Poprzednie części poznacie klikając w etykietę w stopce :)
- Jeżeli zgadzasz się na randkę to muszę cię zabrać w jakieś fajne miejsce...
- Aż się boję co wymyślisz- odpowiedziała.
- Masz jakieś konkretne życzenia? Chętnie je spełnię- kokietował Karol.
- Hmm...domek na plaży, zachód słońca...- rozmarzyła się dziewczyna.
- Mówisz i masz! Chyba czytam ci w myślach- ucieszył się mężczyzna.
Luiza zrobiła wielkie oczy...tak tylko powiedziała o tym domku na plaży. W pewnym momencie pomyślała, że może szefuńcio liczy na coś więcej. A na nic więcej nie miała aktualnie ochoty.
W sumie może i miała ale najpierw chciała wybadać teren zanim się zaangażuje.
- Co jeszcze takiego wyczytałeś?- zapytała.
- To, że boisz się zaangażować. Mam rację?
- Może i masz. Opowiem ci pewną historię, moją historię...
Opowiedziała mu historię swojego niedoszłego ślubu, to jak zawiodła się na swoich najbliższych osobach. To dlaczego wyjechała z rodzinnego miasta już wiedział. Obiecał, że zrobi wszystko żeby była szczęśliwa i postara się nie zawieść jej zaufania.
Czy była w stanie w to uwierzyć? Chyba robiła dobra minę do złej gry ale postanowiła dać mu szansę.
Dojechali na miejsce. Było tak jak mówił- domek na plaży, do zachodu słońca parę chwil. Widoki zapierały dech...
- Chciałaś i jest. Domek należy do mojego brata. Kiedy go nie ma czasem zaglądam. Bardzo lubię to miejsce, z dala od miasta, cisza, spokój...
- I piękne widoki- wtrąciła Luiza.
W tym momencie zadzwonił telefon. Była to Monika, która pytała o to czy koleżanka wróci na noc do domu. Miały z Aśką w planach wyjście na imprezę a Luiza nie wzięła kluczy.
- Jaka decyzja? spytał Karol.
- Zostajemy niech dziewczyny się bawią. Najgorsze jest to, że nie mam swojego telefonu i kontaktu ze światem.
- Muszę się do czegoś przyznać- wykrztusił mężczyzna.- Twój telefon jest w barze. Poprosiłem znajomego żeby oddał ci go jutro. Nie chciałem żeby blondyn mnie ubiegł...
- No tak Monia jeszcze za to oberwie. Powinnam być na was wściekła...
- Ale nie jesteś mam nadzieję?
Nic nie mówiąc udała się w stronę morza biorąc za rękę Karola.
Siedzieli na plaży i obserwowali fale. Słońce zachodziło. Zrobiło się romantycznie...ale i chłodno. Luiza odruchowo przytuliła się do Karola. Jemu oczywiście to nie przeszkadzało.
Siedzieli tak przez chwilę nie potrzebując do szczęścia nic więcej...
- Masz ochotę coś zjeść?- spytał
- Niewiele dziś jadłam więc może coś przekąszę- odpowiedziała.
- Wszystko mam w bagażniku. Podgrzejemy i napijemy się czegoś.
Może i byłaby romantyczna kolacja gdyby nie to, że auto zniknęło. Dodatkowo w samochodzie został telefon Karola. W okolicy nie było nikogo.
- Klucze od domku chociaż masz? zapytała zdenerwowana.
- Tak są w mojej kieszeni.
- Dziś już i tak nic nie zdziałamy. Chodźmy do środka.
- Dobrze, że mamy gdzie spać. Noc na plaży nie byłaby zbyt udana...
- Dlaczego? Mogłoby być fajnie- uśmiechnął się.
Telewizor nie działał, jedzenia nie było. Pozostały im jedynie nocne rozmowy.
Rozmawiali o wszystkim. Karol opowiadał o swojej rodzinie, nieudanym związku. Luiza słuchała go. W sumie niewiele miała do dodania- praktycznie wszystko o niej wiedział. Była jedna rzecz, której nie wiedział nikt i zastanawiała się czy mu o tym powiedzieć.
Rozległo się głośne pukanie do drzwi. Chwila zastanowienia i mężczyzna ruszył w kierunku drzwi. Otworzył je. Luiza wyleciała z nożem i narobiła niezłego zamieszania.
Po drugiej stronie było dwóch mężczyzn, których nie znali. Nie mieli jednak złych zamiarów.
Byli to koledzy brata Karola- mający domek niedaleko, którzy myśleli, że to on przyjechał i chcieli mu zrobić mały dowcip. Przeprosili oddali auto i życzyli dobrej zabawy.
- Masz jakieś wino/ piwo...cokolwiek?
- W bagażniku było o ile dla żartów go nie opróżnili- zaśmiał się.
Zawartość bagażnika była nienaruszona. Mężczyzna przyniósł wszystko do środka. Wzięli kieliszki i poszli na taras. Butelka szybko opustoszała. Znaleźli drugą w barku. Noc była długa. Niestety po takiej dawce wrażeń i alkoholu Luizie urwał się film...obudziła się rano rozebrana obok Karola... nie pamiętała części wydarzeń.