poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Nie warto tłumaczyć...

często można spotkać się z takim stwierdzeniem odnośnie złego zachowania dziecka...a co warto? Dać w tyłek? Tego nie zrobię, krzyknąć mi się zdarza...ale...

Po pierwsze odeślę Was do tekstu znajdującego się tu: Blog Ojciec. Żeby większość przedstawicieli płci męskiej  ( i żeńskiej) miała takie podejście świat byłby piękny :). 
Czy tłumaczenie dziecku zasad, dla nas oczywistych dla niego mniej ma sens i przynosi skutki? Ma sens i przynosi oczekiwane rezultaty...ale nie zawsze tak szybko jakbyśmy tego chcieli. Powtarzając jak mantrę po raz tysięczny : nie wolno, nie rób tego, rób to w ten sposób itp. dostajesz szału, ponieważ dziecko i tak robi po swojemu. Cierpliwość się kończy, frustracja sięga zenitu...wybuchasz...i jaki jest rezultat...albo dziecko płacze i ucieka, albo robi jeszcze bardziej na złość...

Krzyknęłam na Młodą nie raz...pamiętam pierwszy...miałam dość stresującą sytuację...L miała wtedy pół roku...domagała się mojego zainteresowania...i zaczęła płakać...moja reakcja... krzyknęłam żeby była cicho...i siadłam i się poryczałam...możecie uznać mnie za nienormalną ale miałam ochotę sobie w łeb strzelić za to co zrobiłam...przeprosiłam ją..nie wiem czy to zrozumiała...tuliłam ją i przepraszałam kilka razy...wiem, że nie powinnam tak postąpić, ale stało się i się nie odstanie... przeżywałam to dość długo...

Córka podrosła, zaczęła chodzić...i broić...tu krzyk zdarzał się w sytuacjach, kiedy robiła coś niebezpiecznego...za każdym razem ją przepraszałam...i tłumaczyłam dlaczego tak się stało i jakie konsekwencje może mieć jej postępowanie...wiem, że krzyk nie jest dobry ale nie zawsze nad sobą zapanujesz...czasem sytuacja cię zaskoczy i działasz instynktownie...

Przeczytałam wyżej wymieniony tekst na Blog Ojciec...i mocno się nad sobą zastanowiłam...przeanalizowałam wszystko...i doszłam do wniosku, że mądrego warto czytać i spróbować...zamiast krzyczeć, wołać córkę idę do niej, tłumaczę, mówię spokojnie...i co myślicie, że są efekty? Są i to szybciej niż się spodziewałam :) Oczywiście nie jest to cudowne czary mary i wszystko jest jak w bajce...czasem L coś i tak wycuduje...ale jest lepiej...ja czuję się lepiej nie krzycząc na moje dziecko...
Zastanowiło mnie to czy w momencie kiedy krzykniesz dziecko rozumie zaistniałą sytuację, czy wie, że jego zachowanie jest złe, może być niebezpieczne? Czy boi się rodzica...rodzica, który krzyczy? Mi się wydaje, że druga opcja jest bardziej prawdopodobna...i biedny maluch nie zwraca uwagi na to co zrobił ale na ciebie- wściekłego i wrzeszczącego...i tak krążycie sobie w tych krzykach...nie dając tym samym dobrego przykładu...

Tłumaczenie dziecku, że bieganie przy ruchliwej ulicy może źle się skończyć...jak wiecie moje dziecko nie należy do tych spokojnych, ładnie idących za rączkę z mamusią...dlatego na dłuższe spacery bez wózka L miała zakładane szelki...za każdym razem jednak tłumaczyłam jej jak ma się zachowywać, że przechodzimy po pasach itp. Jakiś czas temu idziemy sobie z L i moją Mamą...docieramy do ulicy...zatrzymujemy się. Młoda mówi, że trzeba zobaczyć czy nie jedzie samochód i jak nie jedzie to przechodzimy po pasach...oczy wielkie zrobiłam...normalnie nie wierzyłam...tłumaczyłam milion razy a ona zdawała się w ogóle mnie nie słuchać...a tu niespodzianka...
Na dłuższe zakupy jeździmy wózkiem...ale czas na podreptanie też jest...jedziemy sobie jakieś parę dni temu...spotykam znajomą...rozmawiamy sobie...L w wózku...wyciągam ją z wózka. Młoda postawiona na chodniku mówi, że teraz daje mamie rączkę i idziemy sobie na spacerek pochodzić :) Oczy robimy wielkie- przypadek nieczęsto spotykany...ja szczęśliwa po raz kolejny z sukcesu mojej gadaniny :D

Problem mamy jeszcze z trawnikami...na placu zabaw L może biegać gdzie chce i ile chce...przy ulicach też są trawniki...i tam też chce biegać...ale tłumaczę, tłumaczę, tłumaczę...czasem mówię, że jak nie chce ładnie chodzić to będzie jeździła wózkiem...długa droga przed nami...nagadam się przy tym na pewno...dojdą nowe rzeczy...ale wiem jedno warto rozmawiać, tłumaczyć...do dzieci dociera na prawdę wiele...musimy jednak znaleźć właściwy sposób na przekazanie wiedzy :D

1 komentarz:

  1. Dokładnie. Tłumaczenie jest ważne i trzeba to robić. Moi rodzice nigdy na mnie nie krzyczeli, nigdy mnie też nie bili. I wyrosłam na ludzi :)

    OdpowiedzUsuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane