czwartek, 28 września 2017

Czerwony balonik




Przeczytałam praktycznie wszystkie książki napisane przez Nataszę Sochę. Uwielbiam twórczość autorki, z niecierpliwością czekam na kolejne powieści. Tej konkretnej się jednak obawiałam.
Ludzkie cierpienie, zwłaszcza dotykające dzieci to temat, który omijam w literaturze.

Dostałam egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa i tak jakby byłam "zmuszona" do lektury...
i wiecie co. Bardzo, bardzo się cieszę, że się przełamałam. 

"Apteka marzeń"- opowieść oparta na prawdziwych wydarzeniach. Niestety nie do końca dobrych i miłych. Autorka przedstawia historię małej Oli i jej rodziny. Dziewczynka, która dopiero zaczyna życie, poznaje otaczający je świat dostaje niechciany "prezent" w postaci choroby nowotworowej. Rak wyzywa ją na pojedynek na śmierć i życie.

Karolina ( postać fikcyjna)- zbuntowana nastolatka, dowiaduje się, że ma brata. Życie wywraca jej się do góry nogami, dodatkowo hormony buzują. Na dokładkę w tak trudnym okresie życia dostaje diagnozę. Świniak ( tak dziewczyna nazywa chłoniaka) rozgaszcza się w jej ciele i łatwo nie daje za wygraną. Dziewczyna nie poddaje się jednak, walczy. Pomaga innym chorym dzieciom spełniać ich marzenia ( idzie jej to świetnie). Do ostatnich chwil swojego życia walczy.

Czytelnik dostaje od Nataszy Sochy i bohaterów niesamowitą lekcję życia i pokory. Autorka oswaja nas ze śmiercią, z rozmowami o niej. Nie ma tu ( jak zawsze w powieściach Nataszy Sochy) zbędnego owijania w bawełnę. Subtelnie, ale dosadnie zostaje nam podłożona bomba emocjonalna.

Perspektywa bycia rodzicem dziecka śmiertelnie chorego. Szpitalna codzienność, emocje, problemy...równoległe życie z rodziną. To tematy, które po usłyszeniu diagnozy najczęściej są odsuwane na dalszy plan. Liczy się walka o najbliższą osobę, o jej wyzdrowienie. Niewielu dostrzega to co czuje i przeżywa matka, ojciec. Oni muszą być silni, muszą pokazać, że świat się nie skończył, że żyjemy dalej. To co tkwi w ich głowach... często wystarczą małe gesty, chwila "oderwania" od nowej codzienności, by ludziom wróciła siła walki. To najcięższa próba na jaką zostaje wystawiony człowiek.

Z drugiej strony widzimy walkę z nowotworem z punktu widzenia nastolatki, która jest silniejsza niż niejeden dorosły. Mimo złego stanu zdrowia, braku włosów nie siedzi w kącie i nie płacze. Dostaje powera i działa. Jeździ po Polsce, odwiedza chore dzieci i pomaga w realizacji ich najskrytszych marzeń ( pomagają jej w tym czerwone balony wysyłane wraz z zapisanym życzeniem). Swoje zostawia na koniec...

czy się spełni, jak zakończy się książka- tego dowiecie się czytając "Aptekę marzeń".

Nie znajdziecie tu typowego happy endu. Jedna z bohaterek przegra starcie o własne życie, druga nadal będzie się cieszyć ze spędzania czasu wśród najbliższych. 

Było sobotnie popołudnie. Młoda stwierdziła, że chce się zdrzemnąć. Położyła się koło mnie, zasnęła. Ja czytałam. W momencie diagnozy małej Oli, spojrzałam na to moje śpiące dziecię i wstrząsnął mną taki szloch, jakiego dawno w moim życiu nie było. Uspokoiłam się, czytałam dalej. Wiecie co? Widząc postawę rodziców Oli, Karoliny nabrałam swego rodzaju dystansu. Współodczuwałam, poczułam wolę walki. Kibicowałam im- prawie z nimi działałam ;) Nie powiem, że się nie wzruszyłam, ale nie przepłakałam całej książki ( co w przypadku wielu filmów a nawet bajek jest u mnie na porządku dziennym).

Ważnym tematem, który poruszony jest w "Aptece marzeń" jest Drużyna Szpiku. Szczytny cel, warto zainteresować się bliżej i pomagać innym. Sprawę należy jednak głęboko przemyśleć. Nie powinno się ulegać modzie i rejestrować jako potencjalny dawca, a w razie potrzeby wystraszyć się i zrezygnować, odebrać komuś nadzieję i szansę na życie.

Autorce dziękuję za piękną, chociaż trudną książkę, za wachlarz emocji, lekcję życia, pokory i siłę walki w różnych sytuacjach, wiarę w to, że marzenia się spełniają.

Polecam książkę każdemu, bez wyjątków!

Wydawnictwu Pascal dziękuję za egzemplarz recenzencki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane