Przejdź do głównej zawartości

Zabawki...to nuda :)



Dziecię moje zabawek ma pod dostatkiem...zabawki leżą w pudłach, przewalają się pod nogami.
Choćby człowiek słonia na złotym łańcuchu Jej dostarczył...nie ma opcji. Sięgnie po książkę.

Czytamy więc kilkanaście razy dziennie. Młoda większość opowieści zna już na pamięć. 
Dziś pokażę Wam kolejne fajne książeczki, które dotarły do nas od Wydawnictwa Babaryba (klik). Z tego co widzę na stronie aktualnie są dość ciekawe promocje :)

Gałgankowy Skarb.

Historia małej Kasi i zagubionej lalki. 


Książeczka, którą znają podobno wszyscy...muszę się przyznać, że mimo tego, że przeczytałam w życiu wiele książek- tej nie znałam.

Rymowana opowieść o zaginionej lalce i jej poszukiwaniach- jest numerem jeden na liście czytelniczej Młodej. Czytamy Kasię, czytamy Kasię słyszę po przebudzeniu.
Kładziemy się, siadamy- zależy od pory dnia i uczestniczymy w szukaniu lalki.

Nieraz coś nam zginęło, nieraz nasze dziecko zapodzieje zabawkę...wiecie jak to się kończy- tak samo jak w wierszyku.


Wszyscy szukają...w najbardziej nietypowych miejscach...zguby niestety nie odnajdują...



Alarm syreny jest coraz głośniejszy...



Żeby pocieszyć płaczące dziecko- kombinujemy na wszystkie możliwe sposoby, które niestety nie pomagają.



Wreszcie gdy ukochana rzecz się znajduje powraca uśmiech na twarzach.

Książeczkę polecam. Większość z Was powróci do czasów dzieciństwa...kolejne osoby tak jak ja poznają twórczość Zbigniewa Lengrena.
Bardzo podobają mi się również ilustracje. Proste,ale przykuwające uwagę.


Kolejna pozycja to nie lada gratka dla fanów matematyki...i nie tylko dla nich.


Liczę do 100. Książeczka, która bezboleśnie wprowadzi dziecko w świat liczb. 
Za górami w lesie mieszkają sobie misie, które łapki mają, miodek też wcinają...mnóstwo przygód przeżywają i dzieciaki do liczenia zachęcają... mogłabym jeszcze trochę popisać, ale zobaczcie sami.








My póki co liczymy do 30- później Młodej się już nie chce. 
Książka oprócz liczenia daje możliwość wymyślania historii. Dziecko moje ostatnio siada i opowiada mi coraz to lepsze opowieści.
Moim zdaniem- rewelacja:)

Znacie książkę "Kto prowadzi'?


Jak wiecie, albo nie- moja Młoda ma wiele zainteresowań. Książeczka ta była strzałem w dziesiątkę.
Pojazdy plus nauka angielskiego- L aż piszczała kiedy pierwszy raz wzięła do rąk "podręcznik".

Jeżeli jesteście osobami, które wprowadzają dzieci w świat języka angielskiego jest to pozycja dla Was.
Nauka języka obcego wcale nie musi być nudna. Połączenie jej z ciekawymi postaciami i sytuacjami jest według mnie genialne. Przez zabawę, bez nacisków wprowadzamy obce wyrazy do słownika najmłodszych. To wszystko zaprocentuje w przyszłości. 











Wesołe zwierzaki przyciągną uwagę niejednego malucha.

Na koniec przedstawię Wam książkę, która póki co chyba bardziej bawiła rodziców niż dziecko.
Mowa o...




Zbiór powiedzonek warszawskich, cudowne ilustracje.  Mądra matka czytając dziecku...zamiast


słowa pupa użyła odpowiednika na literkę d. Młoda przeszczęśliwa biega i powtarza. Niestety ja znałam tę brzydszą wersję i zamiast dokładnie przeczytać powiedziałam co powiedziałam...
Jak dziecię moje chce poczytać mówi, że bierzemy Sraty taty d...w kraty. Idzie więc matka pokornie i czyta już dokładnie każdą literkę.

Mi osobiście największy ubaw sprawił


od razu przypomniałam sobie PT z porodówki...wyglądał właśnie jak dezerter z Powązek.




Znacie pokazane przeze mnie tytuły?
Jeśli tak jakie są Wasze odczucia?

Książki znajdziecie na stronie Wydawnictwa Babaryba http://babaryba.pl/sklep/ ( klik).