poniedziałek, 16 lutego 2015

Jestem Bogiem

Nie będzie to recenzja filmu ani kawałka Paktofoniki. Będzie to post o naszym cudownie chorym systemie.

Kolejne dziecko nie zostaje przyjęte do lekarza. Kolejna osoba zostaje odesłana z powodu braku miejsc. 
Przepraszam bardzo ale odesłać to mnie może kosmetyczka, fryzjerka (choć moja tego nie robi i dzielnie znosi wymysły :)) pani ze sklepu nie mająca towaru, który chcę kupić...ale nie lekarz, nie pielęgniarka diagnozująca swoim wzrokiem mój stan.


Płacisz te cholerne składki mające zapewnić ci opiekę medyczną. Jak jest wiadomo. Zapisy na zabieg za 5 lat- pytanie czy dożyjesz? 
Z tego co wiem, to wizyta u lekarza rodzinnego często graniczy z cudem. Takich problemów osobiście nie mam. Czy raz na 10 lat idę sama do lekarza, czy idę z Młodą nie narzekam. Wiem jednak, że i z tym ludzie mają problemy.

Nie dociera do mnie jak można odesłać człowieka/ dziecko w ciężkim stanie do domu lub do innego szpitala. Nie ważne czy maluch ma 40 stopni gorączki, czy coś połknął, wsadził sobie w nos/ucho/ oko... najlepiej w takim przypadku umoralniać dorosłego, że powinien lepiej potomka pilnować, żeby sytuacja nie miała miejsca. To nie jest moment na takie pogadanki. Najpierw pomóż potrzebującemu- później kiedy pacjent jest bezpieczny możesz nakłaść rodzicowi do głowy.

Owszem są przypadki, że ludzie przychodzą do lekarza żeby sobie czas umilić, ponarzekać bo nie ma ich kto wysłuchać. Oni jednak najczęściej są tak upierdliwi, że dostają to czego chcą. 
Osoba, której konsultacja jest na prawdę potrzebna albo jest odsyłana albo w cierpieniu czeka na swoją kolej.
Osobiście wolę unikać wizyt w gabinetach ale jeśli już muszę to idę...w moim życiu zdarzyły się dwie niemiłe sytuacje związane ze służbą zdrowia.

Pierwsza z nich dotyczyła bezpośrednio mojej osoby.

Przez jakiś czas męczyły mnie straszne bóle głowy. Kilka konsultacji- najczęściej wmawiano mi, że przyczyną dolegliwości jest ciąża ( w której nie byłam). Miewałam momenty, że nie mogłam się podnieść z łóżka. Kolejna zażywana tabletka działała z coraz mniejszą siłą lub w ogóle nie pomagała. Mama moja osobista nie mając już nic w zanadrzu wysłała mnie na pogotowie.
Poszłam.

Docieram do okienka. Pan z miną w stylu po co tu babo przyszłaś pyta z czym przybywam. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że mam bardzo silne bóle czaszki i chciałabym dostać się do lekarza. Patrzy na mnie dziwnie i zadaje bardzo mądre pytanie: czy z bólem głowy przychodzi się do pogotowia??? Patrzę na niego i mówię, że chyba nie najlepiej pójdę od razu do księdza żeby mnie pochował. Zgorszony pyta o nazwisko. Podaję swoje dane. Zdziwiony mówi o córka X, Y. Nie czekając na jego dalsze słowa mówię, że gdybym nie była córką X,Y to mogłabym się wykończyć?
Bez słów kieruje mnie do gabinetu. Idę dostaję zastrzyk. Jest lepiej dodatkowo lekarz sugeruje mi wizytę u okulisty (nareszcie). Dostaję okulary i wszystko wraca do normy.

Ciekawi mnie to czy gdybym od razu się przedstawiła pan rozmawiałby ze mną w inny sposób? 
Jakim prawem człowiek pracujący w rejestracji może decydować o tym czy pacjent uzyska poradę/ pomoc lekarską?
Chyba, że ja o czymś nie wiem i ludzie zajmujący te stanowiska mają w oczach rentgen i wiedzą co człowiekowi dolega??? Jak pokazuje historia niestety w wielu przypadkach nie wiedzą...

Druga historia- tym razem dotycząca Młodej. Kiedyś już o tym wspominałam ale nie mogę posta znaleźć. 

Dziecku mojemu ucieka jedno oko. Wizyta u pediatry- skierowanie do okulisty. Cudem udaje mi się dodzwonić. Nie jest tak pięknie jakby mogło się wydawać. Niestety brak miejsc. Pytam się czy istnieje możliwość prywatnej wizyty. Nie ma takiej opcji. Pani podaje mi nr do gabinetu w którym mogą zbadać L pod kątem zeza. Dzwonię opisuję problem. W odpowiedzi słyszę, że sprzętu takiego nie mają i nie da rady.
Dzwonię ponownie do szpitala. Dostaję informację, żeby dzwonić za miesiąc. Pytam czy jakiegoś konkretnego dnia odbywają się zapisy. Na początku miesiąca odpowiada pani. Dzwonię więc przez pierwsze kilka dni nowego miesiąca...i ciągle nie ma opcji na zapisanie się. Ponownie pani chce mi podać namiary do wcześniej wspomnianego gabinetu. W nerwach mówię żeby sobie darowała bo mi nikt tam Młodej nie zbada. Proszę więc zadzwonić w czwartek w przyszłym tygodniu... czekam wykręcam numer- za 30 razem jest połączenie. Terminy rozeszły się w poniedziałek szczebiocze kobieta w słuchawce.
Coooo???  Ciśnienie moje poza orbitą. Powtarzam słowa wcześniej usłyszane. Nic nie poradzę takie są realia ponownie z pogardą odpowiada głos w słuchawce.
Jakie są realia ja wiem. Oznajmiam, że zgłoszę to do Rzecznika Praw Pacjenta. Po tym tekście nie słyszę już takiej pewności siebie jak chwilę wcześniej. Zostaję przekierowana do dyrekcji placówki. 
Przedstawiam sprawę. Pani prosi mnie o dane ze skierowania. 
Sytuacja ma miejsce przed weekendem. W poniedziałek dzwoni telefon...
Odbieram. Po drugiej stronie znajomy głos oświadcza mi, że wizyta Młodej u okulisty odbędzie się za dwa dni.

Czego nauczyły mnie te dwie sytuacje? Tego, że nikt nie ma prawa mnie odesłać. Nie dam za wygraną w chwili jeśli chodzi o zdrowie moje lub mojej rodziny, Jeżeli ktoś mi odmówi poproszę o uzasadnienie na piśmie. Taki zabieg dość często przynosi oczekiwane skutki. 

Wiem, że w momencie krytycznym człowiek nie myśli racjonalnie ale do cholery jeśli przychodzi się do lekarza z dzieckiem, które się dusi, ma wysoką temperaturę lub inne poważne dolegliwości to niech mi ktoś powie z jakiej racji personel nie pozwala na uzyskanie pomocy? Kto dal tym osobom przywilej decydowania o ludzkim losie? 
Nie życzę nikomu źle ale może gdyby jeden z drugim znalazł się w takiej sytuacji nauczyłoby to pokory i normalnego podejścia do człowieka. Męczy cię praca- jak już wielokrotnie mówiłam zmień ją i nie narażaj ludzi na cierpienie lub śmierć.

Na zakończenie dodam, że jestem zwolenniczką prywatyzacji służby zdrowia. Pieniądze ze składek zostają w kieszeni. Musisz iść do lekarza- płacisz dostajesz się bez problemu. Z resztą płacisz składki a i tak musisz dodatkowo sięgać do skarpety...miejmy tylko nadzieję, że ten chory system będzie jak najszybciej uzdrowiony i nie przyniesie kolejnych ofiar w ludziach.

18 komentarzy:

  1. Niestety, w tym co piszesz aż za duzo jest prawdy :( Tez się spotkałam z takim zachowaniem zarówno u lekarzy, pielęgniarek i to najgorsze - wśród Pan rejestratorek, które waruja jak psy broniąc dostępu do lekarzy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warują i trzymają miejsca dla znajomych...

      Usuń
  2. We Włoszech ostatnio była podobna sytuacja- z powodu braku miejsc odesłano matkę z noworodkiem do innego szpitala i dziecko zmarło. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, bo kto teraz zwróci dziecko rodzicom? Ogólnie uważam, że włoski system zdrowia jest lepszy od naszego, niemniej dobrze jest mieć rękę na pulsie i w razie czego- tak jak piszesz- nie dać się odesłać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie ma opcji- zawzięta baba jestem i nie popuszczę ;)

      Usuń
  3. Gosiu, masz rację. Zgadzam się z Tobą w 100 % To co się dzieje w służbie zdrowia, to jest koszmar.
    Parę dni temu wstrząsnęła mną historia dziecka, które umarło, ponieważ nie uzyskało pomocy w szpitalu. Na drugi dzień usłyszałam, że 9cio miesięczny chłopiec zmarł na sepsę, ponieważ na IP lekarz stwierdził, że to zwykłe przeziębienie, a gdy pojechali do innego lekarza, było już za późno. Dziś przeglądam lokalne gazety i kolejne informacje o śmierci dzieci na ... sepsę, ponieważ lekarze odsyłali rodziców z dziećmi do domu. Ludzie kochani, jak tak można? Nie mają Oni sumienia? Za co Oni mają życie ludzkie?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam nie życzę nikomu źle ale może gdyby te mądre osoby znalazły się po drugiej stronie barykady może by trochę inaczej podeszły do sprawy...

      Usuń
  4. Jak mniemam post pod wpływem wydarzeń z ostatnich dni. Ja jestem trochę zniesmaczona tym co dzisiaj usłyszałam - długopis. No cóż.

    A służba zdrowia? Jedziesz na pogotowie to najpierw wywiad szczegółowy i najważniejsze pytanie przez którego rodzica dziecko zgłoszone do ubezpieczenia zamiast uzyskać natychmiastową pomoc. Coś czuje, że za mojego życia (a młoda jestem) nic się nie zmieni. A szkoda, bo cierpią ludzie i cierpieć będą przez ten chory system.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod wpływem ostatnich i ciągle powtarzających się wydarzeń. Straszne jest to co się dzieje, że nikt nie wyciąga wniosków z tragicznych zdarzeń...dalej cierpią i umierają ludzie- bez sensu

      Usuń
  5. Ja wczoraj zarejestrowałam chłopaków i siebie przez internet, dziś anulowano moje rejestracje. Zawisłam więc na telefonie, po dwóch godzinach i dziesiątkach wykonanych połączeń udało mi się dodzwonić żeby usłyszeć, że rejestracji telefonicznej to oni nie przyjmują i w ogóle to i tak mnie dziś nikt nie przyjmie. Problem polega na tym, że jestem w takim stanie, że nie daję rady ustać na nogach dłużej niż 10 min więc dojście do przychodni i stanie tam w kolejce graniczy dla mnie z cudem. Na szczęście wyjątkowo mam teraz w domu męża i jutro pojedzie nas zarejestrować. A najdziwniejszą wizytą jaką przeżyłam była wizyta na którą jako nastolatka poszłam z moją mamą (obie byłyśmy mocno przeziębione). Wchodzimy i mama mówi, że mamy temperaturę, potworny kaszel..... Na co do mojej mamy odzywa się pani doktor:" Niech pani milczy. To ja tu jestem lekarzem i ja będę stawiała diagnozę". Do dziś się zastanawiam czy wtedy na pewno byłam u lekarza czy przypadkiem nie u jasnowidza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój znajomy poszedł kiedyś z silnym bólem ramienia. Lekarz zdiagnozował go spojrzeniem. Nawet nie zdążył zdjąć kurtki a już miał diagnozę. Mój brat po upadku został zdiagnozowany bez prześwietlenia. Ręka poboli i przestanie stwierdził lekarz. Ręka była złamana, źle się zrosła i dopiero się zaczęła zabawa..

      Usuń
  6. Eh, mnie za bardzo denerwują takie tematy. Wystarczy powiedzieć, że gdyby nie znajoma położna, dzięki której przyjęto mnie do porodu natychmiast, to moje dziecko by nie żyło, a ja być może także. Tyle w temacie, więcej pisać nie mam nerwów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, że Cię denerwują...na szczęście wszystko dobrze się skończyło i jesteście z nami :)

      Usuń
  7. Niestety, taka jest nasza opieka zdrowotna. Szybciej umrzesz niż Ci pomogą. Ja na szczęście trafiłam na dobrego lekarza, ale gdyby nie on, to pewnie teraz moje dziecko nie miałoby matki, a mój mąż żony!
    W obecnych czasach żeby dostać się na nfz do opieka POZ trzeba się zapisywać kilka dni wcześniej, a jak idziesz z małym dzieckiem i przysługuje CI wejście pozakolejnością, to patrzą się na Ciebie jakbyś przynajmniej kogoś zabiła.
    www.zaraz-wracam.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze są spojrzenia i komentarze osób, które nie potrzebują pilnej konsultacji a przychodzą jedynie ponarzekać i przedłużyć receptę...

      Usuń
  8. Służba zdrowia to koszmar, zapominają wszyscy jednak o jednym. Tam pracują ludzie. Tacy sami jak my i z podobnym podejściem do obowiązków. Wszystkiego nie da się wytłumaczyć tylko brakiem kasy. To tak nie działa. Wystarczy odrobina życzliwości i chęci, jednak skoro wszyscy tak wokół postępują, to co się dziwić, że tak samo jest w służbie zdrowia. 80% telefonów na numer 112 to zgłoszenia fałszywe (to są oficjalne statystyki), terminy do lekarzy - brak jednego systemu, więc rejestrują się ludzie do 5 przychodni. Idą przecież do jednej lub w cale, więc po co odwoływać pozostałe. System jest zbudowany tak, że za każdego pacjenta przychodnia dostaje kasę. Ale nie za to, że był na wizycie, tylko za to że jest zapisany. Mi też zdarzyło się stać w kolejce mając 39 stopni i próbując się zarejestrować do lekarza. Rejestracja od 7:00, ja jestem od 6:30. Błąd! Jestem na samym końcu długiej kolejki, bo w kolejce same starsze osoby "na wizytę", bo przecież to super miejsce do spotkań. Domyślam się, że przyszły po leki na cukrzycę bądź serce, przecież tak trudno przewidzieć kiedy się leki skończą jak się bierze co dziennie.
    Prywatna służba zdrowia? Tu mnie dopiero rozbawiłaś! ;-) Pragnę zauważyć, że w Polsce właściwie jest już tylko prywatna służba zdrowia ale FINANSOWANA, ze środków publicznych. Nie wiem gdzie mieszkasz, ale przyjrzyj się kto jest właścicielem "publicznej" przychodni, do której chodzisz. Szukaj skrótu Sp. Z.O.O, zapewne znajdziesz. To, o czym ty mówisz jako o publicznej służbie zdrowia, to twoja składka + coś jeszcze. Przyjrzyj się "prywatnym" lekarzom i zadaj pytanie dlaczego większość tego typu przychodni ma podpisane umowy z NFZ, a jeżeli jakimś cudem masz "pakiet medyczny", to poczytaj sobie OWU i szybko się przekonasz, że do specjalisty możesz się dostać bez kolejki, ale nie częściej niż X razy w roku. O służbie zdrowia można pisać i pisać, jednak jak sami nie będziemy życzliwości i przede wszystkim uczciwsi, to żadna reforma nie pomoże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkam w małej miejscowości. W przychodni do której należę ja i córka (mąż należy do innej) nie spotkałam większych problemów. Potrzebuję skierowania, recepty idę i dostaję bez większych problemów. Może dlatego, że korzystam z tego bardzo rzadko?
      Wizyta u okulisty opisywana przeze mnie to badanie w szpitalu wojewódzkim. Dziwi mnie to, że po rozmowie z dyrekcją i przedstawieniu sytuacji od razu znalazło się miejsce mimo, że do końca roku ich nie było. Wszyscy wiedzą jak to wygląda...miejsca odkładane dla znajomych itp. Chcesz nagłośnić sprawę to cię uciszają...gdybym mogła iść w inne miejsce na pewno bym poszła ale takiej możliwości nie miałam.
      Życzliwość? Ok pod warunkiem, że osoba mnie przyjmująca jest miła dla mnie. Jeżeli ktoś próbuje ze mnie robić wariata jak w sytuacji opisanej to sorry ale ja nie będę miła.
      Zresztą jak być życzliwym jeśli ktoś odsyła cię z potrzebującym nagłej pomocy dzieckiem...które później umiera- takich przypadków niestety ostatnio jest coraz więcej

      Usuń
  9. Ehh, temat rzeka.
    W naszej przychodni jeśli dziecko zachoruje w "odpowiedni dzień" to nie ma problemu z dostaniem się do lekarza... Gorzej, jak to dzień gorszy... Tzn., gdy miejsca do wszystkich lekarzy na dany dzień rozchodzą się jak świeże bułeczki.
    Ostatnio byłam Młodzież zarejestrować. Na 20 minut przed otwarciem rejestracji kolejka kończyła się na dworze, w środku zawinięta 3 razy, a wciąż dochodzili nowi. A ci co stali wcześniej często mieli do zarejestrowania 2 dzieci. Wszyscy nie zostali zarejestrowani (nam się udało).
    A najgorzej, jak Ci dziecko gorączkuje, nie ma z kim go rano zostawić na te 1,5 godziny czy dłużej, żeby pójść w kolejkę. Bierzesz je pod pachę i do przychodni.... A jeszcze trudniej w tej całej sytuacji, jeśli nie uda się do tego lekarza dostać, nawet jeśli pani w okienku powie, że mamy przyjść zapytać lekarza, czy przyjmie. To ci zostaje liczyć na jego łaskę i niełaskę. Bo jeśli już czasu dla Was braknie, to żeby dostać zwolnienie na dziecko, to zostaje tylko wizyta prywatna. U nas na pogotowiu zwolnień nie dają.
    Życie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszne to jest, ale niestety my nic na to nie poradzimy...

      Usuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane