sobota, 9 sierpnia 2014

Matka, mama, mamusia...

Czekasz na moment kiedy twoje dziecko wypowie to słowo...jest powiedziało MAMA :) Radość ogromna, wszyscy już wiedzą..., że brzdąc to powiedział...niemalże święto lasu :D

Ale przychodzi chwila kiedy masz dość...mamo...pobiegnij po książeczkę, lalkę...itp. krzyczy L. Mamo poszukaj mi zabawki, mamo zrób to tamto siamto...Przyszła do nas babcia w odwiedziny...siedzą czytają książeczkę...matki nie ma w polu widzenia...jednak gdy się pojawia...L wyrywa babci książkę- teraz mama poczyta...

I wszystko musi robić mama- w teorii...ona jednak ogranicza się do tego co na prawdę wymaga jej zaangażowania...nie działają na nią krzyki, histerie...po prostu nie chce krzywdzić dziecka od najmłodszych lat... jedyne co sobie Młoda pogada :D

Kiedyś idziemy sobie na spacerze i rozmawiamy z L...mówię do niej Matka...coś tam...a ona mi odpowiada, że matka nazywa się mamusia...łapie za serce...ale jak jest to powtarzane 1oo razy dziennie...trochę człowieka denerwuje.

Gotujesz obiad, sprzątasz..ręce uwalone po łokcie...słyszysz wtedy mamooo L chce banana, kanapkę , jabłko...tata ci zrobi...nie mama...wiem, wiem chce zwrócić na siebie moją uwagę...ale przecież nie cały dzień sprzątam, gotuję obiad...bawię się również z nią....a w takich momentach uwaga matki na wagę złota :D

Najlepsze jak jest w domu tata ( PT dużo pracuje, ale to w dzisiejszych czasach niestety norma)...wtedy mamy mogłoby nie być...no chyba, że się Młoda czegoś przestraszy, albo uderzy to pędzi do mnie i mówi mama przytuli, mama pocałuje...

Kiedy jesteśmy poza domem i L ma w swoim towarzystwie znane sobie osoby...matka nie istnieje, nie słyszę wtedy magicznych słów...chwała za to...możesz sobie troszkę odpocząć...nacieszyć się nicnierobieniem...ale te chwile są krótkie...trzeba więc korzystać ile się da...

Jednak jeśli długo nie słyszę mamoooo...to wiem, że to zły znak...nie moje dziecko nie zasnęło...moje dziecko wprowadza w życie swój niecny plan podniesienia mi ciśnienia...albo próbuje wejść do pralki, albo zapycha kibelek papierem...albo tańczy na stole, siedzi na zarwanej szafce...chowa nam buty...itp.

Pocieszam się jednak tym, że póki co jest jedna Terrorystka...bo mamooo chcę to czy tamto ( najczęściej różne rzeczy)... z dwóch gardeł na raz to już wyzwanie jak dla mnie :)

Przyjdzie czas, że będę 30 razy w ciągu godziny słyszała pod oknem mamooo rzuć mi picie, zabawkę...ale to chyba każdy przerabia...no w sumie nie każdy- ten kto mieszka w bloku na pewno :)



A i jeszcze jedno jak coś w domu zginęło...i mama nie może znaleźć to na pewno przepadło...u nas była raz taka akcja poszukiwawcza- zaginęła pasta do zębów L... Młoda chce myć zęby a tu zonk...nie ma czym...nerwówka, latanie, przewalanie mieszania do góry kołami...znalazła się...w poszewce od poduszki... kto ją tam umieścił nie wiem...na pewno krasnoludki :D

4 komentarze:

  1. A ja czekam na słowo "mama" i jakoś się nie mogę doczekać. Córeczka wprawie je wymawia, ale nie kieruje jeszcze bezpośrednio do mnie, choć bardzo bym chciała:).
    Gdy mieszkałam jeszcze w Polsce, pod naszym oknem był plac zabaw i jeden maluch potrafił tysiąc razy na dzień wołać "mamo":). Bywało, że nie mogłam wytrzymać ha ha (nie miałam dzieci, więc nie byłam tak tolerancyjna).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko jest to piękne, najpiękniejsze słowo :)

      Usuń
  2. Dlatego bardzo podoba mi się różnica wieku między moimi dziećmi - 9 lat. Drugi zaczyna "mamować" a pierwszy już skończył :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jeszcze trochę poczekam na drugiego krzykacza:)

      Usuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane