środa, 20 maja 2015

Jeśli kulturalnie się nie da...?


Plac zabaw- dzieci się cieszą rodzice czasem mniej. Postów na ten temat jest tyle co rodziców w sieci.
Doniesienie pierwsze- Młoda sama wchodzi na ślizgawkę:) Ale dziś nie o Jej umiejętnościach- znów jednak będzie sytuacja z tego obiektu.
Wchodzi Młoda na ślizgawkę. Na niej siedzi 10- letnia dziewczyna. L pyta/ prosi: czy mogłabyś zjechać dziewczynko bo ja też bym chciała? Zero reakcji. Dziecko moje powtarza drugi, trzeci raz. Nadal nic. Ja się nie odzywam. Obserwuję.

Po kolejnej nieudanej prośbie spycha dziewczynkę na dół. Zjeżdża. Biegnie na drabinkę a dziewczyna wchodzi "od dołu". Znów blokuje zjazd. Głupawo się przy tym uśmiecha. 
Córka moja ponownie kulturalnie prosi o odblokowanie zjazdu. Reakcja jak wcześniej.
Ponownie spycha "przeszkodę". 

Dziewczyna w końcu idzie sobie i dziecko może zjeżdżać.
Wiem to niewychowawcze, że pozwoliłam dziecku zepchnąć kogoś... jednak ile można prosić. 
Jeżeli sytuacja dotyczyłaby mniejszego dziecka interweniowałabym. Nie pozwoliłabym na to żeby zrobiła krzywdę.
Jednak mniejsze dzieci nie robią czegoś podobnego.
Wchodzą, zjeżdżają i nie ma problemu.

Nie wiem czy to kolejne dziecko, które szuka zainteresowania ze strony dorosłych?
Być może ale mimo moich zapędów pedagogicznych nie mam zamiaru wychowywać wszystkich dzieci po kolei.
Później dziwią się dorośli, że młodzież niewychowana...robi to czy tamto.
Jeżeli my rodzice nie nauczymy od najmłodszych lat kultury nikt za nas tego nie zrobi...
Niestety podstawy wynosi się z domu a nie z placówek...
Być może czekała na rozkaz a próśb nie zna?
Nie wiem...
A Wy jak byście zareagowali?

51 komentarzy:

  1. Ojjj jak mnie irytują takie dzieciaki. Nieraz już się z podobnymi sytuacjami spotkałyśmy, a jako że ja jestem nerwus to nigdy nie siedzę cicho. Wkurza mnie takie blokowanie przyrządów młodszym a niestety zdarza się zwłaszcza popołudniami u nas nagminnie. Dlatego nie chodzimy popołudniami na place zabaw, bo za dużo nerwów tam traciłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś dziwiłam się innym rodzicom czemu plac zabaw to dla nich kara...teraz już wiem

      Usuń
  2. Najbardziej na placach zabaw irytują mnie i tak rodzice, którzy palą papierosy czy bardzo głośno krzyczą przez komórkę, albo przeklinają. O fajki upominam, ale przeklinanie? Nie wiem co w takim przypadku zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem osobą palącą ale na placu zabaw bym takiemu komuś nawrzucała. Przeklinanie też jest beznadziejne. Najpierw klną a później dziwią się, że dzieci się tak odzywają- nie znaczy to jednak, że i mi się nie zdarzy użyć brzydkich słów :)

      Usuń
  3. Wiesz co. Ja bym najzwyczajniej w świecie sama poprosiła dziewczynkę by puściła twoją. Obawiam się że niestety twoja się nauczy popychania innych dzieci w każdej innej sytuacji gdy ktoś nie będzie jej ustępował czy wystarczająco szybko schodził.
    Ja widzę że w ogóle dorośli mają problem ze zwracaniem uwagi innym dzieciom na placu zabaw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmowy z tą dziewczynką odbywały się już kilkakrotnie. Nie dociera kompletnie nic. Przeszkadzają jej małe dzieci w piaskownicy, na huśtawkach itp. Ona myśli, że wszystko jest tylko dla niej. Kiedyś chciała wygonić moją Młodą z piaskownicy, bo jej przeszkadza. Mówię, że każde dziecko ma prawo się tam bawić- że ona też kiedyś była mała i zachowywała się podobnie- poskutkowało na chwilę...

      Usuń
    2. Mimo wszystko uważam, że zezwalanie na popychanie nie jest dobrym rozwiązaniem. Dziewczyny przytaczają argumenty, że poprzez takie zachowanie twoje dziecko nie pozwoli sobie na pomiatanie. Obawiam się, że potem mogłoby wyrosnąć na taką właśnie 10letnią dziewczynkę.

      Usuń
    3. To w takim razie co mam robić? Będzie moje dziecko stało pół godziny na ślizgawce, a wredna- bo innego określenia nie moge znaleźć dziewczyna będzie się perfidnie śmiała? Zrobię wszystko, żeby moje dziecko nie wyrosło na taką osobę.

      Usuń
    4. Powiem ci tylko, co ja robię w takich sytuacjach. Jeżeli jakieś dziecko mimo próśb nie chce zejść z jakiejś zabawki/zjeżdżalni mówię mojej, że skoro tak to idziemy na inny przyrząd, a na zjeżdżalnię przyjdziemy za chwilę jak się zwolni. Zazwyczaj wtedy jakoś szybko ta zjeżdżalnia się zwalnia, gdy to drugie dziecko widzi, że my sobie idziemy ergo: nie ma zainteresowania. Ktoś pewnie powie, że moje dziecko będzie mięczakiem i da sobie wejść na głowę. Biorę to na klatę.

      Usuń
    5. Ja na Twoim miejscu podeszłabym do tej dziewczynki i wywlekła ją za bety z placu zabaw. Sorry, ale każdy mówi tak nie wolno, tak nie rób, to nie pedagogiczne. Gów*** mnie to obchodzi. Najbardziej krzyczą matki, które same,nie wychowują dzieci. Dobrze zrobiła Twoja córa- piwnnaś jej przybić piątkę za genialne podejście do,sytuacji :-)

      Usuń
    6. A niby dlaczego moje dziecko ma rezygnować z zabawy? Gdyby to chodziło o małe dziecko można odpuścić i zmienić sprzęt. Ale Młoda wdrapała się po drabince z którą miała problem żeby samodzielnie wejść. Chce zjechać a ktoś jej robi na złość. Nie będę odpuszczać dziewczynie, która nie pierwszy raz robi takie akcje.

      Usuń
    7. Daria- naprawdę uważasz, że wywlekanie za bety dziewczynki jest dobrym posunięciem? A gdyby twoje dziecko tak się zachowywało też byś pochwalała takie zachowanie ze strony innego rodzica?
      Antyterrorystka - bo dla mnie zachowania siłowe nie są rozwiązaniem. Jak tobie ktoś robi na złość to też popychasz, "pomagasz" na siłę, czy jednak przeczekujesz lub szukasz innego rozwiązania? Wytłumaczenie własnemu dziecku, że ta dziewczynka źle się zachowuje, nie chce cię puścić, że tak się nie robi, musimy poczekać wydaje mi się lepszym pomysłem. Tamtego dziecka nie wychowasz, możesz swojemu pokazać jak się w takich sytuacjach zachować nie odnosząc się do przymusu. I tak naprawdę - jedno ma prawo zjechać, drugie ma prawo siedzieć i nie zjeżdżać. Tak to widzę.

      Usuń
    8. Szukam innego rozwiązania. Moja córka również szukała sposobu. Jeżeli pokażę Jej, że ma odpuścić to wydaje mi się, że zrobię tym krzywdę. Za kilkanaście lat znajdzie się w sytuacji gdzie ktoś większy, silniejszy, bardziej doświadczony będzie się starał np. o tę samą posadę co ona- i co popatrzy i odpuści bo tak mama uczyła. Z tego co wiem to ślizgawka służy do zjeżdżania a nie do siedzenia jeśli ktoś inny chce z niej skorzystać. Do siedzenia służy ławka.

      Usuń
    9. Dobrze, że szukała sposobu. Kreatywność zawsze w cenie. Ta sytuacja którą przytaczasz nie do końca w mojej opinii jest adekwatna, bo mi nie chodzi o odpuszczanie w każdej sytuacji. Tylko, że jeżeli widzi, że dziewczynka z czystej złośliwości nie chce zejść to przymuszanie jej do tego poprzez spychanie niczego nie zdziała, oprócz tego, że dziecko (w tym przypadku twoje) nauczy się, że jak ktoś mi zrobi na złość to też będę robić na złość - bo do tego to się sprowadza - ja chcę zjechać, więc zepchnę tą dziewczynkę, bo ja chcę zjechać. Tak widzę tę całą sytuacją.
      Ja akurat postrzegam place zabaw jako świetne miejsce do nauki w postępowaniu w różnych nie zawsze sprzyjających sytuacjach. I sama mam często mnóstwo wątpliwości na ile pozwolić mojemu dziecku, na ile pozwalać innym dzieciom, gdzie kończy się granica swobody/wolności jednego i drugiego dziecka. Ja wiem do czego służy ślizgawka, ty wiesz, należy więc tłumaczyć dzieciom, ale tak naprawdę to drugie dziecko ma takie samo prawo tam siedzieć jak twoje/moje zjeżdżać. Teraz pewnie już wychodzę poza zakres twojego postu, ale takie sytuacje świetnie pokazują dzieciom, że nie zawsze jest tak jakby chciało, że czasem trzeba ustąpić na chwilę, chociażby dlatego by nie kopać się z koniem, ale też nie wymuszać swojej racji.

      Usuń
  4. W pełni Cię popieram - niestety jest tak, że trzeba się nauczyć łokciami przepychać. Oczywiście nie jest to najlepsza metoda, ale Twoja Młoda się zachowała super - najpierw prosiła, ale gdy to nie skutkowało, to umiała o swoje zawalczyć. Mz nie ma co w dziecku tego tłumić. Gdybyś ją upomniała, ze tak nie wolno, to co? Wychowasz super grzeczne i kulturalne dziecko, którym inni będą w przyszłości pomiatać. A tak - będzie umiała dziewczyna walczyć o swoje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym samym pomyślałam. Po dobroci nie poszło to trzeba sposobem. Nie chciałabym, żeby była agresywna w stosunku do kogokolwiek ale też ile można prosić osobę robiącą na złość?

      Usuń
  5. nie znoszę takich zarozumiałych dzieciaków co to myslą, że są niewiadomo kim!!! zareagowałabym tak samo jak ty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się ciśnienie podnosi...i to bardzo

      Usuń
  6. Najważniejsze wartości wynosimy z domu , myślę że to rodzice powinni nam je wpajać , oczywiście szkoła jest od uczenia , ale rodzic na każdym kroku powinien pokazywać swoim dzieciom co jest dobre , a co złe ;)

    http://hasztagowskiemysli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja uwazam, ze mloda dobrze dala sobie rade. Wkoncu krzywdy jej nie zrobila. Zjezdzalnia jest do zjezdzania, wiec "kolezance" "pomogla", skoro ta sie nie mogla zdecydowac. Dobrze kiedy dzieci daja sobie rade same. Prosila kilka razy, nie to nie. Po dobroci sie nie da, to sposobem. Nie ma co przesadzac, do agresji jeszcze jej daleko!
    Ja zwracalam sama uwage tylko kiedy wyjscia nie bylo. Najpierw czekalam na reakcje corki. Nie pozwolilabym jej na agresje czy brzydkie odzywanie sie. Ale na spryt jaknajbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam zobaczyć jak Młoda to załatwi. Kulturalnie poprosiła...zero reakcji ze strony dziewczyny- przepraszam głupawy uśmiech na twarzy.

      Usuń
  8. Ja bym podeszła do dziewczynki i załatwiła to "pokojowo" dając tym samym przykład dziecku. Jeśli dziecko raz popchnie i zobaczy rezultat, to potem już nie będzie chciało rozmawiać, prosić, tylko od razu przejdzie do czynu. Takie jest moje zdanie. A starsza dziewczyna może po prostu chciała zwrócić na siebie uwagę, albo pokazać swoją przewagę. Na zasadzie "jestem starsza i małe dziecko nie będzie mówić, co mam robić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawy z tą dziewczynką kilkakrotnie próbowałam załatwiać pokojowo- nic do niej nie dociera. Przychodzi na plac zabaw i dokucza małym dzieciom. Uważa, że wszystko jest dla niej - piaskownica, ślizgawka, huśtawki- naprawdę temat rzeka

      Usuń
  9. Bardzo dobra reakcja! super, ile można prosić? ja też bym zrobiła podobnie, pewnie znając życie jeszcze chciałabym coś wtrącić od siebie. Rodzice myślą że to szkoła wychowa za nich dzieci a to błąd w szkole to już jest za późno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już kilkakrotnie zwracałam uwagę tej dziewczynie- jak Młoda była mniejsza. Jej ciągle coś nie pasuje, robi na złość młodszym dzieciom. Taką sobie rozrywkę znalazła

      Usuń
  10. L. jest sprytna i wie jak walczyć o swoje. Przynajmniej wiadomo, że w życiu sobie poradzi. Pisałam już wczoraj na fb, to było wychowawcze w stosunku do tej dziewczynki. Może się przyzwyczaiła, że zawsze wszyscy jej ustępują a rodzice swoje dzieci zabierają żeby ona mogła wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak być. Nie wiem. Jedno czego jestem pewna to - że nic do niej nie dociera.

      Usuń
  11. Nie lubię wrednych dzieci. Po prostu nie lubię. Ale nie winię ich za to, jakimi są. To są mali ludzie, którzy takie głupie zachowania biorą od nas, dorosłych. Nie mówimy tu bowiem o nastolatce, która już jakieś spojrzenie na świat ma!, ale o małym dziecku. W takim przypadku też mam odruch pedagogiczny, który coraz częściej sprawia mi kłopoty :D Zanim więc pójdę na taki plac zabaw, muszę się go oduczyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same z siebie nie są takie to prawda, ale weź zwróć rodzicowi uwagę...to się dopiero zacznie

      Usuń
  12. Ja miałam niedawno trochę inną przygodę- mniej więcej 12-letnia dziewczynka, widząc Gaję na ślizgawce, powiedziała mi, że ona jest za mała na zabawę tutaj. Odpowiedziałam jej, że to nie Gaja jest za mała, tylko ona za duża (nie mieściła się na ślizgawce), więc odpuściła. Też nie lubię bezczelnych dzieci, ale takie, które rozpychają się łokciami, dają sobie w życiu radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie chciałabym żeby Młoda była bezczelna- tego nie uczę. Nie wiem jak przemówić do tej dziewczyny- nic nie pomaga :(

      Usuń
    2. Ja też nie chcę, żeby Gaja była bezczelna, co to, to nie. Zauważyłam, że takie dzieci jednak mają siłę przebicia, bo kulturalnych to już chyba nikt nie poważa, takie mamy popaprane czasy...

      Usuń
  13. Jak nie miałam dziecka to sobie wyobrażałam, że pójście na plac zabaw to taka świetna zabawa. Teraz z przerażeniem myślę, że niebawem nas to czeka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam takie wyobrażenia...rzeczywistość brutalnie je zweryfikowała

      Usuń
  14. Moim zdaniem są podstawy byś była dumna z córki. Pamiętała o kulturze, krzywdy "zapychaczce" nie zrobiła, a w kaszę sobie dmuchać nie dała. Nie wyobrażam sobie, żeby dorosły mógł jakoś lepiej to załatwić. Jestem terapeutą zajęciowym i wiem co to znaczy młodzież argumentooporna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli na początku zamiast kilkukrotnego proszenia zepchnęła by dziewczynę to oczywiście nie zyskałaby mojej aprobaty dla takiego zachowania. Prosiła grzecznie, to nic nie dało...

      Usuń
  15. Szczerze? Moim zdaniem to było bardzo pedagogicznie. Pozwoliłaś swojej córce walczyć o swoje racje. Zrobiła to kulturalnie a jak nie pomogło to zrobiła to bardziej dosadnie. Proste!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze będę z nią...więc niech się uczy jak sobie radzić :)

      Usuń
  16. Myślę, że bardzo dobrze się zachowałas i przede wszystkim gratulacje dla córki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) jak będę za nią wszystko załatwiać to później będzie mamo on to, a ona tamto mi zrobiła. Musi sobie radzić

      Usuń
  17. Bardzo dobrze, że tylko obserwowałaś. Uczy się życia i musi umieć zawalczyć o swoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie ja nie chcę z niej robić takiej sierotki co tylko czeka na to co zrobi mama...

      Usuń
  18. Jeśli Antek poradziłby sobie tak jak Twoja córka to droga wolna. Walczy o swoje i to w kulturalny sposób.
    Pewnie sama bym tak zrobiła :p

    OdpowiedzUsuń
  19. Za czasów miejskich z Młodym nie cierpiałam placów zabaw ..no chyba że były puste ( odwrotnie miał Młody ) , teraz w czasach wiejskich uwielbiam ogródek ;) Plac zabaw jest zbędny wraz z inwentarzem :P ( czasami bywamy - na szczęście dla mnie zazwyczaj jest pusto :) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My teraz chodzimy na działkę do rodziców moich:) i cieszę się, że ją mamy

      Usuń
  20. można być asertywnym ale cóż zrobić kiedy dzieci są mądrzejsze .

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeszcze życie pokaże ,jak wychowujemy nasze dzieci,Proste zachowania są prawidłowe dla młodego człowieczka.

    OdpowiedzUsuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane