wtorek, 2 września 2014

Monotonia- z dzieckiem ci nie grozi :)

Rutyna...słowo padające z ust wielu mam...doprowadzające do szału niejedną z nas...ale czy na prawdę ta rutyna jest aż taka straszna...

Brzdąc jest mały...stałe pory karmienia, zapełniania pampersa...spania- tu bym polemizowała jak i za pewne większość z Was...człowiek wpada w rytm i robi wszystko jak automat...wszystko z zegarkiem w ręku...dziecko rośnie pory i nawyki się trochę zmieniają...

Narzekamy, że monotonia, że mogłoby się coś dziać...zaczyna się dziać... i wtedy znów narzekamy...albo bolący brzuch, albo ząbkowanie, nieoczekiwana wizyta rodziny/znajomych...i zostajemy wybici ze stałego rytmu...obiad nie zrobiony na czas, dziecko marudne bo pora spania a goście siedzą...ciśnienie wzrasta, w myślach słowa niecenzuralne mają przewagę...

Planujemy dzień: wstajemy, śniadanie, sprzątanie, zabawa, spacer, zakupy...itp. wszystko fajnie ale dziecko akurat nie chce współpracować, nie chce bawić się w żadną wymyśloną przez nas zabawę...kiedy mówisz, żeby zaproponowało formę aktywności uzyskujesz odpowiedź: pobawimy się i  na tym koniec...

Idziesz robić obiad...a wtedy zaczyna się litania: poczytajmy książeczki, porysujmy...i wiele innych propozycji nagle się pojawia...wcześniej jednak żadna z nich nie była odpowiednia...to nic, że z gara kipi...coś się przypala idziesz szybko przeczytasz...coś narysujesz i tak kursujesz z pomieszczenia do pomieszczenia...lepsze to niż gorący garnek spadający na dziecko lub pobite talerze...( żadna z tych sytuacji nie miała miejsca...ale niekiedy bywało groźnie...), zerwane tapety szczotka do mycia kibelka używana do mycia podłogi itp. też pojawiają się w codziennych realiach...

Patrzysz na zegarek...o kurde miałam załatwić jeszcze to i tamto...ale nie zdążę...ok zrobię to w czasie spaceru...przychodzi pora spaceru...iii twoje dziecko znów nie jest chętne do współpracy...ono ma inną wizję...marudzenie, uciekanie, krzyki...niekiedy nawet próby przekupstwa nie działają....nie ma mocnych... co zrobić...

Ja zawsze ważne sprawy staram się tak ustawiać żeby albo PT był w domu i lecę sama albo Mamę moją proszę o pomoc...jeśli jednak nie ma takiej opcji idę z L i chciał nie chciał inni muszą znosić jej widzi mi się... dziecko moje ma przedstawiane zasady, które panują w społeczeństwie...jednak nie zawsze ma ochotę się do nich stosować...i nic niestety na to nie poradzę...w domu jej do kaloryfera nie przyczepię, buzi nie zaknebluję...jest jaka jest i muszę to zaakceptować...ona akceptuje mnie ze wszystkimi moimi humorami...lepszymi, gorszymi dniami...

Przelewy robię przez internet żeby w kolejkach nie stać...kiedy muszę iść na pocztę...idziemy...L idzie wysyłać listy i jest spokój...nawet jak tych listów nie wysyłamy tylko załatwiamy coś innego w domu bawimy się najpierw naszą skrzynką na listy i czasem to wystarczy...zakupy...czasem wyższa szkoła jazdy...sposobem jest jednak bułka kupiona w markecie- chwała im za kajzerki :) kolejka do kasy- L miała nerwy...za długie stanie w miejscu doprowadza ją do szału...dostaje pieniądze do ręki i czeka aż pani policzy i będzie mogła zapłacić...bierze paragon i pakujemy zakupy- nie zawsze jest jednak tak różowo...cudowne sposoby niekiedy nie działają...

Dziecko to nie automat, który można zaprogramować...podobnie jest zresztą z dorosłymi...każdy ma gorszy lub lepszy dzień...nie wymagaj żeby twoje dziecko chodziło jak w zegarku, powiesz idź do pokoju i się pobaw mama zaraz przyjdzie, jednak dziecię ma chęć wywalić właśnie wszystkie ubrania z szafek, wejść do pralki lub zrobić coś co ci się na pewno nie spodoba...tobie też czasem nie chce się robić wielu rzeczy ( pranie, sprzątnie itp. może poczekać...), od dziecka wymagasz jednak zrobienia czegoś tu i teraz...ono obserwuje widzi jak ty się zachowujesz i wyciąga wnioski...patrząc na nie widzisz siebie:)
Nie wszystko uda się zrealizować według własnej wizji...życie z dzieckiem czy bez niego zawsze zweryfikuje nasze przedsięwzięcia...

Nie ma jednak sytuacji bez wyjścia...trzeba mieć jedynie dobrą strategię...a jak wiadomo matka żeby przetrwać od rana do wieczora wymyśla takie strategie, że sam Napoleon by pozazdrościł...

3 komentarze:

  1. Całe szczęście mam już po kilka godzin dziennie wolnego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. 'Jak chcesz rozsmieszyc Boga, powiedz mu o swoich planach' :) tak samo z planowaniem roznych czynnosci z malym dzieckiem, hehe :) pozdrawiam seedecznie, Mama Mata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego tu brakowało :) dzięki...ja właśnie planuję ślub...iii wiem, że nie pójdzie tak łatwo jakbym chciała :) ale dziecka w domu nie zostawię...i trzeba się dostosować :) może mile nas zaskoczy ( w co wątpię) - będzie na wesoło :D pozdrawiam

      Usuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane