środa, 26 listopada 2014

Święta, święta...



Na te 3 dni czekamy cały rok. Zbliżają się wielkimi krokami.Za miesiąc na fb będą pojawiały się typowe dla tego okresu zdjęcia:) Jedni czekają na prezenty, inni na wolne od pracy, na choinkę, na jedzonko. Są osoby podchodzące do tego bardziej duchowo.Każdy znajdzie jakiś plus.

Zaczyna się gonitwa, czy ze wszystkim zdążę- sprzątanie, gotowanie i te sprawy spędzają niejednej osobie sen z powiek. Zastanawiam się po co to wszystko. Czy nie można na spokojnie przeżyć tych dni. Czy stanie w garach i jazda na mopie są najważniejsze?

Dla mnie święta są okresem radości, że mam bliskie osoby, z którymi mogę je spędzić. Że przebiorę się za Mikołaja dusząc się ze śmiechu pod maską tylko po to żeby moje dziecko miało radochę. 

Rok temu założyłam strój Gwiazdora. Akcja przebierania się odbywała się w piwnicy. Robiłam to z nadzieją, że nie spotkam nikogo z sąsiadów, żeby na zawał nie padli:) Spodnie były na mnie troszkę za długie- naciągnęłam je więc po same pachy i powędrowałam na górę. Młoda leżała na podłodze machała nogą i w nosie miała gościa z prezentami. Wydaje mi się, że stres też zrobił swoje:) Weszłam rozdałam prezenty...kucnęłam i spodnie pękły na dupsku...szybka ewakuacja żeby się nie zorientowała. W tym roku zrobię to ponownie. PT twierdzi, że nie wytrzymałby ze śmiechu w przebraniu. L widząc reklamy w tv mówi, że z tatą otworzą Mikołajowi drzwi i on przyniesie prezenty. Prezenty prezentami ale mała Terrorystka najbardziej czeka na pierniczki, które będzie kradła z choinki. Wspomina o tym już od wakacji kiedy tylko mijamy jakiegoś świerka na spacerze :)

To czy zrobimy rybę pod 5 postaciami, upieczemy czy kupimy ciasta i inne dodatki na stół jest moim zdaniem mało ważne. Oczywiście robię kilka standardowych potraw na tę okazję, ale nie spinam się, nie ma akcji postaw się a zastaw się a później narzekanie, że przez święta się spłukaliśmy. Nie cierpię też imprez z hektolitrami alkoholu. Wszystko jest dla ludzi ale bez przesady. Dla mnie nie to jest najważniejsze. Wolę pobawić się z Młodą, pójść na spacer. Poleżeć pogapić się w tv. Spotkać się z rodziną. Nie lubię też akcji typu uśmiechamy się do siebie bo tak wypada. Jeżeli ktoś przez cały rok nie przepada za mną, nie mamy najlepszych kontaktów to sorry ale nie będę udawać bo są święta i nie ładnie komuś przykrość sprawiać. Uważam, że powinno się odnosić do drugiego człowieka z szacunkiem i dobrocią przez cały czas- nie tylko przy okazji świąt. Normalnie nie potrafię strawić czegoś takiego. Sztuczny uśmiech, klepanie po plecach a za nimi obrabianie dupska i motanie.

Jak wspominam święta w domu rodzinnym? Zawsze coś się działo. Najczęściej jednak ja i mój brat umilaliśmy rodzicom czas kłótniami. My walczyliśmy dosłownie o wszystko :D Oczywiście padały komentarze, że są święta, żebyśmy wyluzowali...niewiele to dawało. Teraz brakuje mi tego:) Młody jak czytasz zadzwoń do mnie w Wigilię to się pokłócimy trochę:)
Zawsze wspólnie robiliśmy sałatkę jarzynową- bez kitu ale taka ilość jak szła u nas to chyba nigdzie tyle nie zjadali. Do reszty nie mieliśmy dostępu- wszystko robiła Mama:) Ja też nie lubię jak mi się ktoś wcina w gary więc teraz to rozumiem...ale kiedyś mnie to irytowało i to dość mocno.
Kolacja wigilijna była uzależniona od tego jak pracowała Matula:) Raz odbywała się o 16 raz o 20:) Stałej pory nie mieliśmy. Później szukanie pierwszej gwiazdki. Mikołaj przynosił w tym czasie prezenty. Bez kitu do tej pory nie wiem jak Rodzice to robili ale nigdy nie udało nam się znaleźć ukrytych paczuszek.Wielkie brawo za pomysłowość.

Pasterka.  Jednego roku poszłyśmy z koleżanką usiadłyśmy w ostatniej ławce i...zasnęłyśmy. Msza się skończyła, podszedł do nas chłopak i przerwał sen. Innym razem z Mamą moją stałyśmy również na końcu. Unosząca się woń alkoholu była nie do zniesienia. Co chwilę wynosili kogoś albo wyprowadzali. Omdlenia i zasłabnięcia w tłumie się zdarzały.  W pewnym momencie dostałyśmy z Mamą takiego ataku śmiechu, że wyszłyśmy na zewnątrz. Ja wiem, że to nie miejsce, sytuacje też niezbyt zabawne...ale to chyba ten parujący alkohol tak na nas wpływał.

Świętowanie. Tata od rana na nogach chodził i czekał aż wstaniemy na śniadanie. Nie było opcji, że ktoś zje dopóki wszyscy nie usiądą przy stole. W piżamach czy garniturze- ważne było, że jest cała nasza 4 chyba, że Mama była w pracy a później 5 bo doszedł do naszej rodziny Bobek (pies).
Później była samowolka. Każdy robił to co lubi, oglądanie tv, opychanie się sałatką , mandarynkami itp. Bez kitu ja na święta to mogłabym mieć tylko sałatkę, rybę po grecku i pierogi nic więcej mi do szczęścia nie trzeba:) Podrośliśmy jednak i zaczęło się imprezowanie...ale śniadanie i tak pozostało bez zmian. Odwiedzaliśmy również rodzinę, nas odwiedzano. Fajnie spędzało się czas. Aaa i zawsze z Mamą chciałyśmy mieć ładną choinkę. ładną to znaczy kolor lub dwa i styknie. Ubierałyśmy ją według tych ustaleń. Tata jednak ma trochę inną wizję ładnego drzewka i zawsze nawalił jeszcze tonę bombek z misiami, laleczkami itp. Tak żeby było jak w naszym dzieciństwie:)

Nie byłam nauczona w domu jakiegoś przesadnego przeżywania i perfekcyjnego organizowania świąt. Idealne święta to dla mnie luz, każdy odpoczywa nie przerzucamy na siebie obowiązków, nie gonimy za uznaniem z każdej strony dla naszych wyczynów. Róbmy tak żeby każdy przeżył ten czas bez nerwów, na spokojnie. To, że ryba się rozpadnie, barszcz będzie za słabo doprawiony jest niczym przy uśmiechu na twarzy najbliższych. Nie takiego wymuszonego z powodu okazji- takiego jak najbardziej naturalnego :D

Na koniec moja radość z prezentów.





9 komentarzy:

  1. ooo u nas też sałatka jarzynowa szła jak świeże bułeczki. Pamiętam, że mieszaliśmy ją w wielkiej misce i często do wigilii zostawała tylko mała salaterka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle lat minęło a sałatka nadal króluje na naszym stole:) jest ponadczasowa i się nie nudzi:)

      Usuń
  2. Nie wiem o co kaman z tą salatką, ale moja babcia tez zawsze robila. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mogłabym na święta jeść tylko sałatkę nic więcej mi nie potrzeba :D

      Usuń
  3. Swietne zdjecie! We Wloszech troche inaczej obchodzi sie swieta- nie ma kolacji wigilijnej, prezenty wrecza sie rano w Boze Narodzenie i ogolnie nie czuc zbytnio atmosfery swiat. Moze przez to, ze sniegu brak, czy ja wiem? Ale i tak nie moge sie doczekac!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana, zdjęcie 1-sza klasa:D
    Dla mnie święta były czymś pięknym do pewnego momentu... Potem człowiek dorastał i widział tą sztuczność, zero radości itp... Wiem, że w tym roku, zobaczę sztuczne uśmiechy, sztuczne wymuszone życzenia itp. Ale nie mogę się doczekać aż wrócę do domu z Małą i zobaczę jej mine jak znajdzie prezenty pod choinką. szczególnie że jeden ma +/- 1 metr średnicy:D (pozazdrościłam Ci kochana worka-pufy;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pufa jest genialna :D Ja przebieram sie za Mikołaja więc może być zabawnie:)

      Usuń
  5. Amen!

    Ciekawe jak w tym roku L zareaguje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiam :) Wszyscy na pewno będą rechotać a ja muszę powagę zachować :) Dobrze, że mam maskę :)

      Usuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane