wtorek, 2 grudnia 2014

Konfliktowe pokolenia.

Konflikt między dziećmi i rodzicami to temat stary jak świat. Mnóstwo poradników, cudownych sposobów na jego zażegnanie lub chociaż przetrwanie. Jak się to ma do praktyki? Nijak. Tak jak na bunt dwu, trzy, czterolatka itp. nie ma takiego, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamieni horror w sielankę :P

Przeczytałam kiedyś tekst o sposobach na bunt dwulatka. Na koniec było bardzo fajne zdanie, że jeśli nie radzisz sobie z maluchem nie czytaj o buncie nastolatków. Ile w tym prawdy? Bardzo dużo.
Skupię się na własnych doświadczeniach z tym wszystkim związanych.

W domu było "normalnie" jeśli tak to można nazwać :). Żadnej przemocy, okazywanie uczyć, zainteresowania dzieciom. Rodzice starali się jak mogli. Czy ich metody wychowawcze były skuteczne. Wtedy chyba nie. Po latach jednak twierdzę, że robili dobrze. Mama wałkowała poradniki chcąc znaleźć rozwiązanie. Wpadła mi w ręce jedna z książek.Coś o rodzeństwie bez rywalizacji czy coś takiego. Pytam czy okazała się pomocna. Mama odpowiada, że może nie do końca ale pomogła Jej nas po części zrozumieć. Wojny były i to takie z wybuchami porównywalnymi co najmniej do strzału miny przeciwczołgowej ( jeśli taka jest). Żyjemy jednak każdy z nas ma się dobrze.

Jestem osobą z ciężkim charakterem- niejeden człowiek mi to próbował uświadomić. Nie musieli ja to wiem i są momenty kiedy sama od siebie chciałabym odpocząć ale się nie da. Zawsze chciałam mieć wszystko na teraz. Nie raz walczyłam krzykiem, darłam się i efektów nie było. Zdarzało się, że opieprz dostałam, ale rodzice starali się na spokojnie przedstawić mi swoje stanowisko. To jeszcze bardziej zaostrzało atmosferę. Co ja poradzę, że narwana jestem. Walczyliśmy tak dość długo. 
Ja nie rozumiałam ich obaw, przecież byłam już taka dorosła. Buntowałam się kiedy mi czegoś zabraniali. Teraz z perspektywy czasu wiem, że nie chcieli dla mnie źle, ale wtedy...zresztą sami wiecie. 
Pamiętam jak chciałam jechać na imprezę. Cały tydzień lamentu, gorzkich żali. Zgodzili się- kasa w kieszeń makijaż i lecisz. I co? Wcale na tej imprezie nie było już tak fajnie jak mogłoby się wydawać. Wiadomo, że zakazany owoc najlepiej smakuje. Pojawia się jednak dylemat czy pozwalać na wszystko i mieć spokój bo dzieciak nie będzie wojował, czy stawiać zakazy. Szczerze nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Z Młodą próbuję różnymi sposobami. Dziś są efekty, jutro ich nie ma. Bądź więc człowieku mądry.

Dość często można usłyszeć : jak sobie pozwoliłeś w dzieciństwie na głowę wejść teraz masz tego skutki. Nie uważam, żeby to było głównym wyznacznikiem problemów z nastolatkiem. Temperament człowieka również odgrywa dużą rolę.Rodzice byli wychowywani w inny sposób, nas wychowują inaczej nie chcąc popełniać błędów z przeszłości. Popełniają nowe, my będziemy popełniać kolejne. Ten co nic nie robi się nie myli- tak już skonstruowany jest świat. Chcesz pozwolić potomkowi na to czego zabraniali ci rodzice. Myślisz będzie ok...w praktyce jednak nie jest. W tym momencie przypominasz sobie jak z tobą "walczono" i zaczynasz stosować tamte metody. Przynoszą skutek. Jest super. Jednak zaświeca ci się lampka. Wracają wspomnienia, to jak się czułeś gdy ciebie tak traktowano. Pojawiają się wyrzuty sumienia, że miałeś tego nie robić a jednak stało się. Zawsze będą miotały tobą rozterki. Nikt jednak nie mówił, że będzie łatwo. 

Co jest ważne w życiu z nastoletnim buntownikiem? Najważniejsze nawet- to, żeby zawsze wiedział, że może się do ciebie zgłosić z każdym problemem, że zawsze będzie miał wsparcie. To, że w tym okresie rówieśnicy są na pierwszym planie nie oznacza, że ty rodzic jesteś na dalszym. Jesteś dzieciakowi potrzebny bardzo- nawet bardziej niż w momencie nauki samodzielnego chodzenia, jedzenia czy ubierania. On ci tego nie powie, po cichu czeka aż się domyślisz. Pierwszy krok należy do ciebie. Nie zrażaj się porażkami, pyskowaniem. Jeżeli zobaczy, że nie dajesz za wygraną zmięknie szybciej niż można się było tego spodziewać. Wojna nie będzie wygrana ale jedna bitwa już do przodu.

Kiedy zrozumie, że wcale nie chciałeś źle? W momencie kiedy założy swoją rodzinę, urodzi się dziecko. Moja Młoda miała jakieś pół roku bawiłam się z Nią i nie wiem skąd naszły mnie myśli o przyszłości. Oglądając wiadomości ciągle słyszy się o tragediach. Normalnie już wtedy zaczęłam się bać o L. O to co może wykombinować, co mogą zrobić inni ludzie. Daleka droga do tych momentów a ja się zastanawiam jak sobie z tym poradzę. Doskonale rozumiem teraz moich Rodziców. Chylę przed nimi czoła. Nie mieli łatwo...a jednak dali radę. Teraz bardzo mi pomagają w opiece nad Młodą. Zawsze mogłam i nadal mogę na Nich liczyć. Konflikt pokoleń został zażegnany. Musiało upłynąć wiele wody w miejscowej rzeczce zanim się to stało ale lepiej późno niż wcale.

Na koniec trochę na wesoło. W niedzielę poszłyśmy z Mamą do kina. Film "Dzień dobry kocham Cię" grany o godzinie 20. Wyszłam wcześniej z domu w celu zakupu wałówki. Bez chipsów i coli nie chodzę do kina :) Zaszłam po Maminę. Tata już od początku martwił się jak ja sama wrócę do domu. Nie powiem boję się sama łazić po nocy. Kiedyś jednak latając na imprezy mi to nie przeszkadzało. Wiem starzeję się i to kolejny na to niezaprzeczalny dowód :P Wchodzimy do kina. Bilety zakupione udajemy się na seans. Babcia najstarsza na sali, ale Jej to nie przeszkadza. Film fajny można się pośmiać. Jednak jeśli co chwilę z prawej strony słyszysz Świnkę Peppę to można oszaleć. Najpierw ze śmiechu, później z zimna sobie Mamuśka moja chrumkała. Zimno było bo prawie całe miasto bez ciepła w grzejnikach. 
Wychodzimy z kina pan mocno trącony prosi o zapalniczkę. Daję mu. Koleś coś tam jeszcze zagaduje...Mama moja w kącie dusi się ze śmiechu a ja próbuję być poważna. Dobra odprowadziła mnie trochę a i tak w domu się nasłuchała, że powinna mnie odstawić pod same drzwi. Gdzie podział się konflikt z przeszłości? Uśpiony czeka aż L podrośnie :D


1 komentarz:

  1. za każdym razem jak słyszę coś złego na temat innych dzieci powtarzam sobie nie śmiej się lub nie krytykuj bonie wiadomo co nasze może wywinąć....już się tego boję!

    OdpowiedzUsuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane