Przejdź do głównej zawartości

Nie chcę, do widzenia!

Źródło: internet

To, że moje dziecko jest ufne, towarzyskie i bardzo otwarte na kontakty z ludźmi już wiecie.
W tym poście (klik) pisałam jak to Młoda porzuca matkę i idzie w siną dal.

Tłumaczyłam Jej i są efekty. Siedzimy ostatnio w poczekalni do lekarza i przyszła bardzo bliska znajoma. Mówi do Młodej żeby poszła z nią do gabinetu po naklejki. Młoda daje rękę i... nie puszcza mojej- mówi: Mama idzie z nami. Ok punkt dla mnie- udało mi się do L jakoś dotrzeć i mam nadzieję, że nie będzie już z tym tematem problemów.

Mała Terrorystka każdemu napotkanemu człowiekowi mówi dzień dobry...czasem powtarza kilka razy aż Jej ktoś odpowie( nie zawsze ludzie odpowiadają co bardzo Ją irytuje). Tego jednak Jej nie zabronię.

Szłyśmy wczoraj do lekarza. Przechodzimy koło szkoły. Młodzież akurat wychodzi na przerwę. L krzyczy dzień dobry ludzie. Licealiści zadowoleni z wielkimi uśmiechami machają do Niej i odwzajemniają powitanie.

Po południu wybrałyśmy się na rower.


Krążyłyśmy tak po osiedlu. Driver szczęśliwy. Spotykamy mężczyznę.
Starszy pan w ciemnych okularach. Młoda oczywiście przywitała się a pan...wyskakuje z tekstem chcesz lizaka? L ku mojemu zaskoczeniu powiedział nie chcę, do widzenia! i pomknęła dalej.

Teraz zaczynają się schody. Po pierwsze dziwi mnie czemu pan nosi w kieszeni lizaki i jak tylko dziecko się do niego odezwało od razu je proponuje. 
Może miał dla wnuka ok- może i tak było. Mi się w to jednak za bardzo wierzyć nie chce.

Postanowiłam z dzieckiem mym na ten temat porozmawiać. Mówię, że nie może brać od nikogo obcego żadnych słodyczy itp. Nie może oddalać się od rodziców, dziadków (w zależności z kim jest na podwórku- w formie utrwalenia tego co już wie).

Młoda słucha, chwila pomyślunku. Odpowiada: L nie może rozmawiać z panem w kapturze, który sprzedaje jajka...kurde z tym panem może rozmawiać- mijamy go codziennie, jest znajomym mojego Taty.

Nie chcę mojego dziecka straszyć ludźmi. Nie chcę z Niej robić dzikusa i każdego napotkanego człowieka podejrzewać o najgorsze zamiary. Jednak opisana przez mnie sytuacja dała mi wiele do myślenia i tak na prawdę nie wiem co zrobić, jak Młodej to wszystko wytłumaczyć żeby było dobrze...

Sytuacje z mojego dzieciństwa Wam jeszcze przedstawię.

1. Do mojego Taty dotarły informacje, że pod podstawówką, do której uczęszczaliśmy z Bratem ktoś rozdaje dzieciom narkotyki. Pogadanka na ten temat była, że mam od nikogo nie brać żadnych cukierków. Tak sobie wzięłam to do serca, że w momencie kiedy ktoś z klasy miał urodziny i rozdawał słodycze ja nie brałam:)

2. Malutka byłam. Poszłam z Mamą na zakupy. Idzie starszy mężczyzna. Patrzy na mnie i mówi chodź ze mną...ja puszczam Mamę i idę z nim. Ona rzuca siatki leci za mną i wyrywa mnie od niego. Wyzywa faceta aż iskry idą. Wracamy do domu...siedzę mętny wzrok. Rodzicielka moja pyta się co się dzieje. Odpowiadam : mamusiu koło w głowie. Wziął mnie facet zauroczył. Opowiadała to moja osobista Mamina, która nie wierzy w żadne hokus- pokus czary- mary, duchy, zabobony itp.

I tak po dzisiejszej akcji przypomniała mi się ta sytuacja, którą znam z opowieści i szczerze powiem zaczęłam się bać o Młodą. Wiem, że nie każdy będzie miał złe zamiary, ale może i taki się trafić. Muszę pogłówkować i wbić L do główki zasady, które zapewnią Jej bezpieczeństwo.
Najważniejszą z nich jest ta, że dziecko moje do ukończenia 7 roku życia ( jak prawo nakazuje) nie będzie samo spędzało czasu na podwórku. Możecie mnie uważać za nawiedzoną mamuśkę, ale wolę być taką i mieć bezpieczne dziecko.Słysząc słowa, że muszę Jej pozwolić poznać samodzielnie świat skutecznie podnoszą mi ciśnienie.