sobota, 4 listopada 2017

Ratunku!!! Italia !



Matka na Szczycie ( klik) świętuje w listopadzie urodziny. Sabina Ratunku, Italia ( klik) co roku w tym dniu pisze specjalne opowiadanie. Mimo, że nie zostawia na nas suchej nitki ( żarcik) z przyjemnością czytamy jej teksty. Jest też na tyle miła, że pozwala nam kontynuować opowieść.
Tekst przeczytajcie sami, żeby wiedzieć o co chodzi w mojej opowieści :) Część pierwsza ( klik).

Donatella Vversalce nie dała się przekonać prośbom i groźbom Gosi Juhas. Na nic zdały się zapewnienia, że idealnie czuje się w swojej skórze, że jej zbyt duży nos jest odpowiedni, zmarszczki też nie przeszkadzają.

Termin pierwszej operacji był już zaplanowany. Gośka siedziała w swoim pokoju i kombinowała. Donatella odcięła ją od dostępu do telefonu, internetu. Zamknęła ją w pokoju i dostarczała niezbędne do życia środki.

W pierwszej kolejności dziewczyna pomyślała o niezawodnej, mającej wyjście z każdej sytuacji Sabinie Trzęsącej. Ta jednak balowała na Sardynii w nosie mając losy koleżanek, które nieźle jej namieszały w życiu. Musiała od nich odpocząć i od dłuższego czasu kontaktu z nią nie było.

Gdy po raz setny, albo nawet tysięczny Juhas dreptała od ściany do ściany, do jej głowy wpadł genialny pomysł.  Spojrzała na zegarek. Zbliżała się pora " karmienia". Donatella sama dostarczała posiłki, bojąc się, że Gośka przekabaci pracowników i ucieknie.

Po kilku minutach drzwi się otworzyły. Vversalce wniosła tacę z owocami morza, których Gosia nie mogła przełknąć. Uśmiechnęła się jednak i zaczęła jeść. 

- Doni, czy mogę mieć do ciebie jedną małą prośbę?
- Nawet nie myśl, że zmienię zdanie- ostro odpowiedziała Donatella.
- Nie, ja nie o tym. Siedzę tu sama, smutno mi czasami. Mogłabym cię prosić o jakieś zwierzę?- Gosia uśmiechnęła się słodko.
- Tylko nie proś o krokodyla...
- Chciałbym gołębia- weszła jej w słowo Juhas. 
- Gołębia? Oszalałaś?! Dobrze, niech będzie- odparła po chwili zastanowienia. 

Gośce w gardle stały wszystkie zjedzone krewetki i inne okropieństwa, ale bardzo cieszyła się z tego, że jej plan może się powieść. Za pomocą gołębia, jakiś czas temu wysyłała dziewczynom potrawy, której najczęściej przygotowywał jej mąż ( czasem mówiła, że ona sama je robi).

Donatella dostarczyła jej ptaka dość szybko, chyba nie chciała, żeby na twarzy koleżanki pojawiły się nowe zmarszczki- chirurdzy mieliby więcej roboty, dłużej musiałaby czekać na efekty.

Zadowolona Juhas, gdy tylko zamknęły się drzwi jej pokoju przystąpiła do pracy. Napisała wiadomość do Doroty Wacik ( klik) z prośbą o kontakt z Matką na Szczycie i ratunek dla niej oraz Katarzyny Przesmyk ( klik).  Przez maleńki lufcik wypuściła gołębia.
                                         *
Dorota Wacik siedziała na swoim tarasie i popijała drinka. Nagle na jej głowie wylądował gołąb. 
Podskoczyła, chcąc odgonić ptaszysko.

- Czy z moją fryzura jest aż tak źle, że ptaki myślą, że to gniazdo?!- krzyknęła do męża, który i tak jej nie słyszał, ponieważ dźwięki kosiarki skutecznie zakłócały krzyki żony.

Gołąbek siedział sobie spokojnie na jej głowie. Kiedy właścicielka jego miejsca lądowania trochę się uspokoiła, wychylił dziób i zajrzał jej głęboko w oczy. Dorota wiedziała, że to spojrzenie nie wróży niczego dobrego. Ptak wyrzucił trzymaną w dziobie karteczkę. Dziewczyna schyliła się po nią. Rozłożyła i zaczęła czytać.

Doris ratuj! Jestem o krok od operacji, która oszpeci mnie na całe życie, Kasia Przesmyk siedzi w jakichś lochach. Skontaktuj się z Matką na Szczycie i migiem do Italii! G.Juhas.

- Jaja sobie robią- Dorota mówiła już sama do siebie, albo do gołębia, który nadal siedział na jej głowie, niszcząc układaną pół dnia fryzurę. Zadzwonię do Kasi, zobaczę o co chodzi- kontynuowała swój monolog.

Matka na Szczycie bardzo szybko odebrała telefon, potwierdziła wszystko o czym napisała Gośka. Zaplanowały z Dorotą akcję ratunkową i szykowały się do lotu. 

Wacik odpisała na otrzymaną wiadomość, z ulgą przyjęła fakt, że ptak ją opuścił. Pobiegła się pakować. Do pokoju, który wyglądał jak po przejściu armagedonu wszedł mąż Doroty.

- Co tu się dzieje? Na wojnę się szykujesz?
- Żebyś wiedział, muszę pomóc koleżankom, za chwilę lecę do Włoch.
- Czy ci słońce zaszkodziło?- spojrzał na nią badawczo.
- Nie mam czasu, żeby ci to teraz tłumaczyć. Na pewno będzie o naszej akcji głośno, albo zobaczysz mnie w tv, albo poczytasz w necie. Teraz muszę uciekać. Za chwilę będzie po mnie samolot. 
                                       *
Do operacji zostało już niewiele czasu. Juhas wyczekiwała gołębia z wiadomością. Bała się, że Dorota Wacik znana z czarnego humoru, może pomyśleć, że ją wkręcają i nie zadzwoni do Matki na Szczycie. 

Gołąb okazał się ekspresowym dostawcą przesyłek. Tym razem jedynie przysiadł na lufciku, wyrzucił liścik i padł. Albo czymś się zatruł po drodze, albo zakończył swój żywot wycieńczony po dalekiej i szybkiej podróży. Gośka szybko przeczytała wiadomość. Dwa słowa, które podniosły ją na duchu " Już lecimy". Teraz spokojnie mogła położyć się spać.

Skoro świt do jej pokoju wpadła Donatella. 

-Wstawaj, szybko! Zmiana planów, na stole znajdziesz się dziś. Lekarz jutro nie może wykonać zabiegu.
- Ale jak to??? - spanikowana Juhas nie wiedziała co robić.
- Nie jak to, tylko się ubieraj, migusiem- rozkazała Vversalce.

Gośka posłusznie wykonywała jej polecenia, licząc na to, że dziewczyny są już na miejscu i ją uratują.

Na szczęście informacje o klinice uwielbianej przez Donatellę były powszechnie dostępne. Koleżanki z pewnością szukały tych informacji i w odpowiednim czasie będą na miejscu. Jedynie nadzieja trzymała ją przy życiu przy prawie zdrowych zmysłach.

- Zawsze chciałam polecieć do Włoch, nie myślałam jednak, że odbędzie się to w takich okolicznościach- Dorota Wacik z jednej strony cieszyła się, że nareszcie spełni swoje marzenie, z drugiej zaś bała się tego co czeka ją na miejscu.
- Nie biadol, pamiętasz jaki jest plan działania?- Matka na Szczycie szybko sprowadziła ją na ziemię, mimo, że nadal przebywały wysoko w chmurach. Wydała ostatnie oszczędności na transport do Włoch, liczyła jednak, że odbije się po wszystkim i spokojnie odda wyciągnięte po kryjomu pieniądze z konta Ojca na Szczycie.
- Pamiętam, tylko jakoś nie widzę się w roli pielęgniarki...
- Dasz sobie radę. Za chwilę lądujemy i pędzimy do kliniki "Urwana skóra". Gośka za chwilę wjeżdża na salę.
- Skąd ty to wszystko wiesz?
- Mam swoje źródła, a ty się nie interesuj, bo jak poznasz prawdę, możemy źle skończyć.

Maszyna wylądowała niedaleko kliniki. Dorota w biegu przebierała się w strój pielęgniarki i biegła do budynku. Matka na Szczycie już czekała pod oknami, żeby w razie potrzeby łapać Gośkę. Nie miała pewności, czy jej związane apaszki wytrzymają ciężar koleżanki. Dorota zamontowała je w oknie łazienki i spokojnym krokiem weszła na salę operacyjną. Chwilę później Juhas tez tam była. Nie poznała Wacik, która miała na twarzy maseczkę. Zdziwiła się jednak, kiedy pielęgniarka zaproponowała jej wizytę w toalecie. Ze względów bezpieczeństwa udała się z nią.

Donatella nie podejrzewając podstępu uśmiechnęła się do wychodzących kobiet. 

Czy apaszki wytrzymają ciężar Gosi Juhas? Czy bohaterki uratują Katarzynę Przesmyk? Jak potoczą się dalsze losy paczki szalonych blogerek z Polski... tego dowiecie się jeżeli dziewczyny podejmą się kontynuacji opowieści. Jestem tego więcej niż pewna. Wiem też, że będzie niezła zabawa :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane