zależy tylko i wyłącznie od ciebie drogi rodzicu.

Klaps dla mnie równoznaczny jest z porażką rodzicielską. Jest to tylko wyładowanie się na bezbronnym dziecku. Ono robiąc wszystkie rzeczy, które wyprowadzają cię z równowagi próbuje zwrócić na siebie twoją uwagę. Co zamiast klapsa?

Tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć do znudzenia. Nie skutkuje przez tydzień, dwa? Gwarantuję, że poskutkuje. Nie raz nie dwa miałam takie akcje z Młodą, że nic nie pomagało. Gadałam, gadałam, gadałam. Jaka była moja radość gdy powtarzając moje słowa robiła to o co ją prosiłam. Cieszyłam się podwójnie- dlatego, że zrozumiała i robi to o co ją proszę i dlatego, że nie wyegzekwowałam tego od niej klapsem. Dziecko szacunku do rodzica nie nauczy się wychowywane w przemocy. Będzie to jedynie strach...chcesz być jedną z postaci z horroru? Bo tak można porównać bijącego rodzica.

Można również znaleźć sposób na wyładowanie złości. Zarówno przez rodzica jak i przez dziecko. Można kopać piłkę, uderzać w poduszkę, rysować itp. wybór metod jest ogromny. Od was zależy co wybierzecie. Naucz dziecko wyładowywać złe emocje i sam się tego naucz. Piłka i poduszka nie będą cierpiały, dziecko bite będzie cierpiało...nie tyle fizycznie co psychicznie.

Nic nie zastąpi rozmowy. Jeżeli dziecko będzie wiedziało, że może ci ufać, że z każdym problemem może się zgłosić- na pewno przyjdzie porozmawia. Znajdź dla niego czas. Nie odsyłaj, ponieważ jesteś bardzo zajęty. W takich sytuacjach dziecko odstawione na boczny tor zaczyna wymyślać sposoby na to, żeby twoje zajęcie stało się mało ważne. W nerwach nie raz masz ochotę dać klapsa. Ja w takim momencie wychodzę ochłonąć i wracam na spokojnie porozmawiać. 

Szarpanie dziecka.

W tym przypadku trzeba rozgraniczyć kwestię szarpnięcia dziecka w momencie niebezpiecznym i szarpania żeby coś do dziecka dotarło. Jeżeli dziecko biegnie prosto pod koła samochodu, może spaść ze schodów zbliża się do innych niebezpiecznych miejsc. Logiczne jest, że chcąc uchronić dziecko przez upadkiem, śmiercią pociągniemy dziecko za rękę, kaptur itp. O przemocy nie ma tu według mnie mowy. Natomiast jeśli matka/ ojciec/ opiekunka itp. szarpie dziecko ponieważ ono chce żeby kupić mu zabawkę, batona, spieszy się a maluch nie jest chętny do współpracy a opiekun chcąc "dotrzeć" do dziecka zaczyna je szarpać- jest to przemoc, należy interweniować.

Dlaczego ludzie nie interweniują?

Pisałam o tym tu. Jeżeli chcecie znać moje zdanie na ten temat zażyjcie do posta. Żeby interwencje zdarzały się częściej należałoby usprawnić system. Prawo ma wiele luk i przez to dzieje się tak a nie inaczej. Człowiek zgłaszający przeważnie jest na pozycji przegranej i dlatego po raz kolejny będąc świadkiem podobnej sytuacji nie zrobi nic.


Akcja blogerów została objęta honorowym patronatem Pana Marka Michalaka –
Rzecznika Praw Dziecka Marek Michalak.
Oraz patronat medialny Mama moja Mama moja.


środa, 19 listopada 2014

Kto najchętniej pomaga? Egoiści !

Temat pomocy stary jak świat. Przewija się co jakiś czas w moich i cudzych postach, rozmowach. Warto jednak na ten temat rozmawiać, pisać tak jak w nieskończoność można zachwycać się nową umiejętnością zdobytą przez dziecko, sukcesem dorosłego.

Jestem osobą, która lubi pomagać o tym już wiecie:) Zawsze starałam się to robić jeśli ktoś był w potrzebie. Nie raz moja dobroć była wykorzystywana. Jednak nie każdy komu okażesz serce zrobi to samo. Nie zniechęciłam się i robię to dalej. Pomoc to nie tylko przelanie pieniędzy, wrzucenie ich do puszki.

Pomagać możemy na wiele sposobów. Wszystko zależy od nas i oczywiście od sytuacji. Jedni pomagają zwierzętom, inni chorym osobom. Ktoś wynosi śmieci sąsiadce, wyprowadza psa itp. Pomóc można człowiekowi w zrobieniu zakupów, zaniesieniu ich do domu.

Siedzimy sobie z Młodą pewnego upalnego dnia w domu. Dzwonek do drzwi otwieram. Grupa młodzieży z trzepaczkami w rękach pyta się czy nie mam dywanów do wytrzepania. Od razu mówią, ze robią to za darmo. Dywanów nie miałam. Pytają się czy znam kogoś komu pomoc byłaby niezbędna. Nie wiem mieszkam tu od niedawna i nie bardzo się orientuję. Jestem bardzo zaskoczona taką inicjatywą ze strony młodych ludzi, którzy w tym czasie mogliby leżeć plackiem nad jeziorem a nie stać w tumanach kurzu:) Poszli do przedszkola- tam znalazły się dla nich dywany:)

Spotkałam kiedyś starszą Panią. Niosła dwie zapakowane siatki i podpierała się laską. Pytam się więc czy nie pomóc jej w transporcie do domu. Miejsce miałam pod wózkiem na pewno by się zmieściły. Dodam, że było dość nieciekawie na drodze. Pani uśmiechnęła się i mówi, że jak odda mi te torby to jej się będzie źle szło ale dziękuje za chęć pomocy. Po cichu dodała, że ma w torbie coś na rozgrzanie i rozluźnienie mięśni po wędrówce :)

Innym razem jestem w sklepie pan utykając robi zakupy. W koszyku napakowane dość sporo. Płaci i kieruje się do wyjścia. Ja również wychodzę. Pytam czy może pomóc w zapakowaniu towaru do samochodu. Pan zaniemówił. Wpatruje się we mnie w końcu się odzywa, że da sobie radę i bardzo dziękuje za zainteresowanie z mojej strony. Uśmiechnęłam się, pożegnałam i poszłam. Odwróciłam się jeszcze. Człowiek stał i patrzył na mnie z niedowierzaniem i uśmiechem. Dla mnie takie zachowanie jest oczywiste, zostałam tak wychowana. Nie potrafię przejść obojętnie obok osoby, która w moim przekonaniu potrzebuje wsparcia.

Wielu jednak ludzi nie zwraca uwagi na takie osoby. Człowiek potrzebujący pomocy też rzadko się po nią zgłasza. Wiem z doświadczenia. Wchodzę do klatki Młoda pod pachą plecak i torba z zakupami i wózek do schowania w piwnicy. Matka siłaczka sobie poradzi. Idzie sąsiad i zabiera mi wózek. Sprowadza go po schodach. Mówię, że nie trzeba było, że dałabym sobie radę. Dałabym radę bez problemu...ale dlaczego nie skorzystać z pomocy jeśli ktoś mi ją oferuje. Od tamtej pory nie zgrywam już strongmana. Jeżeli pojawia się chętny oddaję wózek w jego ręce a sama idę spokojnie.
Im więcej razy odmówisz tym bardziej człowiek utwierdzi się w tym, że na prawdę niepotrzebnie się narzuca i kiedy ta pomoc będzie potrzebna przejdzie obojętnie. Sytuacji takich można wymienić wiele. Każdy znajdzie u siebie co najmniej kilka. Nie bójmy się prosić o pomoc. Nie mamy na twarzy wypisane: HALO POTRZEBUJĘ TWOJEJ POMOCY. Jeden, drugi, trzeci odmówi. Piąty natomiast się zgodzi.

Kto pomaga najczęściej?

Egoiści- każdy człowiek chce być doceniony, zrobić coś dla bliźniego. Tak skonstruowana jest nasza ludzka natura. Wyprowadzisz sąsiadowi psa, zrobisz starszej pani zakupy, działasz jako wolontariusz. Pieniędzy za to nie otrzymasz a mógłbyś. Jednak twój wewnętrzny głos mówi, że możesz dostać coś więcej:) Uśmiech na twarzy, chwilę rozmowy, wypicie przysłowiowej kawy w miłym towarzystwie. Robisz wiele dobrego dla kogoś i dla siebie.Uczysz się radości z małych rzeczy, doceniania prostych gestów. Przestajesz patrzeć na świat przez pryzmat pogoni za rzeczami materialnymi. Czy nie jet to trochę egoistyczne? Według mnie jest:) Pomagając czerpiesz zyski. Jednak nie są to takie zyski jakie wyobrażają sobie inni ludzie. 
Przy okazji organizowania wielu akcji charytatywnych w naszym kraju słyszy się glosy- on/ona się tym zajmuje bo ma z tego kasę. Pomagają wybranym osobom a potrzebujących jest więcej. Niech się jeden z drugim mądry weźmie za organizację takich akcji. Zobaczy wtedy jak to wszystko różowo wygląda. Nie każde drzwi są otwarte. Nie każdy chce współpracować, zrobić coś za darmo. Ludzie się jednak nie poddają szukają dalej. Niestety idąc i tak ciężką drogą napotykają grono "życzliwych" wbijających szpilkę zamiast zająć się czymś konkretnym. Każdemu z boku łatwo mówić...zacząć działać już trudniej.

Co z tego, że nie masz pękającego w szwach konta- chociaż to nie raz by się przydało, kontaktów itp. Nie to jest potrzebne żeby ułatwić osobie potrzebującej życie. Wystarczy znaleźć sposób, odświeżyć kontakty. Ktoś na pewno będzie miał możliwości żeby działać, wpadnie na genialny pomysł, zna osobę potrzebującą. Możliwości jest na prawdę wiele. Jak najczęściej bądźmy potrzebującymi docenienia i uśmiechu drugiego człowieka egoistami. To niewiele kosztuje a daje duże zyski:)

poniedziałek, 17 listopada 2014

Czy musimy być dyskryminowani?

Post miał być o strefach wolnych od dzieci. Jednak będzie o czymś innym. Mianowicie o dyskryminacji, którą nie raz każdy z nas odczuł. Świat, powiedzmy jego większość jest mało tolerancyjna wobec wielu ludzi, spraw. Na każdym kroku możemy się z tym zjawiskiem spotkać.

Wyznanie

Podobnie jak poglądy polityczne dyskryminuje człowieka w wielu kręgach społecznych. On/ ona wierzy w kogoś innego niż ja, głosi poglądy partii, której nie cierpię. Nie mamy o czym rozmawiać. Moje spojrzenie na taki stan rzeczy- zmień temat, nie zaczynaj drażliwego- człowiek potencjalnie przez nas skreślony z wymienionych powodów może okazać się na prawdę wartościową osobą. Może okazać się, że macie bardzo dużo wspólnych zainteresowań, że świetnie się dogadujecie pomimo różnicy zdań.

Stan konta, wygląd.

Tu jest ogromne pole do popisu. Najgorsze jest to w okresie szkolnym. Rówieśnicy potrafią być na prawdę okrutni dla osoby, której rodzice zarabiają mniej, nie ma najnowszych gadżetów i markowych ciuchów za kilka stówek. Skąd to się bierze pisałam tu
W świecie dorosłych też ten zwyczaj funkcjonuje. Niestety jesteśmy oceniani na wejściu we wszystkich możliwych kręgach. Najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Ubiór, makijaż fryzura pod obstrzałem. Nie spodoba się komuś twój styl, nie pasujesz wizerunkowo do pozostałych- żegnamy się. W przypadku starania się o pracę- nie ważne jakie masz kwalifikacje, umiejętności...ważne czy będziesz się dobrze prezentować.
Dziewczyna- ładna zgrabna chce być modelką. Niestety to, że ma ładną buzię i figurę nie pozwala jej spełniać marzeń ponieważ ma 160 cm wzrostu. Może zostać fotomodelką, tylko problem w tym, że ona nie chce nią być. Odpowiadałaby jej pierwsza opcja.

Znajomość języków obcych.

W szkołach uczymy się różnych języków. Nie każdy ma predyspozycje do ich przyswajania. Szukasz pracy w Polsce. W większości miejsc wymagana jest znajomość co najmniej jednego z nich. Nie znasz, nie dogadasz się z klientem, marny z ciebie pracownik. Poprosimy panią która włada 3 językami obcymi biegle. Dziwi mnie ten zwyczaj. Świata nie zmienię, ale w innych krajach nie ma takich akcji. Ty jedziesz, ty chcesz się dogadać. Naucz się więc obowiązującego w danym państwie języka.

Kobieta.

Młoda kobieta- ma przechlapane. Starając się o pracę jest na pozycji bardzo kiepskiej. Komentarze jakie ja słyszałam. Młoda- zajdzie w ciążę, pójdzie na zwolnienie żaden z niej pracownik. Ma dziecko- pójdzie do żłobka, przedszkola- zacznie chorować mamusia na zwolnieniu. Wiem, że są osoby, które zatrudniają się przepracują miesiąc i rzucają pracodawcy zwolnienie ponieważ są w ciąży. Nie jest to wina ani kobiet, ani pracodawców. Wina leży po stronie systemu. Krzyczą żeby rodzić więcej dzieci a co w zamian zapewniają- jedno wielkie g... Miejsc w przedszkolach nie ma, nie każdego stać na nianię. A wycieczki zagraniczne i nowe budynki mają się bardzo dobrze.Temat rzeka, ile ludzi tyle spojrzeń. Nikogo konkretnego się nie czepiam opisuję tylko to co się dzieje.

Mężczyzna.

W pracy ma łatwiej. Nie zajdzie w ciążę, nie będzie siedział na zwolnieniu jak dziecko zachoruje. Wymarzony pracownik. Na polu rodzicielskim ma już trochę gorzej. Krążą opinie, że nikt nie zajmie się dzieckiem lepiej niż matka- ona najlepiej wie co jest dobre a co nie. W sądach podczas przyznawania opieki nad dzieckiem najczęściej dostaje ten przywilej kobieta. Mężczyźni są cholernie w tej dziedzinie dyskryminowani. Jeden, drugi, piąty dziesiąty wygłasza takie rzeczy, ludzie zaczynają wierzyć i się doszukiwać. Zawsze coś będzie pasowało. Ok zgodzę się facet nie da maluchowi cycka. I na tym się kończy. Resztę jeśli chce i kobieta mu na to pozwoli ogarnie bez problemu. Nie utwierdzajmy się więc w stereotypowych złych tatusiach i dajmy im się wykazać.
Dlaczego ojcowie nie chcą się zajmować dziećmi pisałam w tym poście.

Posiadanie lub brak potomstwa.

Chcąc nie chcąc jednak na ten temat też coś napiszę. Małżeństwo z kilkuletnim stażem, dzieci nie mają. Ciągle słyszą pytania kiedy będzie maluch. Chciałoby się odpowiedzieć g...cię to obchodzi, ale nie zawsze wypada. Może nie chcą ich mieć, może nie mogą- jest to tylko i wyłącznie ich prywatna sprawa. Jednak na każdym kroku słuchając jak mantry tych samych pytań można nabawić się nerwicy. Zaczynają unikać spotkań , izolują się. Ludzie nie wiedzą jaką krzywdę mogą wyrządzić z pozoru nieszkodliwymi pytaniami. Nie masz dzieci, wszyscy znajomi mają coś jest z tobą nie tak.

Posiadający dzieci- reszta znajomych single, bezdzietni. Impreza, spotkanie itp. Myśli sobie jeden z drugim państwa X nie zapraszamy oni przyjdą z dzieckiem, będzie dużo hałasu, bałaganu, nie można spokojnie porozmawiać, kawę trzeba stawiać wysoko...

Dlatego uważam, że miejsca wolne od dzieci powinny być tak samo jak te przyjazne dzieciom. Powinno to jednak być zrobione na zasadzie po równo, a nie jedna knajpa dla dzieci a 10 z zakazem wstępu.

Masz partnera/ jesteś singlem.

Trafiacie na wspólną imprezę. Trafiają się pary, które nie potrafią przestać okazywać sobie czułości. Szczerze czy z perspektywy singla czy osoby będącej w związku oglądanie ślimaczących się ludzi, uwieszonych na sobie i wychodzących z uścisku jedynie do toalety jest niesmaczne. Z drugiej strony single ( oczywiście nikt konkretny) mają często w zwyczaju dogadywanie osobom będącym w związkach, że źle robią, nie powinni się wiązać itp. Związkowi nie pozostają dłużni zasypując wolnych strzelców pytaniami o ustatkowanie się. Niech każdy zajmie się sobą i nie zagląda drugiemu do łóżka. Będzie pięknie.

Dyskryminowani jesteśmy w wielu miejscach, sytuacjach. Niestety albo się dopasujesz albo odstajesz funkcjonuje na całego. Świata nie zmienimy możemy jednak zacząć od siebie. :)

sobota, 15 listopada 2014

Moja nominacja do LBA

Zostałam nominowana do blogowej zabawy Liebster Blog Award przez Ilonę Pani Rolnik. Jednych to bawi innych wkurza. Ja postanowiłam podjąć wyzwanie:)

Krótko o zasadach - nominacja 
jest otrzymywana od blogera. Należy odpowiedzieć na 11 pytań wymyślonych przez nominującego. Następnie TY wymyślasz 11 pytań i nominujesz 11 osób, informując ich o tym. Nie można nominować bloga który Cię nominował:)

Zaczynam więc:

1. Czym jest dla Ciebie szczerość?

Szczerość jest dla mnie czymś ważnym. Wolę znać najprawdziwszą choć brutalną prawdę niż słodkie kłamstwo. Czy zawsze jestem szczera ? Nie. Moja nieszczerość objawia się milczeniem. Jeśli wiem, że moje argumenty nie dotrą do danej osoby po prostu udaję, że pytania nie słyszałam, zmieniam temat. Co z tego, że będę obstawać przy swoim jeśli ktoś i tak nie zwróci na to uwagi.

2. Czy uważasz, że ulubiony kolor osoby ma odzwierciedlenie w cechach jej charakteru?

Nie wiem. Mam kilka ulubionych kolorów. Ubieram się zazwyczaj w ciemne barwy a w domu mam kolorowo jak w przedszkolu. Ściany żółte, pomarańczowe, zielone dodatki. Chociaż może i ma odzwierciedlenie. Lubie różne kolory, moja osobowość też nie jest jednoznaczna do określenia:)

3. Czy robisz coś dla przyrody w swoim życiu/ domu? 

Segreguję plastik. Kurde chyba nic więcej nie znajdę.

4. Czy czujesz się spełniona w roli jaką aktualnie odgrywasz w życiu?

Jestem matką- tu czuję się spełniona. Od niedawna jestem żoną- tu można się do czegoś przyczepić podobnie jak i do mojego macierzyństwa ale też na plus. Do całkowitego spełnienia brakuje mi jeszcze pracy zawodowej ale to już wkrótce nastąpi:)

5. 3 rzeczy, które zabrałabym na bezludną wyspę to...?

Telefon, laptop i aparat:)

6. Książki po które moim zdaniem warto sięgnąć to...?

Ołówek, Wiosna po wiedeńsku, Poczwarka.

7. Jakbym miała odrodzić się w kolejnym wcieleniu jako zwierzę, byłabym?

Słodką żmiją :)

8. Co cię cieszy?

Nowe umiejętności mojego dziecka, uśmiech na twarzy męża i innych ludzi. Nic człowieka tak pozytywnie nie nastraja jak szczęśliwi ludzie w otoczeniu.

9. Czy masz jakąś dobrą radę na jesienną depresję?

Wesoła muzyka, dużo spacerów i otaczanie się pozytywnymi ludźmi:)

10. Posiadasz jakieś nie do końca logiczne fobie/ przyzwyczajenia?

Lepsze byłoby pytanie czy ich nie posiadam. Coś na pewno się znajdzie:) Z jednej strony uwielbiam nowości- nowe miejsca, ludzi, obowiązki. Jednak jeśli przychodzi co do czego to boję się, że nie sprostam, nie ogarnę tematu, nie wypadnę za dobrze.

11. Blog, który warto przeczytać? 

Mój:) A poważnie lista na dole bloga przedstawia te, które mi przypadły do gustu:) Lista niezaktualizowana:) Dojdą nowe:)

Moje pytania i moje odpowiedzi:) bo spodobały mi się:)

1. Jeśli znajdujesz się w sytuacji teoretycznie bez wyjścia co robisz? Odpuszczasz czy szukasz nowych możliwości na rozwiązanie problemu?

Gdybym odpuściła nie byłabym sobą. Kombinuję aż się uda. "nie wejdę drzwiami- wbiję oknem..."

2. Czym jest dla ciebie blogowanie?

Odskocznią. To, że zaczęłam pisać bloga chyba uratowało moje życie rodzinne przed katastrofą :D Mam zajęcie, mam Was jest pięknie :)

3. Kto jest twoim autorytetem?

Św. Jan Paweł II

4. Jak widzisz siebie za 20 lat?

He he. Siedzę sobie na leżaku i piję drinka z parasolką :)

5. Muzyka której słucham...

Słucham praktycznie każdej muzyki ale najbliższy sercu memu jest hip- hop :)

6. Najśmieszniejsza akcja w moim życiu?

Dużo było takich akcji. Kiedyś z moją Kumpelą miałyśmy dzień wyjazdowy- załatwianie spraw i zakupy. Kursowałyśmy pks i pkp z Morąga do Ostródy, później do Olsztyna. Przygód miałyśmy wtedy dość sporo :)Musiałabym napisać osobny post żeby to opisać :D

7. Czy praca zawodowa odgrywa w twoim życiu ważną rolę?

Tak ogrywa bardzo ważną rolę. Jak na razie jest nią macierzyństwo i blog:) staram się wywiązywać jak najlepiej ze swoich obowiązków.

8. Z czym kojarzy ci się ślimak?

Z serem na pierogi:)

9. Twój sposób na szybką poprawę humoru?

Czekolada, zakupy, dobry drink, albo redds:) no i brzydkie :P słowo na s... :)

10. Pierwsze skojarzenie ze Świętami Bożego Narodzenia 
to...?

Reklama coca- coli

11.Twoje motto życiowe?

"Nie wejdę drzwiami wbiję oknem..." nie ma sytuacji bez wyjścia!

Moje nominacje:) Oczywiście nikogo nie zmuszam bawicie się jeśli chcecie. :)