Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2014

O tym co robimy popołudniami

Czasem śpimy, bawimy się idziemy na plac zabaw...albo na działkę moich rodziców.
Ta ostatnia przypadła L do gustu...nie ma tam póki co piaskownicy (jest w planach), ogromnego basenu i innych tego typu atrakcji. My się jednak nie nudzimy:) Terrorystka zawsze coś nowego wymyśli:) Codziennie rano mówi, że po południu idzie na piknik...dla niej piknik to rozłożony koc na, którym nie posiedzi dłużej niż 5 sekund :)



Mama moja wynalazła wiaderka w piwnicy...mają one grubo ponad 20 lat:) dają jednak radę i można się jeszcze pobawić. Z powodu braku łopatki L dostała do zabawy łyżkę:) mówi :" Babcia da mi widelec, zjem obiad":) ale jakoś udało nam się ją przekonać, że widelca nie ma i ziemia nie jest obiadem...

Brat mój się odezwał i każe zostawić jego wiaderko...spakowane już kurier dostarczy:)

Prądu i tak nie ma...ale w razie potrzeby lampa służy pomocą :)

Takie widoki dość często ukazują się naszym oczom :) Uwielbiam leżeć na trawie i obserwować chmury:)

Owady też są...fajnie pooglądać..…

Dlaczego mam jedno dziecko ?

i na następne chcę poczekać jeszcze parę lat...

Dlatego, że po pierwsze i najważniejsze nie mam pracy. W momencie zajścia w kolejną ciążę bez zatrudnienia nie mam tak jak poprzednio żadnych świadczeń typu macierzyński, wychowawczy itp. Jak wiadomo kolejne dziecko= nowe niemałe wydatki. I skąd na to wszystko wziąć pieniądze. Z jednej pensji niełatwo utrzymać rodzinę a dodatkowe wydatki nie wchodzą póki co w rachubę. Żebrać nie pójdę, sponsorów z zewnątrz brak...a dziecku nie wytłumaczysz, że nie masz za co jedzenia kupić. Poza tym posiadając jedno dziecko trudno znaleźć zatrudnienie, a co mówić przy dwójce. Dzieci pójdą do żłobka/ przedszkola i zaczną chorować. Zaczniesz chodzić na zwolnienia. Pracodawca tego nie lubi. Ty nie dajesz rady, przyjdzie następny pracownik- bardziej dyspozycyjny.

Nie wyobrażam sobie bycia w ciąży przy aktualnym stanie rzeczy i temperamencie mojej córki. Każda ciąża przebiega inaczej. Gdyby pojawiły się problemy i musiałabym się oszczędzać, leżeć...nie ma takie…

Maleńka kropelka

Dzisiejszy post będzie o wit d3. Wiele walk toczy się na forach internetowych na ten temat. Zaniepokojone matki pytają. Inne odpowiadają, że pocąca się główka nie ma nic wspólnego z niedoborem tej witaminy. Nie przejmuj się nic dziecku nie będzie. I znów zaczyna się przekrzykiwanie przez wszechwiedzące. 

Mimo, że mamy lato i dużo słońca podajemy córce wit. d3 cały czas. Podczas wizyty u pediatry poprosiłam o receptę. Spojrzała na mnie i powiedziała, że wchodzimy teraz w strefę światła...i ucięła...jeżeli chce pani niech pani podaje. Usłyszałam. Tak będę podawać ponieważ wiem jakie konsekwencje mogą być spowodowane niedoborem. Jeżeli byłoby to coś złego na pewno nie dostałabym recepty. 

Po pierwsze jeżeli już chcemy aby słońce wspomagało wydzielanie się wit. d3 musimy zaprzestać używania kremów z filtrami. Kremy blokują proces wcześniej wspomniany, ale nie przeszkadza to w przekazywaniu opinii, że nie trzeba dziecku latem podawać witamin, bo przecież świeci słońce. Może się mylę i dziwna…

Zabawki nieodpowiednie dla wieku dziecka

Producenci często na produktach dla dzieci zamieszczają ten znak. Dlaczego? Dlatego, że chcą przeskoczyć normy, które nie zawsze zabawka do końca spełnia dla określonego przedziału wiekowego, mimo ,że jest odpowiednia dla malucha. Ale nie o tym będzie post. 
Często zabawki kupowane najmłodszym po prostu przekraczają umiejętności jakie dziecko w danym wieku nabyło. Kupimy córce/synowi bo fajna rzecz...bo koleżanki dzieci w tym wieku już się tym bawią. Trzeba jednak zastanowić się czy na pewno będzie to dobre dla naszego potomka. Dorosły kupuje, chce żeby dziecko się bawiło...i można się rozczarować. Dziecku 2 letniemu nie wychodzi układanie puzzli, denerwuje się , rzuca, niszczy. Inna zabawka może być za duża, niebezpieczna, ale co tam niech ma kolejny gadżet do pokoju, żeby było widać, że ma. Co z tego, że taki sprzęt po prostu jest póki co niepotrzebny, dziecko znajdzie na pewno inne zastosowanie i umili ci czas np. waleniem w kaloryfer. Zabierasz zabawkę, chowasz. Leży i się kurzy i …

Dzieci i ryby głosu nie mają...

jak głoszą ludowe mądrości...Bądź cicho dorośli rozmawiają, idź pobaw się do swojego pokoju, bo teraz mama rozmawia z ciocią ...te i wiele innych stwierdzeń można niestety nadal usłyszeć. 

Dlaczego dziecko ma się do tego zastosować? Bo dorosłym będzie wygodniej, bo będę mieli czas dla siebie, bo na chwilę oderwą się od zajmowania się dzieckiem. Nie powiem czasem marzę o czymś takim, przeważnie jak mam gorszy dzień, ale nie stosuję tego typu chwytów.  Dlaczego? Dlatego, że będąc dzieckiem też miałam dużo do powiedzenia, chciałam być w centrum uwagi...skoro dla rodziców goście są takimi ważnymi osobami, że moja się wtedy nie liczy...to zrobię wszystko, żebym to ja była najważniejsza/y...myśli sobie mały człowieczek i wymyśla nowe sposoby na zwrócenie uwagi na siebie. 
Odezwą się na pewno osoby, które twierdzą, że dziecko nie jest pępkiem świata, nie można tego uczyć bo będzie problem. Nie poradzisz sobie później z dzieckiem, nie użyjesz sobie na imprezie bo musisz ciągle zajmować się dziec…

Przepraszam...

za to, że:      - chcę żyć po swojemu,       - mam inne zdanie niż TY,      - nie robię niczego po to, żeby dogodzić innym,       -moje decyzje są takie a nie inne i wybieram to co będzie dobre dla mnie,      - musisz mnie oceniać negatywnie, ponieważ moje postępowanie wykracza poza Twoje poglądy...
- nie darzę sympatią osób, które także mi jej nie okazują... a w sumie to nie ma za co przepraszać...ale niektórzy ludzie nie pojmą nigdy,że każdy jest kowalem swojego losu i nie ma po co strzępić języka...ale cóż na większość sytuacji nie ma mocnych...

Jedziemy oglądać bajeczki...

i badać oczy do pani okulistki...mówi L. Pięknie to wygląda w teorii. 
Pierwsza wizyta- pani pokazuje L obrazki...milczy jak zaklęta, ok idziemy do aparatu może tam zbadamy. Młoda ani myśli podejść, krzyk...ok na następną wizytę trochę ją przygotujcie, kupcie kalejdoskop, lornetkę itp. Następnego dnia lecimy do sklepu i kupujemy lornetkę...mało wypasioną za 3 zł:) Okazuje się hitem sezonu. L chodzi patrzy przez lornetkę, mówimy jej z PT, że u pani okulistki też będzie lornetka i będą tam bajeczki ...i tak mija 1,5 miesiąca dzień wizyty...
L od rana opowiada co będzie robić u okulisty. Dojeżdżamy na miejsce mamy jeszcze trochę czasu do wizyty. L zwiedza szpital, opowiada ludziom na korytarzu co będzie robiła w gabinecie. Bawi się z dziećmi...jest wesoło:) Wchodzimy do gabinetu...dzień dobry mówi L...Lenka siada na krzesło, pani okulistka siedzi na krześle też:) ok wszystko się zgadza...Lenka będzie oglądała bajeczki...zapraszam zatem mówi pani...idziemy...jedno oko zbadane...krzyk odpych…

Spokojnie dziecko ma jeszcze na wszystko czas...

ale nie zawsze ten czas jest sprzymierzeńcem rozwoju, jeżeli występuje jakiś problem. Czasami wcześniejsza interwencja może pomóc w uniknięciu późniejszych problemów. 
W internecie miejsc gdzie można się poradzić na wszelkie tematy jest mnóstwo. Ludzie często piszą co ich niepokoi...mając na celu uzyskanie porady...nie jesteśmy lekarzami ale jeżeli moje dziecko miało z czymś problem mogę poradzić co i jak zrobić...często jednak komentarze brzmią idź do lekarza ( o tym później) albo spokojnie poczekaj, dziecko koleżanki, siostry, babci też tak miało i nic złego się nie działo...u tego dziecka może nie ale u mojego może być problem. I tak przewaga komentarzy,że spokojnie minie trochę czasu i będzie ok usypia czujność... Jeżeli pytam o radę czekam na odpowiedź ludzi, którzy bezpośrednio mieli do czynienia z konkretnym przypadkiem...jednak jak wiadomo każdy u nas mądry...i wie jak drugiemu dokopać.
L miała kilka miesięcy...kontrola u pediatry przed szczepieniem...pada pytanie czy ciągnie nó…

Większość ma przewagę...

ale czy to, że większość tak robi to znaczy, że robi dobrze??? Są różne trendy zarówno w wychowaniu dzieci, modzie, muzyce, odżywianiu  itp...  90 % społeczeństwa jest zgodna a 10% jest po drugiej stronie barykady...często ludzie ślepo podążają za kreowanymi w mediach stylami...ale nie tylko...robią coś bo tak wypada, bo poprzednie pokolenia tak robiły...bla bla bla... czy to, że będziemy postępować jak większość zrobi z nas lepszych ludzi?
Nigdy nie poddawałam się wpływom , nie robiłam tak jak inni, bo trzeba, wypada, bo to co robi dużo osób jest super...(nie licząc ucieczek ze szkoły...ale tu często byłam jedną z pierwszych, która się decydowała:))...koleżanki nosiły różowe bluzki...ja ubierałam się na czarno..do tej pory czarny kolor lubię najbardziej... był boom na jakiś styl muzyczny...dalej słuchałam swojej ulubionej...nie było i nie jest tak, że niczego innego nie uwzględniam...słucham wszystkiego co wpada w ucho lub przymusowo to czego słucha Młoda. 
Przyszła pora na urządzanie …

Kruk krukowi oka nie wykole...ale baba drugiej babie już może

Wojna damsko- damska istnieje już na pewno ładnych parę wieków. Każda z nas chce być najlepsza...tzn. musi mieć ciuchy lepsze niż koleżanki...a jak one mają lepsze to oczywiście zaczyna się szperanie w ich portfelu...ciekawe skąd wzięła kasę, na pewno jej nowy facet jest sponsorem itp., itd...otóż można mieć fajne markowe ciuchy na prawdę za nieduże pieniądze. Idziesz sobie do SH i masz do wyboru do koloru, różne znane lub mniej znane marki...kupujesz torbę za którą płacisz 20 zł...i jesteś szczęśliwa nie martwiąc się, że nie będziesz miała co zjeść :) chociaż znam i takie przypadki, że nie jedzą a ubrać się muszą...ale to oddzielna historia. Firmowe buty można kupić dużo taniej w internecie...ja czasem idę mierzę w sklepie i kupuje nawet o 100 zł taniej:) Może być tak, że kobietę po prostu stać na dobre ciuchy- sama zarobiła na to ciężką pracą...zazdrośnice jednak tego nie widzą...zawsze szukają jakiegoś ale...zamiast wziąć się do roboty i zarobić wolą siedzieć i biadolić... a najchę…

I co tu z tobą zrobić...

jest to podstawowe pytanie, które zadaje sobie każdy rodzic niezależnie od szerokości geograficznej :) Histeria jest chyba wpisana w żywot poczciwego człowieka posiadającego dzieci...żeby go skutecznie z równowagi wyprowadzać i żeby nie było za kolorowo...
W sumie to takie histerie o nic mogę zliczyć jak do tej pory na palcach jednej ręki...w sumie nie są to typowe histerie typu rzucanie się na podłogę, krzyk itp. Zawsze L walczy o coś...np. w sklepie podchodzimy do kasy...leżą batony (czekolady jeść nie może bo ma wysypkę od razu) L mówi, że chce ciastko... odpowiadam, że w domu jest ciastko i zje po obiedzie...chwila ciszy, kolejka długa, znów ten temat wraca powtarzam jej drugi raz a później nie zwracam już na to uwagi...i tak staram się robić ze wszystkim...
Sytuacja w sklepie następnego dnia...znów kolejka i ciastka...L mówi, że chce ciacho...ja nie zwracam uwagi...Młoda mówi ciacho jest w domu, Lenka zje po obiedzie i ten temat póki co mamy opanowany...
W domu jak to w domu, wiadom…

Matczyna moc :)

Przeczytałam gdzieś tekst, że najpiękniejsze co córka dostaje od matki to słowa ,że jest mądra, piękna itp...i że buduje to pewność siebie...skoro najważniejsza kobieta w moim życiu mi to mówi to tak na pewno jest...można góry przenosić...nie widzę w tym nic nienormalnego... 
Moja mama mnie zawsze chwaliła, popierała moje czasem nieco szalone decyzje, kiedy jej nie pasowało mówiła mi o tym otwarcie...jednak ja i tak robiłam swoje :P...czy to dało mi większą pewność siebie...oczywiście, że dało...jeżeli w momencie podejmowania decyzji, walki o jakąkolwiek rzecz, sprawę, masz moment zawahania...w głowie pojawiają się słowa...twojej Mamy...masz takiego powera do działania, że nie ma rzeczy niemożliwych...i idziesz przed siebie jak burza:) no może nie do końca aż tak...ale zawsze masz jakąś wewnętrzną mobilizację...wiesz, że co by się nie działo dla tej jednej osoby jesteś naj, naj, naj... i nie ważne czy teraz coś ci się uda czy nie...ona w ciebie wierzy i nigdy nie przestanie. 
Dla małego…

Zawsze wracają...

nie znasz dnia, godziny...nie przygotujesz się na ten moment...wystarczy słowo, gest, zdjęcie, miejsce...najczęściej piosenka...a wspomnienia powrócą...nie zawsze dobre nie zawsze złe...ale są.
Każdy z nas tak jakby składa się z nich...to one kształtują poniekąd nasz charakter, sposób bycia...z każdym wspomnieniem wiąże się jakieś doświadczenie...te złe przychodzą przeważnie w najgorszych momentach życia...coś nam nie wychodzi, świat wali się...i siedzisz, myślisz analizujesz...twoja analiza sięga często do czasów prehistorycznych...i tak siedzisz i się maltretujesz...wspominasz, wypominasz sobie swoją...cudzą głupotę... ale ok kryzys mija i przychodzi czas na te dobre...buziak uśmiechnięty...na sercu lekko... fajnie byłoby gdyby tylko te dobre chwile zostawały w pamięci...żeby można było wcisnąć delete i te niepotrzebne skasować...niestety nie da się i musimy z tym żyć...
Patent jest taki...przerabiamy sobie w główce złe chwile na dobre (wyszukujemy w nich plusy...choćby było ich mało …

M jak mama, M jak macierzyństwo...

Same ochy...achy jak to wspaniale jest być matką słyszysz zanim pojawi się twoje dziecię na świecie...i wierzysz...no jakby mogło być inaczej... poród to pestka, kupki pachną konwaliami, zęby wychodzą bezszelestnie, kolki??? a co to jest...nie dzieci przeważnie tego nie mają...to już nie te czasy...wyśpisz się...przecież małe dziecko tylko je, śpi i zapełnia pieluchy, później zacznie chodzić, sikać na nocnik itp., itd,. Wszystko ogarniesz nie jest tak źle... 
Rzeczywistość bywa jednak mniej ( dla niektórych bardziej) łaskawa. Poród...ok wszystko pięknie ładnie...zaczynają się komplikacje i dzięki szybkiej reakcji lekarzy dziecko rodzi się zdrowe...zostaje tylko blizna po cc... pierwsza noc w domu....cała kupa ląduje na tobie...i nie pachnie tak ładnie...bobas zaczyna jeść coś poza mlekiem aromat znów się zmienia...i wcale nie na lepszy...czujesz go z drugiego pokoju...kolki...całodniowe...krzyk wiszenie przy cycku...masz trochę odpoczynku jak dziecko śpi...w wózku, który ciągle jeździ.…

Bo wygodna jestem...

Pracując zawodowo starałam się jak mogłam aby dobrze wypełniać swoje obowiązki...w domu często przyznam się bez bicia idę na łatwiznę...
Chciałam mieć spokój...nie martwić się, że dziecko się oparzy, włączy samo piekarnik...zrobiłam go na wysokości wzroku...kiedyś będę może w ciąży/ kręgosłup odmówi posłuszeństwa...nie będzie mi się chciało schylać...(teraz też mi się nie chce :P) powodów można wymienić kilka. 
Szkoda mi kwiatów, nie chce mi się sprzątać rozsypanej ziemi...zniknęły z parapetu...
Kupuję mrożone warzywa...albo mrożę surowe...mniej roboty...wyciągasz wrzucasz do gara i się obiad gotuje:) nie musisz siedzieć obierać, kroić...zrobisz to raz i potem masz czas na inne "przyjemności"...
Rozwieszając pranie staram się to robić dokładnie...żeby uniknąć prasowania...prasuję oczywiście ale jak rzeczy tego na prawdę wymagają...przy temperamencie L stanie przy desce i prasowanie przez pół dnia nie wchodzi w grę...po nocy mi się nie chce...są inne rzeczy, które można wtedy rob…

"Nie bój się zmiany na lepsze..."

Pracujesz w firmie X przychodzi czasem moment, że jesteś zwolniony/a bo ktoś ci świnię podłożył, przyszedł ktoś bardziej kompetentny na twoje stanowisko...lub ktoś z większymi znajomościami... masz żal...jesteś wkurwiony/a do granic możliwości...lubisz swoją pracę i dupa...przychodzi jednak czas szukania zajęcia...za darmo nic nie ma w naszym kraju...i wyboru nie masz za wielkiego...wybierzesz najbardziej odpowiadającą ci ofertę i zaczynasz nową przygodę...po czasie okazuje się, że jest to jednak to co chcesz w życiu robić...
Długotrwały związek...jesteście ze sobą kochacie się, planujecie wspólne życie...i nagle pojawia się ktoś inny...twój partner/ partnerka zakochuje się na nowo...zostajesz sam/a...koniec świata, w jednej chwili tracisz wszystko...żałoba trwa... po mężczyźnie jak powyżej...po kobiecie nie wiem...może Panowie się wypowiedzą:) nie widzisz szans na nowy związek...no jak można zaufać ponownie...i tak mija czas...bawisz się ale gdzieś tam w środku tęsknisz za drugą połówk…

Zabawkowo

Był post o gadżetach...będzie o zabawkach...dla mojej L najlepszą zabawką jest zgnieciona kartka papieru, metki od ubrań, patyczki, kamyczki itp. Są jednak przedmioty, które bardzo lubimy...nie ma takich najbardziej ulubionych...wszystkie przedstawione są jednak z nami już długo i często używane:) Nie chcę być oskarżona o chwalenie się...pewnie znajdzie się ktoś kto tak pomyśli...sama na wielu blogach poprzez takie "chwalenie się" wynalazłam wiele fajnych rzeczy:) tak więc do sedna:)
1. Laptop świnka...prezent L na pierwsze urodziny...fajna sprawa, uczy kształtów, cyferek i literek, dla młodszych dzieci jak najbardziej odpowiedni...dla starszych trzeba będzie kupić bardziej rozbudowany pod względem opcji sprzęt :) L póki co lubi i korzysta...mama ma laptopa i Lenka ma laptopa:)
2.Drewniane klocki (made in Biedronka) najczęściej są porozrzucane po podłodze...matka nie raz nie dwa się na nich potyka...uwielbiam drewniane zabawki...jak dla mnie mają większy urok niż inne tworzywa…

Moi faworyci

Wiadomo nie od dziś, że firmy prześcigają się w pomysłach na ułatwienie nam rodzicom życia...robią na tym niemały biznes:) Przedstawię Wam moje ulubione gadżety. Wpis nie jest sponsorowany przez żadną z firm. Kolejność zupełnie przypadkowa

Pozycja nr 1 na liście książeczka pomocna przy nauce siusiania poza pieluszką...jest jednak jedno ale w naszym przypadku...jest fragment gdzie Basia robi siku i kupę na dywan...L wzięła to sobie bardzo do serca i mówi, że ona robi jak Basia a mama posprząta...mimo wszystko książeczka jest bardzo fajna:)
2. Wiaderko elastyczne...może nie tak elastyczne jak te za kilkadziesiąt złotych ale jest...u nas miało służyć jako pojemnik na zabawki do kąpieli...ale stało się zabawką do wody...może być wiaderkiem do piasku, koszyczkiem na zakupy, nawet widziałam zastosowanie jako doniczka:) koszt około 6 zł.
3.Kubeczek do nauki samodzielnego picia firmy doidycup. Na prawdę rewelacyjna sprawa. Cena dość wysoka ale na prawdę warto...ja dowiedziałam się o nim na pewny…

Najlepszy nauczyciel

Obcując z dzieckiem wprowadzasz je w świat...w życie..uczysz nowych umiejętności aby jak najlepiej radziło sobie w otaczającej go brutalnej momentami rzeczywistości...jednak w tym wszystkim ten mały człowiek uczy cię wielu rzeczy, o których wcześniej nie myślałeś:) Oto kilka z nich:
1.Nigdy nie przypuszczałeś/ aś, że masz w sobie takie pokłady cierpliwości...dziecko pokaże ci, że masz ich znacznie więcej niż ci się wydaje
2. Dowiadujesz się, że z ciśnieniem 300/ 200 można w miarę normalnie funkcjonować i nie trzeba brać tabletek na nadciśnienie
3. Koperta jest laptopem, pognieciona kartka mikrofonem, suszarką do włosów, odżywką i gitarą
4. Zupę można gotować na patelni, a lustro myje zęby, 
5.Obiad na zimno nawet nieźle smakuje...dopóki nie zjesz znów ciepłego
6.Odkurzanie, sprzątanie, zmywanie po 100 razy dziennie nie jest takie straszne jakby się mogło wydawać
7.Okazuje się, że twój telefon ma dużo więcej funkcji niż sam/a odkryłeś/aś
8. Można robić kilka rzeczy na raz w mega szybkim tempie…

Podwórkowi doradcy

Z Młodą wychodzę na podwórko w różnych godzinach...najchętniej rano...ale upał zmusza nas do późno popołudniowego wyjścia...no i trafiam na grupkę rodziców okupujących ławeczkę...dzieci się bawią biegają...moja L lata jak wściekła to wiecie...ja sobie nie posiedzę...ale co tam Młoda dba o mamy linię... Nagle słyszę od znajomej komentarz...daj spokój nie biegaj... musisz jej zaufać...nigdy się nie nauczy samodzielnej zabawy...ok mówię...ale moje dziecko wybiega w stronę ulicy i się nie zatrzymuje bo jest z górki, wpada do klatek schodowych i leci po schodach do piwnicy... podchodzi pod huśtawki w momencie kiedy bujają się inne dzieci...wchodzi na barierki itp. itd...
W odpowiedzi słyszę, że jej się przecież nic nie stanie...( komentarz ze strony matki dwójki odchowanych dzieci, które siedzą cały czas w piaskownicy)..no raczej jej się nie stanie ale jak spadnie na głowę z wysokości ponad metra to co wtedy...albo poleci z całej długości schodów...rozmowa zakończyła się ponieważ moje dzieck…