piątek, 5 września 2014

Wrzuć na luz

Czytam różne rzeczy, słucham różnych wypowiedzi...i zauważyłam zjawisko dziwne dla mnie...

Bardzo modne stało się ostatnio luźne podejście do wychowania dzieci. Matki licytują się, której dziecko zjada więcej niezdrowego jedzenia, robi więcej fajnych rzeczy niż dzieci spiętych, nawiedzonych kobiet...


Sorry, ale są kwestie w których nie wrzucę na luz...

Jest to przede wszystkim żywienie dziecka...dla własnej wygody mogłabym olać wszystko i dawać to co jest dla mnie wygodne- czyli fryty, parówki, słodycze w dużych ilościach, cola do picia... wiem, że tego nie uniknę ale póki co nie daję...wolę wyjść na niewyluzowną i mieć zdrowe dziecko...oczywiście nie jest tak, że nie popełniam czasem grzeszków...ale ograniczam to do minimum... nie atakuję też tych, którym zdarza się dać coś co uchodzi za złe...chodzi mi o dietę dziecka opartą na samych dziadostwach...

Robienie z dziecka małego- dorosłego- na ten temat wiele napisano...nie będę powielać...dziecko jest dzieckiem i niech tak zostanie...na wszystko przyjdzie pora...


Zwierzęta...tu też nie ma opcji na to, że pozwolę Młodej na wszystko- po pierwsze nie dotyka obcych zwierząt- kotek, piesek są fajne...ale po pierwsze nie wiesz czy zwierzę jest zdrowe, czy nie przeniesie pasożytów...ok masz swojego psa- wiesz, że jest szczepiony, odrobaczony, że nie wytarzał się właśnie w kupie...ale za duża swoboda tez nie jest dobra...dziecko może pozwolić sobie z danym psem/ kotem na dużo...spotyka inne zwierzę i myśli, że też tak można- a tu niespodzianka- psiaczek nie lubi dzieci i draka gotowa...

Co do kotów- mam dystans...ze względu na toksoplazmozę- nie jest ona groźna jedynie dla kobiet w ciąży...był przypadek, że dziewczynę podrapał kot...miała wtedy 16 lat...i straciła wzrok...wiem, wiem masz kota w domu jest czysty, zadbany, nie szlaja się nocami poza domem ok- tu problemu nie widzę...

Luz jest wskazany jak najbardziej...ale nie we wszystkich dziedzinach ...ja wrzuciłam...w temacie zrywania tapet przez L...jej pokój wygląda jak pobojowisko...jak już dojdzie do remontu...będzie mniej roboty...Młoda ma już wprawę to nam pomoże :P


Także takie wyluzowane mamuśki chwalą się swoimi wyczynami...krytykują te drugie...zastanawia mnie tylko czy za kilkanaście lat nie będą płakały...jak już mamy wrzucić na luz- olejmy badania dziecka, szczepienia niech się dzieje wola nieba... nie pisze tego żeby komuś konkretnemu dowalić...po prostu takie naszły mnie przemyślenia...


10 komentarzy:

  1. Ja to raczej do tych spiętych należę. Tak mi się wydaje. A może inaczej - pozwalam na to nad czym mam kontrolę i wiem, że dziecku nie stanie się krzywda. Ani w chwili obecnej ani w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że przed wszystkim dziecka nie uchronimy...ale możemy w niektórych sytuacjach zminimalizować ryzyko :)

      Usuń
  2. jestem tego samego zdania - choć Żuk zna smak czipsów i czekolady to nie dostaje ich....czipsów w ogóle - dostałą raz na spróbowanie i to wystarczyło...czekoladę sporadycznie. Inni się stukają bo czemu nie daję przecież dzieci tak lubią...A kto mi później za dentystę zapłaci? Bo państwowo to jeszcze nikt się nie wyleczył. Miałąm też batalię o sól - zakazałam solić kanapek i dodawać dużej ilości do posiłków które spożywa Żuk - co się przy tym nasłuchałam....a dosolić przecież zawsze można...z odejmowaniem już trochę gorzej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, że nie możesz zrobić nic po swojemu...żeby nie słuchać pier...ze strony tych najmądrzejszych...ja niektórym ludziom ze sto razy musiałam tłumaczyć...a oni dalej swoje

      Usuń
  3. Ja to w ogóle nie jestem wyluzowana, jeśli chodzi o moje dziecko, bo uważam, że trzeba być matką poważną, a nie przyjaciółką. Pozwalam córeczce na wiele rzeczy, ale też musi znać swoje granice, bo inaczej na głowę by nam wlazła. Z jedzeniem póki co, ciężko jest u nas, ale przynajmniej nie muszę się martwić o nadmiar czipsów czy czekolady zjedzonych przez małą. Absolutnie zresztą nie będę jej tego zabraniać, ale im później, tym lepiej. Raz na jakiś czas nikomu nie zaszkodzi, jednak jeść codziennie śmieciowe jedzenie i popijać je colą, to bynajmniej nie jest dobre rozwiązanie, także popieram Twój postulat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama mam czasem ochotę na śmieciowe jedzenie...jednak nie jem tego przy Młodej, żeby nie chciała...przyjdzie i na to czas :D

      Usuń
  4. Ja jak widzę matkę co wpycha 7 miesięcznemu dziecku batona i chwali się wszystkim że on już taki duży że batoniki je, to mnie ogarnia żal. A jak jeszcze z ust jej słyszę, że powinnam już swojemu pół rocznemu dawać to mnie cholera strzela! Paranoja jakaś!!! To ja na swojej glebie choduję mu warzywa żeby zdrowe jadł a taka pipa za przeproszeniem batona mu wciska!!! Po co mu to ja się pytam??!! Ohhh ale mnie poniosło! Dobry temat! Zgadzam się z tobą!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciskanie takich maluchom słodyczy otwiera mi scyzoryk w kieszeni...dopóki nie dotyczy mojego dziecka- niech robią sobie co chcą...i nie mówią mi później, że zazdroszczą, ze moje dziecko je warzywa i owoce... i w ogóle, że nie mam problemów z jej karmieniem :) a i takie sytuacje miały miejsce w przeszłości

      Usuń
  5. Zgodzie się Gosiu z Tobą odnośnie jedzenia, sama dbam jak mogę mała jak do tej pory wypila tylko litr mleka modyfikowanego w czasie jak brakowało mi pokarmu karmiłam piersią do 6 miesiąca. Nigdy nie jadła gotowych dań ze słoiczków i gotowych kaszek z mlekiem modyfikowany, tylko kaszki ryżowe albo kukurydziane bez smakowe w niewielkich ilościach. Co do tych też mam zastrzeżenia ale czasem trzeba mieć coś na szybko tak awaryjnie. Ja wiem reklamy tak pięknie nam to przedstawiają, dodatki witamin, wszystko najwyższej jakości z polskiej ziemi a g.... prawda. Nasze mamy, babcie wszystko same robily, my też możemy, trzeba tyłki chcieć.Co do zwierząt też słuszne podejście jednak jeśli chodzi o toksoplazmoze to przy kotach można nabrać odpornosci na tą chorobę. Kobiety które są w ciąży jeżeli w dzieciństwie i przed ciążą miały z kotami kontakt nie muszą się obawiać tej choroby. Kot jest dużo bardziej czysty niż pies i nie jeden człowiek. Bakterie tej choroby są bardzo często w ziemi gdzie załatwiają się zwierzęta i rozkładają różne martwe żyjatka. Więc trzeba uważać na piaskownice ale bardziej dbać o czystość rak mały żel antybakteryjny w torebce nie waży wiele i mało kosztuje a problem z głowy i można bawić się do woli. Kot g.... po sobie zakopie pies narobi a właściciel głupi zostawi nie posprząta i leży. Natomiast jeśli chodzi o szczepienia jestem przeciwnika. Nie szczepionka i nie będę. Wybito nam do głowy, ze szczepionki to taki wspaniały wynalazek. Owszem tak BYŁO. Niech z czystym sumieniem podniesie rękę do góry ten kto się zapoznał ze skladem szczepionki, ze zrozumieniem właściwości każdego składnika przed zaszczepieniem swojego dziecka. Wielkie firmy farmaceutyczne świadomie i legalnie podają naszym dzieciakom truciznę by upośledzic już tak małe organizmy i zyskać dożywotnio klientów na ich leki. To jeden wielki biznes. Lekarz powie tak trzeba, bezpieczna. Prawie każdy jest kupiony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądrzy właściciele czworonogów...temat rzeka...kiedyś pan...lekko wypity zwrócił uwagę pani, której pies załatwił się na placu zabaw...nawyzywała faceta, powiedziała, że jej pies jest bardziej czysty niż on...nie wiem co jej słowa miały na celu...kupsko zostawiła i poszła...mm podaje Młodej...od kiedy skończyła 6 miesięcy...słoiczki się zdarzały, kaszę jada...o koty chodzi mi najbardziej o te, które większość czasu spędzają poza domem, wracają pocharatane....i nie wiadomo gdzie były i z kim miały do czynienia...szczepionki...temat rzeka- ja szczepiłam...nie wiem czy zrobiłam dobrze- to się okaże...

      Usuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane