sobota, 17 stycznia 2015

Wspomnień czar


Dobre myśli..często są tłamszone przez te złe. Taka kolej rzeczy niestety. Pierwsza była Ilona, później dobre momenty opisała Sabina. Stwierdziłam, że fajna to sprawa i przedstawię Wam moich 10 fajnych wspomnień:)

1. Jako, że pierwsze to najwcześniejsze zaczynam od dzieciństwa. Jest to jednak sytuacja, która ciągle wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Skutki mogły być tragiczne. Na szczęście tak się nie stało. Wmówiłam mojemu młodszemu Bratu, że jak rozkręci telewizor to wejdzie do bajki. Niewiele czasu minęło od moich słów do czynów. Młody wziął śrubokręt i podążał z nim w kierunku naszego tv. Radość na Jego twarzy wciąż mam przed oczami. Niestety w kulminacyjnym momencie do domu wszedł Tata i było po zabawie. Miałam jeszcze kilka genialnych pomysłów, których sama nie odważyłam się realizować. Miałam jednak taki dar przekonywania, że chcąc nie chcąc wszystkim zajmował się Brat. Przyłożył termometr do grzejnika i robił wiele innych ciekawych doświadczeń, Nie piszę więcej bo rodzicom prawa do nas odbiorą :P


2. Przedszkole. Sytuacja może mało zabawna, ale przyniosła cudowne skutki. Obiad- a w menu kasza gryczana- nie pamiętam z jakimi dodatkami. Pamiętam jednak doskonale, że pani kazała nam wszystko zjeść. Jadłam tak i jadłam aż...zwymiotowałam cała łazienka była w kaszy. Mama moja wpadła do przedszkola i powiedziała, że jeśli nie mam ochoty na coś co podają to jeść nie muszę. Skończyło się przymusowe jedzenie zupy mlecznej i zup owocowych. Do tej pory ich nie cierpię. Szczęście moje było wtedy nie do opisania.

3.Talentu plastycznego to ja nigdy nie miałam. Moje wypociny jakoś przechodziły bez większego echa i wzywania rodziców, że rysować nie umiem. Chyba w 6 klasie dostaliśmy za zadanie narysowanie portretu bądź karykatury nauczyciela. Można powiedzieć bułka z masłem. Nie dla mnie. Wzięłam zdjęcie klasowe i patrząc wyczarowałam podobiznę wychowawczyni. Praca moja wisiała w galerii najlepszych i została podarowana nauczycielce. Jaka ja z siebie dumna byłam to się słowami opisać nie da:)

4. Ucieczka z domu. Mieliśmy jakieś 8 lat. Ja kolega i koleżanka. Padł pomysł, że uciekamy z domu. Zakupiliśmy chleb i konserwę i ruszyliśmy w drogę. Odeszliśmy kawałek od domu...i zabiłam wszystkich stwierdzeniem, że mi rodzice nie pozwalają dalej chodzić samej. Wyobraźcie sobie ich miny. Ucieczka z domu a ona dalej nie pójdzie...


5.Gimnazjum- czas głupawki totalnej. Klasę miałam genialną. Pomysłów na umilenie życia nauczycielom nam nie brakowało. Kolega dnia pewnego przytargał do szkoły kajdanki...bez kluczyka. Dwóch ochotników się nimi skuło. Kumpel poszedł sobie na dymka a oni biegali z obrączkami na dłoniach. Nie wiedząc co mają zrobić poszli do wychowawczyni ( na marginesie- cudowna z niej kobieta) co miała zrobić...dym się rozkręcił...kolega wrócił cyrklem rozkuł pozostałych. Na koniec padło stwierdzenie, że jeszcze niech granat przyniosą. Dwa razy nie trzeba było powtarzać- za jakiś czas granat pojawił się na szkolnym korytarzu- oczywiście taki do ćwiczeń, ale widząc go niejednej osobie ciśnienie skoczyło. Takich opowieści mam jeszcze dużo, ale co za dużo to nie zdrowo.




6. Jak Bobek do nas przybył? Bobek to mój- moich Rodziców obecnie pies. To, że jest genialny już wiecie- według L pierze i rozwiesza a nawet prasuje pranie:) Miałam w swoim życiu kilka chomików, świnek morskich i innych stworzeń. Odchodziły dość szybko. Wpadłam więc na pomysł, że chcę kota. Dzieci na podwórku znalazły bezdomnego kociaka. Prosiłam Tatę o jego przygarnięcie. Był nieugięty a na odczepnego powiedział, że woli psa. Powtarzać mi dwa razy nie trzeba. Szybka organizacja-moja i kolegi. Wsiedliśmy na rowery pojechaliśmy do wioski, w której mieszkała Jego Babcia i zaczęliśmy poszukiwania szczeniaka. Od drzwi do drzwi chodziliśmy i w jednym domu była mała czarna kulka. Wsadziliśmy ją w plecak i wracaliśmy do domu (14 km w jedną stronę ). Bobek wtedy jeszcze bezimienny całą trasę bacznie obserwował. Dotarcie do domu nie było już tak wesołe. Mama mało zawału nie dostała, Tata w głębi ducha się cieszył ale nie pokazywał tego (chyba bał się żony).  Ostatnio stwierdził nawet, że jest zazdrosny bo on cały czas wychodzi z psem a jak tylko wymieni się moje imię to mało nie zwariuje ze szczęścia-być może uratowałam jego życie zabierając go do nas- podsumował.





7. Kiedyś będąc małolatą postanowiłam sobie, że facet, który zabierze mnie w góry zostanie moim mężem. Nikt jednak się nie kwapił do wyjazdu i myślałam, że zostanę starą panną. PT zgodził się na mój pomysł spędzenia urlopu w Zakopcu. Przeżyliśmy 16 godzinną podróż i bawiliśmy się świetnie. Drugim plusem wyjazdu jest mała Terrorystka:)



Piękna fotka od Matki na szczycie :*



8. Jeśli już o Terrorystce mowa. Starania o Nią były u nas bardzo spontaniczną decyzją. Po dwóch miesiącach miłej pracy PT stwierdził, że musimy się przebadać bo na pewno któreś z nas jest bezpłodne. Normalnie powalił mnie ten tekst na kolana. Ja się na żadne badania nie wybierałam. On też nie poszedł.Trochę pracy przed nami jeszcze było...i po powrocie z górskiego urlopu na teście pojawiły się wyczekane dwie kreski. Mogłam nagrać reakcję mojego ukochanego. Do tej pory jak sobie przypomnę Jego minę śmiech mnie bierze. Dodam tylko, że czas nie był to zbyt przychylny dla nas moment- ja bezrobotna, bez mieszkania...daliśmy jednak radę i jesteśmy szczęśliwi. 


9. Dobrnęłam do końca. Myślałam, że będzie to trudniejsze. Na koniec co mogę napisać...chyba naszą kolejną szybką decyzję. W sumie raczej moją, ale PT zgodził się bez przekupstwa i szantażu :P
Paląc sobie na balkonie wpadłam na pomysł ślubu. Oznajmiłam to PT. Chwila pomyślunku i decyzja podjęta. Takich emocji jak wtedy nie miałam poza porodem nigdy w życiu. Oj przepraszam miałam jak mnie Młoda na balkonie zamknęła. Czy była to kolejna słuszna decyzja czas pokaże...za jakieś 10 lat Wam napiszę :D Niemniej jednak jest to moment, który mile wspominam.
Moje Przyjaciółki mój najpiękniejszy dzień w życiu podsumowały tak



I jak Ich nie kochać? :)

Popisałam, może wydać Wam się to bez sensu ale mi humor poprawiło. Pisząc zacieszałam jak głupia. Polecam taką zabawę jak chandra Was dopadnie :)

11 komentarzy:

  1. Sympatyczne masz wspomnienia, praktycznie już od małego miałaś nieziemskie pomysły:). Teraz dzieci się nie zmusza do jedzenia, ale kiedyś to była masakra. To spełniło się Twoje życzenie dotyczące męża, a w dodatku przywieźliście sobiez gór pamiątkę!

    Zgadzam się, że fajnie pisze się te wspomnienia. Mam nadzieję, że nikt nie wymyśli "złych myśli", bo wtedy wpadnę w depresję, pisząc o nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie niech na pomysł ze złymi nikt nie wpada...depresja zbiorowa nam wtedy grozi :)

      Usuń
  2. Oooo i nawet się Matka na Szczycie między te wspomnienia zaplątała:)
    Najwyższy czas na kolejną wyprawę w góry i tworzenie nowych wspomnień!:) (Albo i nowych członków rodziny;p)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowych wspomnień jak najbardziej...z nowymi członkami rodziny jeszcze poczekamy :)

      Usuń
  3. Energia i pomysłowość od Ciebie biją. Szkoda że nie wpadłam na ten pomysł z rozkręcaniem tv z moim bratem rewelacyjny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że córka moja na takie genialne pomysły nie wpadnie...a znając życie będzie miała jeszcze lepsze ;D

      Usuń
  4. hi hi hi no kochana, takiego banana nie do opanowania na twarzy nie miałaaam bardzo dawno:D wręcz opanowuję się żeby nie zacząć śmiać się w głos:) wszak mamy 4 godzinę na zegarze:D
    Przywiezienie psa hii hi to był strzał w 10:D
    Ja swoich rodziców też "niespodziewanie" obdarowałam najpierw jednym po 3 latach drugim psiakiem:D
    Do dzisiaj pamiętam słowa taty...: cytuję " nie będę z tym psem ani wychodził, ani tym bardziej się nim zajmował..."
    Ha ha a co było za kilka godzin? Przytulanie do małej kulki, mizianie i niewypuszczanie z kolan:D do tej pory mu to zostało w wersji x2:D

    Więcej grzechów nie pamiętam :D Proszę o pokutę :D

    A moja reakcja na 2 kreski? hmm szok w trampkach bo tego się nie spodziewałam:) (ja tu już 7 tydzień w ciąży a test robiony 2 tyg wcześniej był negatywny:))
    Wtedy objawy które pojawiły się 2 dni po zrobieniu pierwszego testu uznałam za grypę jelitową:D Teraz moja grypa ma 2 latka:)
    Moja ciąża, a raczej jej potwierdzenie były prezentem urodzinowo-wielkanocnym, wszak test zrobiłam w drugi dzień świąt wielkanocnych, a dzień wcześniej miałam urodziny:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale fajne zestawienie :) tez musze chyba sie zatrzymac i powspominac te wszystkie piekne chwile.

    OdpowiedzUsuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane