środa, 14 stycznia 2015

Zdrowie dziecka jest najważniejsze!

Wyjazd do Warszawy jak wiecie nie polegał tylko na zwiedzaniu stolicy w deszczu i imprezach.
Pojechałam tam również na konferencję organizowaną przez Fundację My pacjenci. Spotkanie dotyczyło żywienia kobiet w ciąży oraz dzieci. Dokładniej Fundacja chce wywalczyć dla nas refundowane przez NFZ porady dietetyka. 
Uważam, że jest to świetna inicjatywa i warto o to walczyć. W akcję zaangażowano nas- blogerki parentingowe oraz dietetyków. Jednak bez udziału większej grupy społecznej będzie nam ciężko. Wiadomo, że im więcej ludzi się zbierze i będzie grać z nami do jednej bramki tym lepiej.

Przygotuję dla Was cykl postów dotyczących zdrowego żywienia dzieci oraz dbania o ich aktywność fizyczną.
Nie będę chciała moimi wypowiedziami wmówić Wam, że jesteście złymi rodzicami, ponieważ nieprawidłowo karmicie swoje dzieci. Nie taki jest cel akcji. Każdemu z nas zdarzają się jakieś grzeszki:) 


Na celu mam zwiększenie świadomości ludzi, że warto dbać o dobrą dietę najmłodszych, ponieważ to zaprocentuje w przyszłości. Każdy rodzic chce przecież jak najlepiej dla swojego dziecka.

Od początku starałam się żywić Młodą jak najlepiej. W okresie niemowlęcym stosowałam się do schematów żywienia. Tak te schematy się zmieniają, ale nie tak, że nagle 6 miesięcznemu dziecku będzie się podawało schabowego ociekającego tłuszczem. Na ten temat była niejedna afera, setki komentarzy.
Kto tworzy takie schematy? 
Czy są to matki, które polegają wyłącznie na własnej intuicji czy specjaliści?
Ja i inni rodzice nie jesteśmy specjalistami w dziedzinie dietetyki ( Ci którzy są- zazdroszczę im- mają bowiem wiedzę, która skutkuje tym, że nikt nie będzie próbował wmówić, że to co robią jest złe dla dziecka) dlatego warto stosować się do rad osób kompetentnych.

Czytając wypowiedzi na różnych forach ręce mi opadały niejednokrotnie...3 miesięczne dziecko na Wigilię dostawało do spróbowania potraw ze stołu, 4 miesięczne dzieci jedzą frytki, bigos i tego typu potrawy. Moja znajoma ma 10 miesięczne dziecko- pediatra powiedziała żeby dać w święta spróbować wszystkiego po trochu... sorry, ale w takim momencie scyzoryk mi się w kieszeni otwiera ze zdwojoną siłą. Lekarz w oczach rodzica jest osobą kompetentną- ale jak widać nie do końca.

Bardzo popularne jest również stwierdzenie starszych osób: bo kiedyś dzieci jadły wszystko, teraz wymyślacie...tak jak już niejednokrotnie pisałam kiedyś to było zupełnie co innego. Każdy miał swoją świnię, kury, krowy- nie kupowało się nafaszerowanej chemią żywności w sklepie i nie truło się organizmu tak jak to ma miejsce współcześnie.
Pozostając w temacie "kiedyś" na porodówce kobietom, które urodziły dziecko podawali bigos. Co było tego skutkiem? Krzyczące z bólu dzieci.

Moja mama na znienawidzone przeze mnie stwierdzenie, przepraszam, że się powtórzę "kiedyś" odpowiada, że nie mieli wtedy takiego dostępu do wiedzy jaki mamy obecnie i żyli według tego co im system narzucał. Niestety wielu ludzi żyje jeszcze przeszłością i młodym rodzicom miesza w głowie. Wiadomo "doświadczonych" trzeba słuchać. Czy to zawsze wychodzi na dobre? Moim zdaniem niekoniecznie. 

Jeśli rada dotycząca żywienia wygląda następująco: 6 miesięczne dziecko zaczyna jeść pokarmy stałe- musisz dodać soli i pieprzu bo nie będzie jadło. Wodę trzeba dosłodzić bo na pewno nie będzie piło itp. to na dobre to wyjdzie jedynie rodzicowi, któremu nie chce się powalczyć trochę z dzieckiem żeby jadło zdrowo, dosypie przypraw i ma spokój- obiadek zjedzony. Dla malucha- moim zdaniem nie będzie to na dobre, ale o tym w kolejnych postach.
Moje dziecko wodę piło od początku bez żadnych "wspomagaczy" smakowych. Je potrawy bez dodatku soli ( czasem zdarzy się, że zje coś przyprawionego, ale takie potrawy nie są przeważające w jej diecie) i co najważniejsze nie ma problemu z ich konsumowaniem. Zdarza się owszem bunt ale nie dlatego, że bez soli nie smakuje.
Ciekawostka- moja koleżanka przestudiowała etykietę soków dla dzieci po 4 miesiącu życia i znalazła tam zapis, że producent zaleca podawanie produktu po ukończeniu przez dziecko roku. Więc nie zawsze to co jest przeznaczone dla dzieci w danym wieku jest dobre. 

Mam nadzieję, że akcja Wam się spodoba. Będziecie się ze mną oraz innymi czytelnikami dzielić swoimi doświadczeniami i poglądami. 
Celem najważniejszym jest dobro i zdrowie naszych pociech i o to walczmy:)

#glodnizmian

8 komentarzy:

  1. To ja mam słówko z drugiej strony - ze strony dietetyka. Nie będą się mądrzyła w sprawie żywienia, bo to temat zbyt długi, aby go zamknąć. Jednak jeśli chodzi o edukację żywieniową... jest zaniedbana. Rzeczywiście ja również uważam, że Wy - rodzice i przyszłe mamy powinny mieć darmowy dostęp do pomocy w tym zakresie, bo jest to czas, który później będzie owocował. I tym tropem próbowałam niejednokrotnie organizować spotkania z rodzicami i przyszłymi mamami (tak - jako wolontariusz, za darmo) i niestety nie zawsze ktokolwiek chciał z takiego spotkania skorzystać. Niejednokrotnie spotkałam się z odmowami organizacji spotkań lub baaardzo niską frekwencją. Jednak, nie ma co się poddawać - im więcej osób skorzysta i świadomość się podniesie... tym lepiej. Trzymam kciuki za powodzenie akcji! Gosia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie trzeba uświadomić społeczeństwo, że nie taki dietetyk zły na jakiego wygląda :)

      Usuń
  2. Mnie ostatnio pewna pani doktor poradziła, żeby dziecku codziennie dawać nalewkę z orzecha włoskiego (taką na spirytusie), bo to jest skuteczne na robaki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna akcja, bardzo potrzebna. Ja co prawda dzieci mam już spore, ale przy Starszym robiliśmy mnóstwo błędów - np. dawanie do picia soków. Szybko popsuły się ząbki, traumy u dentysty wspominamy, do dziś... Pozdrawiam (i zapraszam "do siebie")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błędy to i ja za pewne popełniam:) Jak każdy ale akcja jest świetna i mam nadzieję, że zostanie dobrze przyjęta, że uda nam się wywalczyć to co jest w sumie oczywiste i bardzo potrzebne:)

      Usuń
  4. Ciekawa inicjatywa :)

    Twoje słówko "kiedys" to u mnie nagminnie (zwłaszcza u teściowej, moja mama bardziej z postępem idzie) pada hasło "ja dawałam"...Jak tylko to słyszę, to się we mnie gotuje.

    A co do diety dzieci. To fakt, jak gotowałam czy gotuję dziewczynkom i sobie obiady, to nie solę, stawiam na naturalne przyprawy typu koperek czy inna zielenina (suszki albo mrożonki). Pan Mąż dopfawia sobie na talerzu (Jak gotuje Pan Mąż to aż mi czasami buzię wykręci, tak się odzwyczailam od soli .
    Wiktoria swego czasu była soczkowo-herbatkowa. Ja zaczęłam pić wodę (byłam w drugiej ciąży i miałam objawy odwodnienia). Wiki podłapała, zaczęła pić wodę. Teraz ja wróciłam do starych nawyków (niestety, ale jestem z tych mało pijących), a Ona "Poploszę mi nalać dużo zimnej wody". Niech jej już tak zostanie :)

    Aaa, jeszcze mi się o słodzeniu przypomniało. Byli u nas znajomi z córką, wtedy brakowało jej jakoś 3 miesiące do 4 urodzin. Robię jej herbatkę owocową. Nie posłodziłam, jakoś tak odruchowo, nawet nie przyszło mi do głowy, żeby zapytać. Młoda wzięła łyk i odmówiła dalszego picia. Zażyczyli do tego dwóch pełnych (!) łyżeczek cukru.... Masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też z tych mało pijących jestem. W ciąży i podczas karmienia piłam bardzo dużo jak na mnie :) Mama do tej pory mnie opieprza, że mam pić. Młoda za mnie nadrabia w tym temacie. Kiedyś też słodziłam dwie łyżki...teraz piję gorzką herbatę i smakuje o niebo lepiej. Niestety większość ludzi wychodzi z założenia, że dzieci lubią tylko słodkie...

      Usuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane