poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Żyć czyimś życiem...

Oglądamy tv, zaglądamy do internetu, słuchamy informacji na temat innych osób.
Na co dzień żyjemy czyimś życiem.
Nasze własne toczy się własnym torem, jednak sprawy innych bardzo nas interesują.
Wczorajszy dzień przeżyłam po części z rodziną. Drugą część dnia i nocy spędziłam z pewną "Złodziejką..."

Mowa oczywiście o książce. Wiecie, że uwielbiam czytać. Na chwilę odrywam się od swoich problemów i przeżywam to co bohaterowie wybranej powieści. Na tyle muszę wytężyć szare komórki, że sprawy przyziemne przestają istnieć. Resetuję się, nabieram dystansu do wielu rzeczy. 
Można obejrzeć film- nie przeczę. Dla mnie jednak przeczytanie książki jest o wiele ciekawszą formą spędzenia czasu samotnie ( prawie samotnie- Młoda też chciała ze mną czytać...najpierw przetrząsnęliśmy całe mieszkanie w poszukiwaniu książki od Babci, później kręciła się, wierciła i tak kombinowała, że skupić się nie mogłam).

Nie będę Was już dłużej trzymać w niepewności. Przedstawiam 

Źródło: internet

Książkę poznałam dzięki Kasi (klik). Na początku moje nastawienie nie było najlepsze. Rozwódka wyjeżdża opiekować się chorą ciotką...kurcze jakoś nie dla mnie pomyślałam.
Zastanowiłam się jednak chwilę, ponownie spojrzałam na okładkę ( tak ja oceniam książki po okładce)  i zażyczyłam sobie jako prezent na Dzień Kobiet właśnie "Złodziejkę".

Wzięłam ją do ręki już jakiś czas temu. Niestety odłożyłam bo było mnóstwo "ważnych" spraw.
Wczoraj jednak nie było mocnych. Zaczęłam moją przygodę z powieścią Anny Sakowicz.
Co mogę powiedzieć o książce?

Żaden ze mnie krytyk literacki ale trochę Wam opowiem ( może zachęcę do przeczytania).

Bohaterka jak już pisałam jest rozwódką. Samotnie wychowuje nastoletnią córkę. 
Joanna jest nauczycielką. Trochę zmęczoną obowiązkami zawodowymi. Postanawia iść na urlop.
Planuje...a jak to z planami bywa- przeważnie się zmieniają. Czasem same, czasem ktoś im w tym pomaga.

Mama bohaterki ma dla niej nietypową propozycję- oczywiście nie ma opcji jej odrzucenia.
Na rok wraz z córką ma wyjechać do chorej ciotki, która wymaga opieki a nikt inny nie może się nią zająć.
Jak wiadomo z mamą się nie dyskutuje i grzecznie robi to co mówi ;)

Zamiast nudy w miejscu "zesłania" bohaterka przeżywa niezwykłe przygody. Za namową córki zakłada bloga, piecze ciasta, poznaje nowych ludzi. 
Wcześniej nie miała czasu na pisanie. Teraz kiedy wolne minuty się znalazły...brakuje jej weny. Nie mówię, że nic nie stworzy. 

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej zajrzyjcie do książki. Powiem Wam, że naprawdę warto.

Moje przemyślenia po przeczytaniu...

Marzenia nieodłączna część naszego życia. Czasem są bardzo przyziemne i szybko udaje nam się je zrealizować. Są też takie, których się boimy, ich realizację odkładamy na później. Nic jednak w przyrodzie nie ginie. Czeka jedynie na swój moment. Tak też było w przypadku Joanny. Na większość rzeczy na pewno nie zdecydowałaby się pozostając w swoim mieście. Fakt w realizacji tego delikatnie pomogła jej mama ale nie ważne w jaki sposób- ważne, że była szczęśliwa i robiła to na co zawsze miała ochotę ale odsuwała na dalszy plan.

Czytając o perypetiach Asi można się pośmiać, chwilę zastanowić nad życiem jak również uronić łezkę. 
Pani Ania świetnie to wszystko poukładała i z wielką przyjemnością przeniosłam się w świat przedstawiony na kartach powieści.

21 komentarzy:

  1. Tytuł bardzo zachęcający. Lubię marzyć i Lubie ludzi, którzy wierzą, że można realizować swoje marzenia.
    tylko kurcze skąd wziąć czas na książkę? Juz tyle czeka na mnie w domowej biblioteczce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się człowiek uprze to znajdzie ten czas ;) Wiem po sobie

      Usuń
  2. Serdecznie dziękuję za ciepłe słowa. Pozdrawiam i życzę, spełnienia marzenia, zanim ktoś lub coś postanowi je ukraść. :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoich marzeń tak łatwo nie oddam ;) Pozdrawiam

      Usuń
  3. Zachęciłaś mnie do wypożyczenia. Chyba się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja Cię zachęcam do kolejnej książki Ani, która ukaże się już niedługo. Miałam ten wielki zaszczyt i przyjemność przeczytać ją przedpremierowo, bo... na okładce znajdzie się moja rekomendacja!:) Kolejna powieść jest jeszcze lepsza od pierwszej, choć trudniejsza (haha, to tak samo, jak u mnie;p).
    A co do "Złodziejki..." to myślę sobie, że ciężko jest napisać tekst polecający książkę, to zawsze problem, bo tak, jak piszesz - opis książki specjalnie nie zachęca, a w środku rewelacja:)
    Śmiałaś się przy Barnabie?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale masz fajnie;) Przeczytać książkę przedpremierowo - rewelacja. Zastanawiam się czy ktoś się przy Barnabie nie śmiał ;)

      Usuń
    2. No, przyznaję, że poczułam się bardzo wyróżniona:)
      Mnie Barnaba rozwalił całkowicie i rechotałam z pięć minut;)

      Usuń
  5. OO ciekawe. Kolejna na liście do przeczytania. A Irenę- Kalicińskiej czytałaś? Bardzo polecam :) Dopierco co skończyłam

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba pora poszukać jej w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo czuję, ze mi się spodoba :) Co prawda ostatnio wpadłam w obsesję JO NESBO (myślałam, że nie lubię kryminałów), z braku "Pentagramu" na półce sięgnęłam po Cesarza Wszech Chorób - Biografię Raka, ale później pewnie przyda mi się coś lżejszego :) Dzięki za polecenie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W mojej biblioteczce czeka na mnie kilka książek. Czekają i czekają, ale w końcu się doczekają :)

    "Złodziejka" zapowiada się ciekawie. Możliwe, że też dołączy do mojej listy czytelniczej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubie tego typu ksiazki! Musze sie za nia rozejrzec ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Powinnaś zostać recenzentką- bardzo dobrze Ci to wychodzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa ;) Ja recenzentką? Nie wiem czy się nadaję

      Usuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane