poniedziałek, 5 października 2015

Wyprzedaż goni wyprzedaż...

Źródło: pixabay

a ludzie dostają małpiego rozumu. Sorry małpki- Wy się chyba aż tak źle nie zachowujecie.

Nie powiem, że nie lubię akcji z obniżkami cen. Skłamałabym mówiąc, że jest inaczej. Każdy lubi kupić coś taniej, zaoszczędzić parę złotych.
Jednak widząc co się dzieje w sklepach, które ogłoszą wielką wyprzedaż...wolę zostać w domu i pójść jak już jest spokojniej.
Dwa tygodnie temu zamknęli u nas jeden z marketów na miesiąc czasu- powodem jest rozbudowa. Wielkie plakaty wszystko 25% taniej ( wyłączając alkohol, papierosy i produkty dla dzieci).

To co działo się w dniu promocji znam tylko z opowieści mojego Taty, który poszedł z ciekawości poobserwować ludzi ( swoje też kupił ale zmieścił się w reklamówce ze swoimi zdobyczami).
Mówił mi, że to co się tam działo wyglądało niczym przygotowanie na wojnę lub koniec świata.
Ludzie biegali, garściami brali produkty, które wypadały im z koszyków. Nie wytrzymał i zapytał jednej pani czy wojna się zbliża...

Rozumiem wszystko- sklep nieczynny przez prawie miesiąc...ale dla jasności w naszym mieście jest jeszcze 5 marketów i kilkadziesiąt sklepów z identycznym zaopatrzeniem. W sumie przy większych zakupach człowiek zaoszczędzi trochę grosza, ale czy na pewno?

Wątpię czy przez miesiąc wszystko się zje. Jeżeli ktoś ma dużą rodzinę- może się to udać. Można też mieć dużą zamrażarkę itp., itd. Znając życie połowa z tych zakupów trafi do śmietnika tracąc termin przydatności- tyle z zaoszczędzenia wyjdzie...

Akcje tematyczne- można trafić na fajny towar w dobrej cenie.

Co się dzieje w sklepach tego poranka- wiecie doskonale. Ja znów tylko z opowieści bo nie chce mi się dziecka ciągać i narażać na oberwanie produktami.
Mama moja się kiedyś na taki spęd wybrała. Latające nad głową, ubrania, buty i inne produkty skutecznie wyprowadziły ją z równowagi. Zwróciła kobiecie uwagę. Tamta niewiele sobie z tego robiąc nadal przerzucała jej przed nosem...no wziąć babę za fraki i tak samo nią cisnąć.

Wchodzi później człowiek do sklepu, który wygląda jak po przejściu tornada i nie może spokojnie nic zobaczyć, kupić. Buty bez pary, ubrania bez opakowań leżą kilometr od ceny... latasz pod czytnik, po chwili masz dość i wychodzisz. Często słychać głosy oburzonych klientów, że pracownicy powinni to posprzątać- owszem powinni ale jak kilkakrotnie w ciągu dnia do sklepu wpada hołota to siłą rzeczy mają prawo się nie wyrobić. Poza tym klient powinien towar, którego nie chce odłożyć na miejsce z którego go wziął a nie rzucić gdzie mu się podoba. Zanim zaczniemy wymagać od innych wymagajmy od siebie.

To wszystko jest mało. To co ma miejsce przed otwarciem to dopiero jest jazda bez trzymanki. W sieci mnóstwo było filmików obrazujących zaistniałe sytuacje. Ludzie przewracają konkurencję, nie patrzą, pchają się, biegną depcząc tych, którzy upadli...zero człowieczeństwa- jakby stado wygłodniałych lwów po miesiącu niejedzenia zobaczyło antylopę na horyzoncie...
wpadają- jestem pierwszy, wszystko dla mnie...a na koszykach pojedyncze sztuki :) albo brak określonego towaru po, który się przyszło.

Święta są jeszcze lepsze- akcja z zeszłego roku. Karp- pożądany przez wszystkich ( ja osobiście nie jadam więc mam z głowy). Stoimy z PT przy kasie. Podchodzi pani i pyta o rybkę. Pan odpowiada jej: Pani kochana tak się rzucili, że ledwo kartony na podłodze rozstawiliśmy, nawet nie wyciągnęliśmy z nich bo wyrywali nam z rąk. 
Nie wytrzymałam parsknęłam śmiechem...dla mnie taka zabawa to abstrakcja. Szkoda mi zdrowia i nerwów na zabawę w łowy.

Lubiąc promocje przyglądam się temu wszystkiemu z boku i mam niezły ubaw. Może i straciłam przez to wiele wspaniałych okazji ale przynajmniej nie zarobiłam guza i moje dziecię nie widziało szalejących niczym szakale ludzi, którzy z pewnością nie zwróciliby na nią uwagi i też mogłaby oberwać a przy okazji nasłuchać się wiązanek rodem spod knajpy...

58 komentarzy:

  1. ja po prostu unikam zakupów podczas wyprzedaży, bo czasem aż przykro patrzeć na ten cyrk. owszem, fajnie kupić coś taniej, ale drugiej strony myślę, ze wiele osób po prostu kupuje co popadnie, B tanio i potem wszystko leży. Kiedy jest się świadomym konsumentem, z wyprzedaży można korzystać rozsadnie ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie- kupić to co potrzebne a nie dlatego, że w promocji :)

      Usuń
  2. Kiedyś w Zakopanym był rewelacyjny sh. Niestety już go nie ma. W każdym razie, towar mieli naprawdę super, mnóstwo nowych rzeczy z metkami, markowych, itd. Ceny też super - za niecałą stówkę można było wynieść dwie wielkie torby z Ikei pełne ubrań;)
    Więc... w dniu, gdy był nowy towar, kolejka przed otwarciem ustawiała się od wejścia na pierwszym piętrze, do parkingu na zewnątrz. A gdy drzwi się otwierały następowało szaleństwo, przepychanie i tratowanie "konkurencji";)
    Przyznam, że sama brałam w tym udział przez jakiś czas, bo było warto. Nowe buty, torebki, kurtki, które u producenta kosztowały kilka stówek, tam można było mieć za kilka złotych. No i te emocje, co uda się upolować!;)
    Później niestety sklep sam się wykończył - zaczęli ceny podnosić, a towar coraz gorszy dawać. No i stracili klientów, w efekcie czego po jakimś czasie sklep zniknął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kiedyś w jednym z sh bywałam na otwarcie- podobnie jak u Was był świetny towar. Po czasie mnie to jednak zmęczyło. Poobijana wychodziłam, kolejka do przymierzalni kosmiczna...

      Usuń
  3. Wiesz, może to zabrzmi już podejrzanie, ale prezentuję absolutnie identyczne stanowisko i żadne tłumaczenia ludzi w stylu: mam trójkę dzieci, nie mam kasy itp do mnie nie przemawiają. Powiem tak: jak ktoś naprawdę nie ma kasy i oszczędza to na tych promocjach się nie pojawia. Skąd wiem? Bo nam bardzo pieniędzy na ten ,moment brakuje i ja wiem, gdzie kupuje się najtaniej. Ostatnim miejscem są dyskonty,a na ich promocje nabierają się ludzie, którzy albo nie potrafią liczyć albo nigdy nie byli na lokalnym targu, w sklepie firmowym mleczarni czy regionalnym mięsnym. A ciuchy? Ciuchy się kupuje albo w sh, albo dostaje po rodzinie albo w ostatnie dni wyprzedaży (naprawdę da się! nasza rodzina nie ma nic z nowej kolekcji, ani pierwszy szalonych dni wyprzedaży czy z nocnych zakupów itp.). Dajmy spokój: dziecko nie musi mieć czterech kurtek i pięciu par butów, w szafce kuchennej nie potrzeba nam stosu makaronów, a w zamrażarce mięso przechowuje się do 3 miesięcy... Najgorsze jest to, że, jak zauważyłaś, mnóstwo z tych produktów skończy spleśniałych na śmietniku, a mnie się serce kraje. Jak można wyrzucać jedzenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie cierpię marnowania jedzenia i wyrzucania go...z tego co wiem jednak mięso może 6 miesięcy być mrożone- od kucharek to wiem, ale i tak tyle czasu u mnie nic nie leży. A odnośnie kurtek- moja Młoda na zimę ma ich 5 ale dostałyśmy je w spadku :) Lubię wyprzedaże ale z głową!

      Usuń
  4. Od razu przypomniała mi się scena z "Szeptów dzieciństwa", jak Baśka ocenia ludzi przez pryzmat nóżek z kurczaka. Przerażające, że ludzie tak się zachowują. Pewnie część tego żarcia trafi do kosza, bo nie przeżrą, ale hasło "promocja"/"wyprzedaż" gasi u niektórych resztki zdrowego rozsądku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj znam takich ludzi...kupują chyba dlatego żeby inni nie zdążyli bo nie wiem co nimi innego kieruje. A Baśka i inne osoby pracujące w sklepach z pewnością wiele ciekawych rzeczy by nam opowiedziały.

      Usuń
    2. Badanie poprzez zawartość koszyka. :)

      Usuń
  5. We Woszech takich scen raczej nie widuje, Tak naprawdę tylko raz zdarzyło mi się zaobserwować coś podobnego, w dniu otwarcia hipermarketu, który mamy tuż za oknem. Postanowiliśmy wejść z ciekawości...wyszliśmy niemal od razu. Ludzi pełno, wynosili po kila telewizorów itp - ceny mieli naprawdę bardzo bardzo korzystne. Zastanawia mnie jedynie fakt czy ten telewizor to taki niezbędny do życia jest by ryzykować omdleniem itp...

    W lipcu w Polsce, miałam chwilę czasu przed umówionym fryzjerem, zupełnie nieświadomnie weszłam do pobliskiego lumpa (jedyny otwarty o tej porze). Ja pikole tam się przejść nie dało. Tata mnie później uświadomił, że to był dzień za zeta :)

    Na koniec wspomnę jedynie, że lubię promocje i uwielbiam wyprzedaże, ale nie rzucam się na nie jak dzikus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas ostatnio otwierali sklep ze sprzętem RTV/AGD. Wpuszczali po dwie osoby i każdy mógł kupić tylko jedną rzecz- tak sobie z szałem poradzili ;)

      Usuń
  6. Dlatego ja w tym nie biorę udziału. :) wolę zakupy przez internet. . Może nie trafię na TAKIE promocje ale nie mam ciśnienia . Wolę być zdrowsza :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś inaczej do tego podchodziłam...teraz już więcej rozsądku w mojej głowie jest i tak nie szaleję ;)

      Usuń
  7. Ojjj z tymi promocjami to jest tragedia :D Ja lubię kupować coś w okazyjnej cenie, ale jak mam zarobić w łeb to wolę z okazji zrezygnować.. no bo to prawda... dosłownie, jak małpki w zoo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj mądry post! Co najciekawsze, że te promocje to ściema jakaś. Żeby kupić coś taniej, trzeba przeliczyć, przeanalizować, a gdzie czas na to kiedy wróg czyha....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam mają na to sposób- pakują wszystko co popadnie do kosza, odchodzą na bok i zaczyna się rzut do celu- co mi się nie podoba leci gdzie popadnie.

      Usuń
  9. Same wyprzedaże są fajne, często z nich korzystam :) Jednak masz rację, że to co się dzieje wokół nich to jakiś obłęd. Ludzie zachowuja sie jak dzikusy i lecą do tych sklepów jakby za darmo rozdawali!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że są fajne...tylko czasem człowiek kupi coś w normalnej cenie i nawet o tym nie wie ;)

      Usuń
  10. Nie rozumiem tego "fenomenu" wyprzedaży. Większość produktów żywnościowych, które są na przednie, ma krótki termin ważności, czego nikt nie sprawdza, bo zajęty jest zgarnianiem wszystkiego w tonach. A te hity wrzucane sezonowo: buty, kurtki, karp, klocki... Masakra. Za chwilę będą się tłuc o prezenty gwiazdkowe w biedrze, lidlu i inter. Ledwie znicze zdejmą, już mnie Mikołaj z bilbordu zaatakuje. Już się boję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok temu chciałam drewniane zabawki z Lidla dla Młodej...i dostałam to co chciałam bo wszyscy się rzucili na plastikowe kolorowe gadżety...ale przed świętami to prawda będzie obłęd. Z Młodą wtedy do sklepów nie chodzę.

      Usuń
  11. Zgadzam się z każdym słowem, ludzie szaleją widząc napis promocja i zachowują się niczym zwierzęta! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja z tego powodu przestałam na rok bodaj chodzić do Lidla, raz tak trafiłam i to było żenujące. A na promocje poluję w necie. W taki sposób kupuję dzieciom ubrania - w piżamie :) Przynajmniej nie muszę się przejmować, że ktoś mi coś zrobi, że nie ma rozmiaru, itp. A jak nie pasuje, to spokojnie oddaję.

    OdpowiedzUsuń
  13. ja nie lubię takich spędów po promocje, na szczeście, nie wiem jakim cudem, u mnie gdy czegoś szukam z promocji, zazwyczaj jeszcze to dostaję po południu. Może u mnie nie ma tłumów porannych? Tak było z domkami w Netto, z kulami w Biedronce (byly o 17 i to w trzech kolorach, spokojnie moglam obejrzec i nie kupic) Kiedys chcialam drewniane zabawki z Lidla bo cena byla fajna, ale balam sie tlumow-dostalam je trzy dni pozniej na spokojnie. moze cierpliwosc poplaca? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak często miałam. Poszłam po całej akcji szał i dostałam na spokojnie to co chciałam

      Usuń
  14. Omijam, nie lubię, za ciasno, za głośno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matki chyba potrzebują ciszy i dlatego nie rzucają się w te akcje ;)

      Usuń
  15. Ludzie się rzucają na promocje tak samo, jak w komuniźmie rzucali się za chlebem :). Ja tego nie znoszę, choć czasem latam do Lidla, gdy są jakieś sensowne rzeczy. Ale przepychanki i kłótnie to nie dla mnie, już wolę obejść się smakiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to nazywam- rzuca się jak szczerbaty na suchary ;) Też czasem po coś fajnego pójdę ale o 8 rano nie chciałoby mi się uczestniczyć w gonitwie

      Usuń
  16. Dlatego właśnie 90% rzeczy, które mamy w domu jest kupione w internecie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. U nas takie zabawy co tydzień ;) Tylko, że w Lidlu ;) Ludzie wpadają jak małpy, wrzucają wszystko do koszyka, a później z boku oglądaja towary i wymieniają się z innymi....

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeszcze kilka miesięcy temu prowadziłam codziennie zajęcia z gotowania z młodzieżą niepełnosprawną. Zakupy były nauką samodzielności. Przed świętami czy długim weekendem- nie było wyjścia, szliśmy- aż się dziwię, że nie skończyło się tragicznie.
    No i jeszcze- zgadzam się- połowa tych szaleńczo wyrwanych produktów trafia do śmietnika. Marnotrawstwo i rozrzutność zamiast oszczędności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie- ja się czasem zastanawiam ktoś jest sam, albo dwuosobowa rodzina i kupują np. 5 kg skrzydełek bo w promocji. Kurcze nie zjesz tego od razu a zamrażarka się nie rozciąga...

      Usuń
  19. Dla mnie takie rzucanie się na towary jest po prostu żenujące.

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam wyprzedaże, bo można na nich znaleźć perełki za niewielkie pieniądze, ale i tak od paru lat bardzo rozsądnie podchodzę do zakupów - biorę tylko to, co niezbędne. Za to owa zasada nie obowiązuje mnie w chwili, gdy przekroczę próg second-handu, przeszukując ciuszki dla syna. :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja jednak lubię być na wyprzedaży,zawsze coś nowego można zobaczyć i piękny post napisać...

    OdpowiedzUsuń
  22. To fakt, akcje promocyjne to zuo. Mi to się zawsze chce śmiać z tych ludzi co zaczynają sprint zaraz po otworzeniu drzwi supermarketu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś pracowałam obok marketu i z okna biura mieliśmy niezłe widoki :)

      Usuń
  23. lubię wyprzedaże, bo rozsądnie można coś kupić, ale wolę wybrać coś tańszego do kupienia przez internet, bo cała "masowa akcja wykupienia rzeczy" omija mnie szerokim łukiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyprzedaże są fajne ale ludzie skutecznie do nich zniechęcają...

      Usuń
  24. Omijam szerokim łukiem, kolejki takie jak by za darmo rozdawali. Lubię wyprzedaże ale te w internecie :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja raz poszłam jak zamykali Lidla na miesiąc- faktycznie tłumy i pełne koszyki, chociaż my byliśmy po południu to już na półkach pustki były. Za dużo nie kupiliśmy, bo po co? A na Lidlowe wojny czasem się skusze jak fajne ciuchy są, ale Młodą zostawiam z babcią, albo wysyłam samego męża. My idziemy spokojnie do koszy, a ludzie... pędzą, biegną, jakby miał im ktoś towar z rąk wyrywać. Ostatnio by we mnie baba koszykiem-wózkiem wjechała.
    U mnie plus taki, że małe miasto i nie ma naprawdę dzikich tłumów. Na promocje spożywcze się nie rzucam, szczególnie przed świętami, bo są w co drugim dyskoncie :) Robię zakupy i tyle, to co potrzebuję. Najgorzej jak zabraknie czegoś przed długim weekendem. Wtedy musze stać w kilometrowych kolejkach do kasy z paroma rzeczami w koszyku :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas małe miasto a dzikie tłumy i tak się pojawiają. A z tym, że zabraknie czegoś przed dłuższym wolnym...znam to- dwie rzeczy w koszyku a godzina stania przy kasie. Ja wtedy zazwyczaj szukam panów w kolejce i grzecznie pytam czy mogę przed nimi przejść, bo kobiety raczej niechętnie puszczają i jeszcze się nakomentują. Ja osobiście jak widzę, że ktoś ma mało produktów to przepuszczam zawsze, nawet sama to czasem proponuję

      Usuń
    2. Ja nawet teraz, w ciąży, jak mam pełen koszyk, a ktoś za mną dwie rzeczy to przepuszczam. Ale sama też z tymi dowa rzeczami proszę. Po co mam stać 10 minut w kolejce, jak w minutę załatwię sprawę :)

      Usuń
  26. Tak sobie czytam i przypomniało mi się jak Moja Mama ostatnio opowiadała co się działo w Lidlu. Wybrała się tam przypadkiem, wracała z działki i potrzebowała jakiś drobiazgów, a że sklep po drodze no to wstąpiła. W sklepie pobojowisko istne. Produkty porozrzucane po podłodze. W koszach ubrania porozrywane. Jak się później okazało był to dzień gdy "rzucili" przeciwdeszczowe kurtki i spodnie dziecięce. W koszach pozostały pojedyncze sztuki z oderwanymi kapturami, powyrywanymi guzikami czy suwakami. Kobieta stojąca obok Mojej Mamy opowiadała jej że to 4 sklep w którym dziś jest w poszukiwaniu spodni dla wnuczki.
    Kolejna sytuacja. Dwa tygodnie temu otwierali sklep budowlany przy większym markecie. Ludzie z autobusu wybiegali i dosłownie pędem biegli do sklepu. Główna ulica, ruchliwa trzypasmówka była całkowicie zablokowana przez parkujące na niej auta osobowe.
    Na co? Po co? I dlaczego? Nie rozumiem.
    Ja chyba jestem albo zbyt leniwa albo zbyt wysoko cenię sobie swój spokój i zdrowie żeby nie brać udziału w takich akcjach.
    Promocje lubię nie zaprzeczę ale zawsze sobie przeliczę czy ta promocja to rzeczywiście jest prawdziwa czy tylko na papierku. Tak jak ze dwa lata temu wielka promocja na pieluchy była. Kupując wielką paczkę przecenioną ze stó iluś złotych na siedemdziesiąt ileś miało się tak dużo zaoszczędzić. A w przeliczeniu na sztuki wychodziło o 30gr drożej na sztuce niż w regularnej cenie. Niby nie dużo ale mówimy o różnicy na sztuce. Jak to możliwe? Podnieśli mocno cenę a później ją "sztucznie obniżyli" w rezultacie podnosząc cenę regularną. Ten kto nie orientować się w cenach mógł z łatwością nabrać się na "super promocję". Od tamtego czasu bardzo uważam na wszelkiego rodzaju marketowe okazje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to zawyżanie i obniżanie cen to znam:) Niejeden dał się na to złapać bo promocja. Ja uważam na takie oszustwa. Zamiast zaoszczędzić człowiek przepłaca i jeszcze w szale spragnionych promocji osób może oberwać

      Usuń
  27. Ja osobiście mam zawsze pecha i nie udaje mi się trafić na nic ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dość często trafiam na fajne rzeczy bez tłumów :)

      Usuń
  28. Dzicz, dzicz, dzicz dookoła nas....

    Ja nigdy nie brałam w tym udziału. Jeśli pójdę po południu i nie znajdę odpowiedniego rozmiaru to mówi się trudno i żyje się dalej. Kupię co innego, gdzie indziej, ale najważniejsze, że na spokojnie.

    Ostatnio byłam po południu w dniu, w którym zaczynała się promocja. Znalazłam co chciałam, rozmiar dobry, fason fajny. Buty dla jednej z dziewczynek. A nie, sorry, but. Drugi zaginął w porannej akcji. I tyle miałam z zakupów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile razy ja tak właśnie trafiałam- jeden but był, urwane guziki itp....masakra

      Usuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane