Przejdź do głównej zawartości

Weekendowe atrakcje




Na wstępie mojego listu pragnę przeprosić wszystkich, których miałam odwiedzić i powiadomić o swojej wizycie w Trójmieście. Musicie mi wybaczyć. Zabraliśmy na wycieczkę Dziadka Antyterrorystę. Nad morzem nie był on bardzo długo i nasz grafik mieliśmy wypełniony po brzegi, a i tak do zwiedzenia zostało nam wiele.

Wycieczka zaplanowana była już dawno. Dograliśmy wszystko i w piątek ruszyliśmy w drogę.
Młoda jak zawsze podekscytowana podróżą poszła spać. Obudziła się na miejscu, narobiła rozróby, Dziadka do biegów przymusiła:)

W planach zwiedzanie było. W sobotę mimo niezbyt sprzyjającej pogody wybraliśmy się do Gdańska.
Na Starówce trafiliśmy na atrakcje.


Przy Neptunie odbywała się akcja dla wilków. 


Matka oczywiście poszła fotki cykać i filmy nagrywać. Stoję sobie i nagle słyszę dźwięki z megafonu. 
- Cześć jestem Lena.

Myślę sobie dziecko moje już dopadło dziennikarzy radiowych lub telewizyjnych, występować będzie bez matki. No być tak nie może. Prędko wyszukuję reszty ekipy w tłumie i spokojnie stwierdzić mogę, że jednak nie zrobiła mi tego, nie chciała być celebrytką sama.
Zawyła jeszcze jak wilk do megafonu, dotknąć go musiała- nieprzyjemny dźwięk się wydobył, ale radość ogromna.

Kolejną rzeczą jaka zachwyciła dziecię moje były pozytywki.


Tak się spodobały, że mała Terrorystka odejść nie chciała. Ze swojej strony powiem Wam, że matce też przypadły do gustu.

Wiatr wiał, policzki czerwieniały, ale nikt nie wymiękał. 


W Kościele Mariackim byłam po raz pierwszy, na wieżę nie poszliśmy, ale następnym razem nie podaruję- pokonam wszystkie schody:)



Pospacerowaliśmy uliczkami, nacieszyliśmy oko i obiecaliśmy, że jeszcze przyjedziemy.





Stadion i lotnisko również zahaczyliśmy, Kilka startów i lądowań udało nam się zobaczyć.

Niedziela z kolei zaskoczyła nas piękną pogodą. Nie traciliśmy więc czasu i ruszyliśmy na podbój Gdyni.


Tu nieopodal w styczniu miałam dość twarde lądowanie. Jak tylko zbliżyłam się do miejsca wypadku, od razu zaczęło mnie wszystko boleć.


Tradycyjnie dokonaliśmy oględzin statków:)


Kupiliśmy magnesik, na który Młoda się uparła i nie było zmiłuj. Wybór padł na ten konkretny tylko dlatego, że ma serduszka:) 

Wagonikiem wjechaliśmy na taras widokowy


i podziwialiśmy miasto.




Bieganie po plaży było jednym z punktów wycieczki- nauczeni jednak przebojami z ostatniego wyjazdu, trzymaliśmy się daleko od morza.


Ostatnim punktem było Orłowo. Musiałam na własne oczy zobaczyć opuszczony hotel. Może się to trochę dziwne wydać, ale potrzebne mi to było do celów naukowych :D 




Samo wejście do środka powoduje dreszczyk emocji. Widoki z góry są tak cudowne, że strach zostaje na dole:) Nocą jednak bym się nie wybrała, a wiem, że są osoby, które to uczyniły- podziwiam bardzo!


Na koniec wycieczki, korzystając z okazji, że mąż z dzieckiem na placu zabaw był, wyrwać pana chciałam. Zagaduje, trącam, za rękę łapię... odporny facet na moje wdzięki był. Nie wiem czy obstawa w postaci Taty i Brata go wystraszyła, czy ze mną nie jest tak dobrze, jak myślałam:)

Przy okazji spotkania z panem przypomniała mi się piosenka
"On zimny, a ona gorąca" :)


Widoki takie, że żal było odjeżdżać.
Wyjazd bardzooo udany, wszyscy szczęśliwi, chociaż Młoda nie bardzo.
Po powrocie do domu stwierdziła, że ona chce mieszkać w Gdyni. W domu już jej się nie podoba, chce mieszkać z Ciocią i Wujkiem. Ani trochę się nie dziwię, sama chętnie bym zamieszkała w Trójmieście.

Matka więc podanie już pisze- może rozpatrzą pozytywnie :)

Szybko, intensywnie i cudownie minął nam ten weekend. Już nie mogę się doczekać kolejnej wizyty nad morzem.


Komentarze