czwartek, 21 sierpnia 2014

Są... nagle ich nie ma...

Był czas kiedy nie martwiłam się o dzień następny...idziesz do pracy...później robisz inne ciekawe lub mniej interesujące rzeczy, idziesz spać wstajesz i tak się życie kręci. Masz dużo czasu na imprezy, spotkania towarzyskie, spontaniczne wyjazdy. I wszystko fajnie...ale czegoś Ci w pewnym momencie zaczyna brakować...wracasz do domu wymieniasz poglądy z rodzicami...kąpiel i do wyrka...

Poznajesz swoją druga połówkę...spotykacie się jest miło- jakaś odmiana...więcej czasu spędzasz teraz z ukochanym/ukochaną...starasz się jednak wygospodarować czas dla znajomych...masz go mniej- oczywista sprawa...ale jakoś się kręci...

Przychodzi moment, że zaczynacie poważniej myśleć o powiększeniu rodziny:) Udało się- będziemy mieli dzidziusia...zaczyna się proces zabawy w dom...masz coraz mniej czasu dla znajomych...Ci, którzy chcą zostaną z tobą...osoby, które miały jakiś interes w spędzaniu wspólnego czasu nagle rozpływają się w powietrzu...wysyłać list gończy??? nie warto ,jeżeli nagle komuś przeszkadza to, że układasz sobie życie i z tego powodu olewa znajomość- nie ma sensu za nim biegać...kiedyś to on być może będzie chciał ponownie utrzymywać z tobą kontakt...pytanie czy ty masz na to ochotę...
Ok ja rozumiem, że matka siedząca w domu z dzieckiem może wydać się nieatrakcyjnym towarzyszem rozmów... są też inne tematy niż te związane z dzieckiem...tyle rzeczy dzieje się wokół...na pewno można znaleźć jakiś wspólny...

W moim życiu było wiele osób, bliżej ze mną żyjących...stety niestety...czas pokazał na kogo można liczyć a na kogo nie... jeżeli nagle moja osoba staje się dla kogoś niewygodna...to sorry ale narzucać się nie będę. Kto ma być ten będzie mimo wszystko...mimo dzielących nas kilometrów...momentów milczenia...

Wiem, że są osoby na które mogę zawsze liczyć...jak zadzwonię o 2 w nocy odbiorą telefon i pomogą nie ważne co by się działo...czy zabraknie mi pampersów dla dziecka, czy będę chciała pogadać czy napić się "soczku"- wiem, że są adresy pod którymi są życzliwe mi osoby...tym dla których stałam się niepotrzebna serdecznie dziękuję za okazaną mi wcześniej uwagę...

5 komentarzy:

  1. To prawda, choć ja osobiście nie miałam aż takiego zderzenia z rzeczywistością, dlatego że kontakty jakie zostały zawarte w liceum są do teraz tylko, że słabsze. Wyprowadzka 170km też swoje zrobiła, ale kiedy przyjeżdżam w rodzinne strony to większość znajdzie dla mnie czas i spotykamy się w większym gronie na pogaduchy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie nie jest tak, że momentalnie wszyscy się rozpłynęli...rozumiem wszystko, brak czasu, dzieci, praca itp...ale czasem można zadzwonić, sms-a napisać...nie wymagam ciągłego zainteresowania swoją osobą...ale nagłe olewanie to już trochę niemiła sytuacja...tak jak pisałam...ten kto ma być -jest :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak to bywa ,ale stare porzekadło mówi trzeba beczkę soli zjeść by prawdziwych przyjaciół mieć.

    OdpowiedzUsuń
  4. możesz dzwonić o każdej porze nocy i dnia:)

    OdpowiedzUsuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane