Matka na szczycie opisała drogę ze szczytu :) Ja w trochę innym klimacie ale inny tytuł mi nie pasował.
Post o marzeniach, planach i ich realizacji.
Każdy z nas ma w głowie pomysł na siebie. Planuje, zamyka oczy i widzi siebie jako osobę na szczycie ( dla jednego będzie to kariera, dla innego rodzina itp.). Czy jest na sali osoba, która tego nie robi?
Niektórzy spisują sobie cele na dany rok, pięć, dziesięć lat. Ja nawet nie planuję co jutro na obiad zrobię bo nie wiem czy będzie mi się chciało w kuchni przebywać.
Marzę jednak o tej willi z basenem, drinkach z parasolką i o tym, że nie będę musiała martwić się o kolejny dzień...w tym momencie zazwyczaj dzwoni budzik, a raczej słyszę coś w stylu: mamo wstajemy robić mleko ;)
Życie bez marzeń jest puste. Nawet mając wszystko co wymieniłam wyżej i nie wymieniłam człowiek ma jakieś ukryte pragnienia.
Rzeczywistość jednak brutalnie weryfikuje nasze myśli, plany, poczynania.
Idziemy na szczyt...pojawia się przeszkoda. Stajemy w miejscu lub spadamy niżej. Najważniejsze jest jednak to żeby podnieść się i z uśmiechem na przekór wszystkim iść dalej.
Co z tego, że na czubek góry nie dotarliśmy lub nigdy nie dotrzemy. Sztuką nie jest zdobycie wszystkiego, sztuką jest dążenie do tego ;) Raz nam się uda, kolejnym razem nie. Najważniejsze jest żeby w to co robimy wkładać całe serce i nie poddawać się- każdą porażkę obracać w sukces.
Fakt, że nikt nas nie doceni powinien być najmniej ważny. Jeśli ktoś to zrobi super- ważne aby pochwały były szczere.
Publiczność zmienia swoje opinie jak chorągiewka na wietrze- raz kibicuje raz dokopie...
Doświadczenie jakie zdobędziemy czynią nas bogatszymi i nikt nam ich nie odbierze ;)
Czasem małe szczyty są ważniejsze niż ten najwyższy...