Przejdź do głównej zawartości

Pewną historię Wam opowiem...

Zaglądam do skrzynki pocztowej...a tam...jak zwykle gazetki ze sklepów...niby nic specjalnego...ale dostrzegam coś...zakochuję się...muszę go mieć...mowa o zegarze:) Pędzę do sklepu jest...kupuję i zadowolona udaję się do domu w celu zawieszenia mojego nowego nabytku na ścianie...

Swoje miejsce znajduje w centralnym punkcie salonu:) Cieszy oko...tyka okropnie ale co tam...
Robimy w domu małą imprezę...podczas której zegar ląduje na podłodze...impreza nie była aż tak huczna, że spadł...pewna osoba, której danych nie ujawnię bawiła się z L i rzucały sobie piłką...pech chciał, że trafiły w zegar...żal mi się go trochę zrobiło...bardziej jednak przestraszyłam się tego, że mógł Młodej na głowie wylądować...szkło posprzątane, zegar poturbowany...trzeba kupić nowy...ale pozbierałam elementy skleiłam jak mogłam najlepiej i ponownie zawisł na ścianie...pęknięć nie widać...znaczy się ja widzę...ale nie jest najgorzej :D

Wisi sobie dalej i głośno daje o sobie znać...do momentu kiedy wpada do domu mucha...usypiam L...zasnęła...wchodzę do pokoju...PT mówi, że musiał zabić muchę na zegarze...patrzę wskazówka wygięta...spoko wyprostuje się...rano wstaję zegarek nie chodzi...myślę sobie...skończył swój żywot...
ściągam go...chcę iść po nowy...dociskam baterię, prostuję wskazówkę i...nadal jest z nami:) Ja po takich przejściach miałabym wszystko w poważaniu i się pożegnała...on jednak dalej chce z nami być...

Wiem, wiem spodziewaliście się czegoś innego...jeśli po tym poście przestaniecie mnie lubić...i czytać zrozumiem:) Udanego słonecznego weekendu Wam życzę :)