Przejdź do głównej zawartości

Żyć czyimś życiem...

Oglądamy tv, zaglądamy do internetu, słuchamy informacji na temat innych osób.
Na co dzień żyjemy czyimś życiem.
Nasze własne toczy się własnym torem, jednak sprawy innych bardzo nas interesują.
Wczorajszy dzień przeżyłam po części z rodziną. Drugą część dnia i nocy spędziłam z pewną "Złodziejką..."

Mowa oczywiście o książce. Wiecie, że uwielbiam czytać. Na chwilę odrywam się od swoich problemów i przeżywam to co bohaterowie wybranej powieści. Na tyle muszę wytężyć szare komórki, że sprawy przyziemne przestają istnieć. Resetuję się, nabieram dystansu do wielu rzeczy. 
Można obejrzeć film- nie przeczę. Dla mnie jednak przeczytanie książki jest o wiele ciekawszą formą spędzenia czasu samotnie ( prawie samotnie- Młoda też chciała ze mną czytać...najpierw przetrząsnęliśmy całe mieszkanie w poszukiwaniu książki od Babci, później kręciła się, wierciła i tak kombinowała, że skupić się nie mogłam).

Nie będę Was już dłużej trzymać w niepewności. Przedstawiam 

Źródło: internet

Książkę poznałam dzięki Kasi (klik). Na początku moje nastawienie nie było najlepsze. Rozwódka wyjeżdża opiekować się chorą ciotką...kurcze jakoś nie dla mnie pomyślałam.
Zastanowiłam się jednak chwilę, ponownie spojrzałam na okładkę ( tak ja oceniam książki po okładce)  i zażyczyłam sobie jako prezent na Dzień Kobiet właśnie "Złodziejkę".

Wzięłam ją do ręki już jakiś czas temu. Niestety odłożyłam bo było mnóstwo "ważnych" spraw.
Wczoraj jednak nie było mocnych. Zaczęłam moją przygodę z powieścią Anny Sakowicz.
Co mogę powiedzieć o książce?

Żaden ze mnie krytyk literacki ale trochę Wam opowiem ( może zachęcę do przeczytania).

Bohaterka jak już pisałam jest rozwódką. Samotnie wychowuje nastoletnią córkę. 
Joanna jest nauczycielką. Trochę zmęczoną obowiązkami zawodowymi. Postanawia iść na urlop.
Planuje...a jak to z planami bywa- przeważnie się zmieniają. Czasem same, czasem ktoś im w tym pomaga.

Mama bohaterki ma dla niej nietypową propozycję- oczywiście nie ma opcji jej odrzucenia.
Na rok wraz z córką ma wyjechać do chorej ciotki, która wymaga opieki a nikt inny nie może się nią zająć.
Jak wiadomo z mamą się nie dyskutuje i grzecznie robi to co mówi ;)

Zamiast nudy w miejscu "zesłania" bohaterka przeżywa niezwykłe przygody. Za namową córki zakłada bloga, piecze ciasta, poznaje nowych ludzi. 
Wcześniej nie miała czasu na pisanie. Teraz kiedy wolne minuty się znalazły...brakuje jej weny. Nie mówię, że nic nie stworzy. 

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej zajrzyjcie do książki. Powiem Wam, że naprawdę warto.

Moje przemyślenia po przeczytaniu...

Marzenia nieodłączna część naszego życia. Czasem są bardzo przyziemne i szybko udaje nam się je zrealizować. Są też takie, których się boimy, ich realizację odkładamy na później. Nic jednak w przyrodzie nie ginie. Czeka jedynie na swój moment. Tak też było w przypadku Joanny. Na większość rzeczy na pewno nie zdecydowałaby się pozostając w swoim mieście. Fakt w realizacji tego delikatnie pomogła jej mama ale nie ważne w jaki sposób- ważne, że była szczęśliwa i robiła to na co zawsze miała ochotę ale odsuwała na dalszy plan.

Czytając o perypetiach Asi można się pośmiać, chwilę zastanowić nad życiem jak również uronić łezkę. 
Pani Ania świetnie to wszystko poukładała i z wielką przyjemnością przeniosłam się w świat przedstawiony na kartach powieści.