wtorek, 9 maja 2017

W życiu nie ma przypadków!



Zastanawialiście się kiedyś czy to co dzieje się w naszym życiu jest przypadkiem? Czy nasze losy są gdzieś zapisane?
Ja raz przekonałam się o tym dosłownie. Wróciłam z pracy. Postanowiłam wybrać się do fryzjera. Gorąco było. Żeby się przebrać musiałabym nogi golić ( wiem, powinno się to robić systematycznie, zwłaszcza latem, ale z tego co pamiętam rano było zimno i założyłam długie spodnie). Jakaś siła wyganiała mnie z domu. Serio jakby jakiś ludzik siedział mi na ramieniu i szeptał: "Wyjdź, teraz musisz wyjść". Posłuchałam go, wyszłam i spotkałam kolegę. Nie widzieliśmy się osiem lat. Teraz jesteśmy małżeństwem :)

Zosia- bohaterka najnowszej powieści Magdaleny Witkiewicz "Czereśnie zawsze muszą być dwie" była w podobnej sytuacji. Znaczy musiała wybrać czy iść na wagary, czy zostać w szkole. Pilna uczennica, która poza piątkami nie przynosiła innych ocen zdecydowała się "zaszaleć". Poszła na wagary, została za ten czyn "ukarana". Musiała zanosić obiady koleżance nauczycielki.
Wizyty u starszej pani nie były tym o czym marzy nastolatka. Zosia uznała jednak, że lepsze to niż sprzątanie szkolnego boiska. Nie wiedziała co przyniosą jej wizyty u pani Stefanii.

Mimo sporej różnicy wieku kobiety się zaprzyjaźniły. Nie była to znajomość na chwilę. Przetrwała długie lata i przyniosła wiele nieoczekiwanych zdarzeń.
Zosia poznała mężczyznę życia, zaszła z nim w ciążę, ale nie było happy endu tej znajomości. Pani Stefania po pewnym czasie zmarła. Pozostawiając niespodziankę dla przyjaciółki. 
Dziewczyna dostała w spadku mieszkanie w Gdańsku, oraz willę pod Łodzią. Dom był w dość nieciekawym stanie, ale Zosia postanowiła się nim zająć. W międzyczasie wydarzyło się kilka złych rzeczy, były partner postanowił jeszcze namieszać.

W końcu bohaterka podjęła decyzję i przeniosła się do Rudy Pabianickiej, do podarowanego domu. spotkała życzliwe osoby, zaczęła nowe życie.
O fabule więcej nie napiszę, nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów. Jak wiecie Magdalena Witkiewicz jest specjalistką od szczęśliwych zakończeń. Tak też jest w przypadku tej historii.

"Czereśnie zawsze muszą być dwie" to opowieść o zbyt dużych wymaganiach stawianych przez rodziców, o samotności. Potrzebie bycia kochanym, docenionym. Autorka świetnie łączy trudne tematy z tymi bardziej radosnymi. Rzuca bohaterom kłody pod nogi, ale za chwilę odpowiednio ich za to wynagradza. Jest taką dobrą wróżką.

Motyw podejmowania decyzji- jakże obecny w naszym życiu. Ile razy zastanawiamy się na tym co by było gdyby? Każdego co jakiś czas nachodzą takie przemyślenia. Jednak na swoim przykładzie stwierdzam, że nie ma to sensu. Trzeba korzystać z tego co mamy. Cieszyć się z małych rzeczy. Przeskakiwać przeszkody i żyć pełnią życia.

W powieści teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Kiedyś miałam problem z czytaniem takich historii. Były momenty, że się gubiłam. Magdalena Witkiewicz świetnie przeskakuje między wydarzeniami dnia dzisiejszego i minionymi. W swoją opowieść wplata magię, dużo magii. Przyznać jednak muszę, że niektóre sceny wywołują dreszczyk- czytanie w nocy może powodować różne rzeczy :)

Jakiś czas temu spotkałam się ze stwierdzeniem, że to najlepsza książka autorki. Muszę się z tymi słowami zgodzić. 
"Czereśnie zawsze muszą być dwie" połknęłam w szybkim tempie. Czekam z niecierpliwością na dalsze losy- mam nadzieję, że powstanie kolejna książka, która pozwoli przenieść się do starej willi, poczuć magię, przeżyć z bohaterami ich radości i rozterki.

Za egzemplarz dziękuję Magdalenie Witkiewicz <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane