środa, 15 czerwca 2016

Gdy starość jest problemem.



Każdy z nas chciałby cieszyć się życiem jak najdłużej. Zobaczyć jak dzieci ułożą sobie życie, móc spędzać czas z wnukami. Dobre zdrowie i bliskość ludzi w pakiecie byłyby bardzo pożądane. 
Niestety różnie w życiu bywa i dość często coś szwankuje. Mogą to być relacje rodzinne, choroby, inne przeciwności losu.


W swoim życiu spotkałam się z różnymi przypadkami.

Znałam osoby, które praktycznie do końca swych dni mieszkały same, potrzebowały jedynie niewielkiej pomocy przy niektórych czynnościach. Znam też ludzi, którzy w pewnym momencie samodzielnie nie dawali rady z najprostszymi rzeczami. Ba ,znam też człowieka, który mimo tego, że jego wiek to około 80 lat, albo nawet ponad- dorabia jeszcze do emerytury. 

Każdy z nas mógłby opowiedzieć wiele historii związanych ze starszymi ludźmi.

Jak już wspomniałam najgorsze, co dotyka człowieka to choroba. Mogą to być problemy ze wzrokiem, sercem, pamięcią, poruszaniem się. Osoba taka zaczyna wymagać stałej opieki. Zaczynają się schody.

Nie ma dzieci, nie ma rodziny. Szczerze nie wiem jak wygląda pomoc ze strony państwa w takich przypadkach. Nie będę się wypowiadać, żeby głupot żadnych nie przekazać.

Są dzieci, ale na drugim końcu świata.

Wynajmują opiekunkę, która przychodzi na kilka godzin dziennie, sprząta, gotuje, robi zakupy. Przez resztę dnia rodzice są sami. Jeżeli sami dają radę wykonać podstawowe rzeczy, jak toaleta, przygotowanie posiłku jest ok. Jednak zdarza się tak, że sami dla siebie są zagrożeniem, są zagrożeniem również dla sąsiadów.

Przykład autentyczny.

Pani o godzinie 5 rano odkręca wszystkie kurki w kuchence, kładzie się spać. Jej mąż na szczęście nie wziął leków, które zapewniają mu kamienny sen. Nic się nie stało, ale mogło. Mija jakiś czas- kobieta znów robi to samo. Tym razem gaz odrzuca ją i ląduje na podłodze. Po kolejnej interwencji sąsiadów w tej sprawie, zostaje zakupiona kuchenka z odcięciem gazu. Gdyby jednak te dwie sytuacje skończyły się inaczej? Gdyby ten gaz buchnął i pozbawił życia i dachu nad głową kilkadziesiąt rodzin?

Środek nocy. Mężczyzna odświętnie ubrany wychodzi na klatkę. Sąsiad wraca z ryb, pyta gdzie on się wybiera. Odpowiada, że idzie do Kościoła. Gdyby nie spotkał sąsiada, poszedłby i być może nigdy nie wrócił do domu.

Dzieci zjawiają się raz na jakiś czas, nic nie mogą zrobić ponieważ, żeby umieścić rodziców w placówce całodobowej opieki musieliby ich ubezwłasnowolnić. Nie wyrażają zgody na pobyt tam i nic się na to nie poradzi. Dziwi mnie to wszytko trochę. Jak wspomniałam, stwarzają zagrożenie dla siebie i innych. Z drugiej strony patrząc na to wszystko, uważam, że należy im się pomoc, godne przeżycie starości.

Tu się pojawia kolejny punkt dyskusji. Dzieci.

Mogłyby zamieszkać z rodzicami, zabrać ich do siebie. Zająć się nimi należycie. Łatwo się mówi, stojąc z boku.

Czasy mamy niestety takie, że aby żyć godnie najczęściej zaciągamy kredyty, później pracujemy żeby je spłacić. Nie mówię tu o wielkich luksusach. Mówię o dachu nad głową. Często jest tak, ze rata kredytu jest sporo niższa niż koszt wynajmu dużo mniejszego mieszkania. Wracając jednak do tematu.

Żeby żyć trzeba mieć pieniądze, które z nieba nie spadają. Przychodzi moment, że rodzice wymagają opieki. Ty masz na utrzymaniu dzieci, nie ma szans na rezygnację z etatu. Wynajmujesz opiekuna, oddajesz rodzica do domu opieki. Teraz się zaczyna. Atak z każdej strony, epitety lecą w twoim kierunku. Jak mogłeś tak postąpić?

Nikt nie zwraca uwagi na to co przeżywasz. Owszem możesz zabrać rodzica do siebie. Przez większość dnia jesteś poza domem, nadal tej opieki nie ma...

Masz za małe mieszkanie. Mieszkasz z rodziną w warunkach, które nie są odpowiednie dla większej liczby osób.

Możesz ulokować babcię, dziadka w swojej sypialni, może zajmować pokój razem z dziećmi.
Tylko tak poważnie, czy to jest zdrowe rozwiązanie?

Według mnie nie.

Dla nikogo, ani dla małżeństwa, ani dla dzieci ani dla seniorów. Każdy potrzebuje swojej przestrzeni, swojego kawałka podłogi, spokoju. Po pewnym czasie wszyscy będą mieli tego dość, będą tak zmęczeni sytuacją, że zamiast na dobre wyjdzie to tylko na złe.

Rodzic przez całe życie nic nie dał dziecku od siebie...

Nie chodzi mi tu o rzeczy materialne. Chodzi mi o uwagę w dzieciństwie, okresie dorastania, w dorosłym życiu. O zwykłą rozmowę, pomoc w razie potrzeby i posiadanych ku temu możliwości. Nie interesowałeś/ aś się życiem potomków. Spotkanie raz do roku na święta, bardziej z przymusu niż z przyjemności, Wieczne kłótnie, złe traktowanie rodzin swoich dzieci ( wnuków, współmałżonków).

Nie dajesz nic od siebie, jedynie wymagasz. Przychodzi moment, że potrzebujesz ich uwagi, pomocy w najdrobniejszych sprawach. Dziwisz się kiedy odmawiają, nie mają ochoty, czasu itp.

Ja się nie dziwię. Karma wraca. Jeśli zachowujesz się nieodpowiednio wobec kogoś, nie licz na to, że on przychyli ci nieba. Nie tędy droga.

Stosujesz przemoc fizyczną wobec potomków.

Ten przykład kilkakrotnie już przytaczałam. Dziewczyna oddaje ojca do domu opieki, ponieważ mając możliwość oddania mu tego co dostała w dzieciństwie, ma jeszcze resztki zdrowego rozsądku i działa w sposób najlepszy według mnie dla wszystkich.

Więcej komentarza chyba w tym kontekście nie potrzeba.

Nie jest to tak, że jestem za tym żeby oddawać rodziców na starość ponieważ są problemem. Nie, to nie jest zgodne z moimi przekonaniami i tym jak zostałam wychowana. Kłóci się z tym co prezentowali moi rodzice wobec swoich.

Jednak chciałabym zwrócić uwagę na to,żeby nie oceniać od razu człowieka, który nie może samodzielnie sprawować tej opieki. Być może kieruje nim jeden z powyższych powodów. Może jest to zupełnie inna sprawa. Nie wiem, nie oceniam. Każdy działa zgodnie ze swoim sumieniem. To chyba złe określenie. Niekiedy musi podjąć decyzje wbrew temu co czuje, wybierając mniejsze zło.

Ja osobiście boję się starości. Nie wiem co mnie czeka, nie wiem czy moje póki co jedno dziecko nie będzie musiało podejmować takich decyzji. Mam nadzieję, że jakoś to będzie, że siądziemy razem w fotelu, porozmawiamy, pooglądamy zdjęcia...ciesząc się ze swojej obecności. Tego i Wam życzę na przyszłość :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane