Przejdź do głównej zawartości

Nie odbieraj mi rodziców!


Alkohol jak wszystkie inne rzeczy jest dla ludzi. Jednak coraz częściej ludziom brakuje umiaru w piciu. Cierpią na tym całe rodziny a najbardziej często nieświadome niczego dzieci,
Nadużywanie alkoholu nazywane jest nałogiem, chorobą. 

Jeżeli jest nazywane chorobą to znaczy, że trzeba ją leczyć. Jednak sam zainteresowany najczęściej nie widzi w tym problemu. Nie on ma kłopoty, lecz ludzie, którzy go otaczają. To im przeszkadza "hobby" taty/ mamy/siostry/brata itp.
Wysłanie na odwyk jest możliwe jeżeli "chory" wyrazi na to zgodę. Nie wyraża jej i dalej oddaje się przyjemnościom.
Co w tej sprawie robi nasze państwo?

Daje "choremu" zasiłki, ponieważ nie jest zdolny do pracy, jego organizm staje się coraz bardziej niewydolny...
Przychodzi po pomoc osoba, której dochód przekroczył próg o śmieszne parę złotych. Pomocy nie otrzymuje, ponieważ nie spełnia kryteriów.

Spełnia je jednak osoba pijąca. Bierze pieniądze na najważniejsze potrzeby. Gotówka prędko ląduje w kasie sklepu monopolowego.
Czy to jest pomoc? Dawanie środków na pogłębianie uzależnienia?
Chyba nie tędy droga.

Nie rozgraniczam tu kto więcej pije- kobiety, czy mężczyźni. 
Przyglądam się sytuacji kiedy jest związek/ małżeństwo- jeden z partnerów nadużywa trunków- drugi od niego odchodzi. 
Jedni przyklasną, inni zlinczują- jak możesz zostawiać człowieka w chorobie? Można usłyszeć z różnych stron.

Nie dziwię się osobie odchodzącej- nic nie działa- prośby, groźby, próba leczenia z nałogu. Dlaczego trzeba to wszystko znosić? W imię miłości, przysięgi małżeńskiej?
Sorry ale nie przemawia to do mnie. Jeżeli się kogoś kocha nie wyniszcza się siebie i drugiej osoby, z którą dzieli się życie.
Pomoc najbliższych często wygląda tak- nagadam mu/jej, że to złe, nie może tak robić itp. Przychodzi moment rodzinnej imprezki i jak pomaga osoba wygłaszająca mądre postulaty? Dolewa kolejną szklaneczkę, dba by kieliszek nie był pusty...
Smutne to ale prawdziwe.

Czas na dzieci.

Na początku są niczego nieświadome. Tatuś/ mamusia są po prostu zmęczeni i muszą się przespać.
Później stan nieważkości rodzica odbierają jako idealną okazję do wyciągnięcia kasy/ prezentów. 

Z czasem maluch dorasta. Widzi co się dzieje i zaczyna się wstydzić swojego rodzica. Nie zaprasza znajomych do domu, stara się unikać trafionego ojca/ matki na ulicy żeby nie było wstydu przed znajomymi.

Jedni się buntują i próbują walczyć z nałogiem dorosłych. Często jest to walka z wiatrakami. Szereg przedstawionych argumentów jednym uchem wpada, innym wypada. Powoduje wściekłość otumanionego dorosłego. 
Czasem się nawet obrywa- za prawdę, za niechęć, za wstręt do alkoholu.

Inni natomiast dają sobie na spokój. 
Matka/ ojciec na trzeźwo jest nie do zniesienia, staje się agresywny. Lepiej niech się napije będzie wtedy "normalnie". Normalnie czyli jak? Położy się spać, wstanie, napije się znów i tak minie kolejny dzień transu.

W powyższych sytuacjach często najmłodsi przejmują obowiązki dorosłych. Zajmują się domem, młodszym rodzeństwem. Gotują obiady, ogarniają dom. Czują się odpowiedzialni za rodzinę, za rodziców. Zdarza się również, że słyszą wyrzuty, że to przez nich się pije. Gdyby nie ich zachowanie na pewno rodzic nie sięgnąłby po trunek. Guzik prawda. Najłatwiej przerzucić odpowiedzialność na zastraszoną istotę za własne niedociągnięcia, słabości. 

Żyjąc w takim otoczeniu dzieciak narażony jest na szereg konsekwencji w dorosłym życiu.

Może sam zacząć pić- przecież to samo było w domu, to nic złego. 
Nie będzie potrafił ułożyć sobie życia. Relacje z innymi ludźmi będą zaburzone.
Nigdy nie założy rodziny bojąc się powtórki z dzieciństwa. Mając spore doświadczenie w wypełnianiu obowiązków dorosłych za młodu- będzie chciał od tego odpocząć.
Zarzekając się, że nigdy nie wybierze partnera, który będzie pił jak ojciec/ matka- trafia na dokładnie taką samą osobę i historia się powtarza. Z tego co wiem partnerów podświadomie wybieramy na wzór swoich rodziców.

Młodzież wyprowadza się z domu. Cieszy się, że w końcu odpocznie od odoru wina/piwa/ wódki. Od awantur itp.
Spotyka się z rodzicem albo i nie. Jednak co dzieje się w głowie takiego człowieka?

Mimo, że twierdzi, że los matki/ ojca go nie interesuje. W głębi duszy martwi się, chciałby dla nich jak najlepiej. Nic nie może jednak zrobić i patrzy na upadek osoby, którą kocha najbardziej na świecie. 

To, że wypijesz sobie raz na jakiś czas jakiś trunek nie robi z ciebie alkoholika. Jeżeli na imprezie zdarzy ci się przekroczyć normę spożycia- życie. Jednak pamiętaj, że w tym przypadku granica jest bardzo cienka i łatwo pójść nie tam gdzie trzeba.
Nie chcesz za pewne aby twoje dziecko znalazło się w opisanych przeze mnie sytuacjach. By czuło się gorsze tylko dlatego, że ty nie potrafisz poradzić sobie ze słabościami. Jak ma się nauczyć walczyć z przeciwnościami losu widząc staczającego się rodzica...?