"Idealni" ludzie mają bardzo nudne życie.. wszystko co robią musi być perfekcyjne...no jakby inaczej...przecież nikt nie może się do mnie przyczepić... ciągłe dążenie do perfekcji odsuwa na boczny tor to co w życiu najważniejsze...czyli radość z tego co jest tu i teraz.
Perfekcyjna Pani Domu...nie ma w nim grama kurzu, wszystko starannie poukładane na swoim miejscu...wchodzisz i boisz się oddychać, żeby coś złego się nie stało...usiądę, pogniotę narzutę, może krzesło pobrudzę...a jak idziesz w takie miejsce z dzieckiem...lepiej nie iść...będzie niepotrzebny dym...Kolega powiedział kiedyś, że dom jest do mieszkania a nie do sprzątania :D Zamiast iść i czuć się swobodnie czujesz się jakbyś zwiedzał muzeum...nie jest też tak, że nie lubię porządku...lubię ale nie za wszelką cenę...nie zabijam się żeby na oknie nie było żadnej smugi, kot z kurzu też by się gdzieś znalazł...osoby mające dziecko wiedzą co to brudna podłoga zaraz po umyciu...nie mam takich jazd, że lecę i od nowa szoruję...no chyba, że jest jakaś większa awaria...u Młodej w pokoju...klękacie narody...istny tor przeszkód...ale to jej pokój i niech tam robi co chce...uczę ją oczywiście odkładania na miejsce, sprzątania itp...jak na razie z mizernym skutkiem...nie jest to jednak powód, żebym siwych włosów i zmarszczek się dorabiała w tak młodym wieku :P
Bez makijażu z domu nie wyjdę...owszem są miejsca i okazje gdzie "tapeta" jest niezbędna...poza tym kosmetyki mają termin przydatności i szkoda wyrzucać...więc się używa...nie mam jednak parcia na to, że śmieci idę wyrzucić pomalowana,że w domu muszę wyglądać nieskazitelnie...szczerze nie lubię się malować, nie umiem zresztą- mój makijaż podkład, puder i tusz na rzęsy, albo sam tusz i tyle. Błyszczyków szminek też nie używam- jedynie pomadki bezbarwne...podziwiam kobiety, które spędzają masę czasu, żeby się pięknie umalować, nie atakuję osób malujących się! mi się po prostu nie chce marnować więcej niż 5 minut na stanie przed lustrem...jedyne z czym walczę codziennie to mycie włosów...bez tego nie wyjdę z domu...ale to już taki mój nawyk...jak mycie zębów:)
Ubiór musi być wygodny...zwłaszcza w domu. Pierwsze co robię po powrocie do niego to się przebieram...dres na tyłek i od razu jest lepiej...nie chodzę na obcasach...czasem zakładam- ale to już musi być extra okazja. Boli mnie kręgosłup, stopy moje nie tolerują za bardzo takiego obuwia...kiedyś biegałam na obcasach, wysokich koturnach...ale cóż wiek robi swoje :D poza tym z moim latającym dzieckiem wyjście na obcasach byłoby gwoździem do trumny...wiem, ze są wyścigi na szpilach...wielkie brawa i szacunek dla tych kobiet, że dają radę...ja nie podejmuję wyzwania...
Ideały kreowane przez media...nie każdy musi być szczupły/gruby...mieć blond/rude/ czarne włosy...wszystkim nie dogodzisz...raz w modzie będzie rozmiar 34...schudniesz ok...za jakiś czas przyjdzie czas na uwielbianie rozmiaru 42...i co przytyjesz? żeby być ideałem dla tych paru osób, które dobrze rozpowszechnią swoje poglądy...ja nie, nie chce mi się...co do koloru włosów...zmieniałam je dość często...od ponad roku nie maluję ich wcale...nieraz mam loty i coś bym zmieniła...ale zaraz mi przechodzi i wymyślam coś innego :)
Przez żołądek do serca...w dziedzinie jaką jest gotowanie też raczej nie miałabym szans w programach typu Hell's Kitchen...albo za słabo przyprawione, albo się rozgotuje...albo przypali, nie dopiecze...ale jak twierdzi PT jak coś się dzieje i próbuję ratować obiad to wychodzi mi super:D a to dlatego, że lubi mocno przyprawione:) Nie jest jednak ze mną tak źle coś tam umiem zrobić bez wpadek:)
W dziedzinie wychowania...chyba nikt nie jest tu ideałem...czasem brak cierpliwości bierze górę...jesteś zmęczony, chcesz mieć chwilę spokoju i pozwalasz dziecku na coś co wychodzi poza określone w domu zasady ( ale zasady są po to żeby je łamać). Nie wierzę, że jest rodzic idealny, któremu wszystko wychodzi bez problemu, że nie ma w jego życiu momentów, w których powinno się wezwać Super Nianię:) Dla dziecka zawsze będziesz ideałem...nie oszukuj jednak innych a przede wszystkim siebie, że jest tak cudownie...inni też mają dzieci i wiedzą jak to wszystko wygląda...
Dążymy w swoim życiu do perfekcji...chcemy być zauważeni przez innych, chcemy aby nasi znajomi i rodzina lubili nas...pytanie jednak zasadnicze czy za to jacy jesteśmy czy za to, że jesteśmy "idealni"i znerwicowani tym, że musi być perfekcyjnie...ja też się kiedyś spinałam...wyluzowałam i żyje mi się o niebo lepiej :D
Zlew pełen garów...może poczekać idę z L poczytać książeczki, tulić się pobawić...nie latam ze ścierą i nie wycieram każdego milimetra kurzu, który się pojawia ( tu dobrym patentem są jasne meble- mniej widać :P), pranie czasem musi poczekać na inne niż włożenie do pralki czynności :D
Jednak jeżeli już pracowałam zawodowo to co robiłam starałam się wykonywać najlepiej jak potrafiłam...praca i życie poza nią to zupełnie inne sprawy...nie ma sensu niepotrzebnie tracić energii :) zamiast tego popatrz na nieidealny świat i ciesz się z każdej przeżytej chwili :)
Perfekcyjna Pani Domu...nie ma w nim grama kurzu, wszystko starannie poukładane na swoim miejscu...wchodzisz i boisz się oddychać, żeby coś złego się nie stało...usiądę, pogniotę narzutę, może krzesło pobrudzę...a jak idziesz w takie miejsce z dzieckiem...lepiej nie iść...będzie niepotrzebny dym...Kolega powiedział kiedyś, że dom jest do mieszkania a nie do sprzątania :D Zamiast iść i czuć się swobodnie czujesz się jakbyś zwiedzał muzeum...nie jest też tak, że nie lubię porządku...lubię ale nie za wszelką cenę...nie zabijam się żeby na oknie nie było żadnej smugi, kot z kurzu też by się gdzieś znalazł...osoby mające dziecko wiedzą co to brudna podłoga zaraz po umyciu...nie mam takich jazd, że lecę i od nowa szoruję...no chyba, że jest jakaś większa awaria...u Młodej w pokoju...klękacie narody...istny tor przeszkód...ale to jej pokój i niech tam robi co chce...uczę ją oczywiście odkładania na miejsce, sprzątania itp...jak na razie z mizernym skutkiem...nie jest to jednak powód, żebym siwych włosów i zmarszczek się dorabiała w tak młodym wieku :P
Bez makijażu z domu nie wyjdę...owszem są miejsca i okazje gdzie "tapeta" jest niezbędna...poza tym kosmetyki mają termin przydatności i szkoda wyrzucać...więc się używa...nie mam jednak parcia na to, że śmieci idę wyrzucić pomalowana,że w domu muszę wyglądać nieskazitelnie...szczerze nie lubię się malować, nie umiem zresztą- mój makijaż podkład, puder i tusz na rzęsy, albo sam tusz i tyle. Błyszczyków szminek też nie używam- jedynie pomadki bezbarwne...podziwiam kobiety, które spędzają masę czasu, żeby się pięknie umalować, nie atakuję osób malujących się! mi się po prostu nie chce marnować więcej niż 5 minut na stanie przed lustrem...jedyne z czym walczę codziennie to mycie włosów...bez tego nie wyjdę z domu...ale to już taki mój nawyk...jak mycie zębów:)
Ubiór musi być wygodny...zwłaszcza w domu. Pierwsze co robię po powrocie do niego to się przebieram...dres na tyłek i od razu jest lepiej...nie chodzę na obcasach...czasem zakładam- ale to już musi być extra okazja. Boli mnie kręgosłup, stopy moje nie tolerują za bardzo takiego obuwia...kiedyś biegałam na obcasach, wysokich koturnach...ale cóż wiek robi swoje :D poza tym z moim latającym dzieckiem wyjście na obcasach byłoby gwoździem do trumny...wiem, ze są wyścigi na szpilach...wielkie brawa i szacunek dla tych kobiet, że dają radę...ja nie podejmuję wyzwania...
Ideały kreowane przez media...nie każdy musi być szczupły/gruby...mieć blond/rude/ czarne włosy...wszystkim nie dogodzisz...raz w modzie będzie rozmiar 34...schudniesz ok...za jakiś czas przyjdzie czas na uwielbianie rozmiaru 42...i co przytyjesz? żeby być ideałem dla tych paru osób, które dobrze rozpowszechnią swoje poglądy...ja nie, nie chce mi się...co do koloru włosów...zmieniałam je dość często...od ponad roku nie maluję ich wcale...nieraz mam loty i coś bym zmieniła...ale zaraz mi przechodzi i wymyślam coś innego :)
Przez żołądek do serca...w dziedzinie jaką jest gotowanie też raczej nie miałabym szans w programach typu Hell's Kitchen...albo za słabo przyprawione, albo się rozgotuje...albo przypali, nie dopiecze...ale jak twierdzi PT jak coś się dzieje i próbuję ratować obiad to wychodzi mi super:D a to dlatego, że lubi mocno przyprawione:) Nie jest jednak ze mną tak źle coś tam umiem zrobić bez wpadek:)
W dziedzinie wychowania...chyba nikt nie jest tu ideałem...czasem brak cierpliwości bierze górę...jesteś zmęczony, chcesz mieć chwilę spokoju i pozwalasz dziecku na coś co wychodzi poza określone w domu zasady ( ale zasady są po to żeby je łamać). Nie wierzę, że jest rodzic idealny, któremu wszystko wychodzi bez problemu, że nie ma w jego życiu momentów, w których powinno się wezwać Super Nianię:) Dla dziecka zawsze będziesz ideałem...nie oszukuj jednak innych a przede wszystkim siebie, że jest tak cudownie...inni też mają dzieci i wiedzą jak to wszystko wygląda...
Dążymy w swoim życiu do perfekcji...chcemy być zauważeni przez innych, chcemy aby nasi znajomi i rodzina lubili nas...pytanie jednak zasadnicze czy za to jacy jesteśmy czy za to, że jesteśmy "idealni"i znerwicowani tym, że musi być perfekcyjnie...ja też się kiedyś spinałam...wyluzowałam i żyje mi się o niebo lepiej :D
Zlew pełen garów...może poczekać idę z L poczytać książeczki, tulić się pobawić...nie latam ze ścierą i nie wycieram każdego milimetra kurzu, który się pojawia ( tu dobrym patentem są jasne meble- mniej widać :P), pranie czasem musi poczekać na inne niż włożenie do pralki czynności :D
Jednak jeżeli już pracowałam zawodowo to co robiłam starałam się wykonywać najlepiej jak potrafiłam...praca i życie poza nią to zupełnie inne sprawy...nie ma sensu niepotrzebnie tracić energii :) zamiast tego popatrz na nieidealny świat i ciesz się z każdej przeżytej chwili :)