sobota, 14 czerwca 2014

Nauka przez zabawę

Z racji tego, że moja córka jest dzieckiem ciekawym świata i wszelkich nowości oraz bardzo szybko zdobywa nowe umiejętności staram się jak mogę wspierać jej rozwój i zainteresowania. Słyszałam już wiele komentarzy próbujących "ostudzić" mój zapał...ale ani przez chwilę nie miałam zamiaru rezygnować :) Wiem, że nie powinnam robić niektórych rzeczy, ponieważ nasz system edukacji został zmodyfikowany i dopiero szkoła powinna uczyć dziecko czytania, pisania itp.,ale widząc jaką radość sprawia to Lence nie mogę tego nie robić :) 

Wielu z Was za pewne pomyśli, że mi się w głowie poprzestawiało i męczę dziecko...otóż nie... stosuję tu zasadę" Podążaj za dzieckiem". Sprawdzam, próbuję, kombinuję ale to i tak Młoda jest w tym duecie osobą, która decyduje co, jak i kiedy... Jak już wcześniej wspomniałam uczymy się angielskiego. Zaczęło się od liczenia...później proste zwroty ( przedstawienie się, kocham cię itp.). Zajączek Wielkanocny był na tyle łaskawy, że podarował książeczkę z obrazkami i napisami po angielsku...szybko jednak została opanowana. Będąc w Rossmannie trafiłam na karty obrazkowe Czuczu, które gorąco polecam. Jest to jedna z ulubionych zabawek Młodej. 

Zabawki, które uwielbiam kupować to drewniane układanki- z obrazkami, literkami, cyferkami- w dodatku można je znaleźć w naprawdę dobrych cenach w Biedronce. Cyferki Lenka załapała bardzo szybko, z alfabetem ma jeszcze trochę problemów ale nie robimy z tego tragedii. Wchodząc do sklepu widząc ceny L potrafi powiedzieć : Mamo cyferka 5, mamo cyferka 3...ludzie często dziwnie na nas patrzą, niektórzy pytają w jakim wieku mam dziecko...i nie wierzą, że już tyle wie...ja w sumie zanim zostałam matką w takie cuda nie do końca dowierzałam. A jednak jest to możliwe. Nie mówię tu o rodzicach, którzy całymi dniami wałkują dziecko aby tylko się czegoś nauczyło, żeby było się czym pochwalić...nie tędy droga... Nie powiem jestem dumna z osiągnięć mojej córki, ale nigdy nie będę robić niczego czego nie będzie chciała. 

Książeczki, które bardzo lubię za równo ja jak i dziecię moje kupowane są bardzo często. Czytamy, oglądamy czasem po kilkanaście razy dziennie (większość jak każdy rodzic znam już na pamięć). Nie bójcie się jednak moja L ogląda też tv...żeby nie było, że u nas tak idealnie i tylko książki nauka, układanki. Za bajkami nie przepada...programy muzyczne wręcz ubóstwia...wiem, że nie powinna za dużo czasu spędzać przed telewizorem i włączam jej też radio.Śpiewa, tańczy- jest wesoło. Lubi słuchać wierszyków...i później je powtarzać... ostatnio podłapała tekst mojej Mamy : Koniec imprezy gacie na dupę... i choćby człowiek chciał nie można się nie śmiać...:)

Zabawa na podwórku wygląda różnie...wychodząc do piaskownicy spędzamy w niej kilka minut a później biegamy ( dosłownie) wszędzie gdzie tylko się da. Staram się wpajać młodej zasady "panujące" na palcu zabaw...ale czy tam są jakieś zasady...otóż ostatnio stwierdziłam, ze są...większość dzieci nie pozwala do siebie podejść bojąc się, że ktoś je pobrudzi i utwierdzani są w tym przez swoich rodziców i babcie. Ale nie generalizuję bo trafiają się też dzieci i ich opiekunowie z którymi można na prawdę fajnie spędzić czas. Lenka wie...że nie może zabierać innym dzieciom zabawek i jeżeli bierze coś to powinna ( nie musi) podzielić się także swoimi. Póki co nie mamy z tym problemów, ale co będzie w przyszłości- nie wiem. Czas pokaże. Idąc do wspomnianej piaskownicy pozwalam Młodej na dużo- tarza się w piasku, sypie sobie na głowę i wszędzie gdzie popadnie- jeśli nie ma dzieci...w grupie panują trochę inne zasady i tych musi się trzymać. Zapomniałam i najważniejszej pasji poza fryzjerstwem ( czytaj szarpanie i rozwalanie maminej i babcinej fryzury)- mianowicie chodzi tu o gotowanie. Lenka od Mikołaja dostała kuchnię, w której namiętnie każdego dnia gotuje nam krupnik. Każdy kto nas odwiedza musi razem z nią robić obiad. Lustro myje razem z nią zęby. Uczy się także podstawowych obowiązków domowych ( ale to nic nadzwyczajnego w procesie socjalizacji) takich jak odkurzanie, ścieranie kurzu, układanie ubrań w szafkach, wkłada pranie do pralki itp. Zmywa też naczynia ale póki co w swojej małej kuchni. W sklepie płaci za zakupy- matka robi za tragarza:). 

Jak już wspomniałam niczego jej nie narzucam, wspieram, pomagam w dążeniu do bycia jak najlepszym człowiekiem.

2 komentarze:

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane