wtorek, 23 września 2014

Smutne to ale prawdziwe

Coraz częściej w komentarzach czytam o nieciekawych relacjach z teściowymi. Był jeden komentarz, że Ktoś ( sorry ale był anonimowy) chciałby więcej o tym poczytać. 
Wpadłam na pomysł, że zrobię coś takiego: napiszę pytania (w tym poście) i jeżeli macie ochotę możecie na nie odpowiedzieć- oczywiście anonimowo na maila, na fb, jak komu pasuje. Zrobię z tego później składak i opublikuję.
Jeżeli będą osoby chętne na opisanie pozytywnych relacji proszę o kontakt- taki projekt również powstanie- bo przecież wszędzie aż tak źle nie jest :)
Zamieszczam więc pytania( łatwiej dzięki temu będzie mi to wszystko ogarnąć). Wasze dane oczywiście nie będą publikowane :)

1. Jaka była najgorsza sytuacja między Tobą i teściową?
2. Jakie "najlepsze" ( czyli najgorsze) rady od niej otrzymałaś?
3. Jak teściowa odnosi się do twoich zasad w wychowaniu dziecka? Czy przestrzega, czy robi po swojemu?
4. Czy próbowałaś z dojść z nią do porozumienia? ( Czy zwyczajnie się nie da :P)
5. Jak do tego wszystkiego odnosi się Twój mąż/ partner?

Na razie tyle nic mi do głowy na dany moment nie przychodzi. Jeżeli macie jakieś pomysły czekam :D

10 komentarzy:

  1. Ja Ci odpowiem i wcale nie anonimowo. Moje kontakty z teściową są poprawne, zasuwam więc:
    1.Nie było na szczęście takiej sytuacji.
    2. Męża trzeba trzymać krótko- wcale się do niej nie stosuję:).
    3. Przestrzega, aczkolwiek są momenty, gdy robi po swojemu i pozwala małej na dosłownie wszystko.
    4.Nie, bo nie ma takiej potrzeby- widzimy się raz na ruski rok.
    5.Stoi za mną murem, gdy coś jest nie tak. Ogólnie to nie musi, lecz jest lojalny względem mnie, co uważam za sukces, bo Włosi do mamy przywiązani są niczym rzepy do psiego ogona:).

    OdpowiedzUsuń
  2. może wyjść ciekawy projekt! ja poczekam na ta druga serie, na szczescie z Tesciowa jest ok u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. 1. Na poczatku ciazy uslyszalam ze ciaza to nie choroba, choc ciaze przechodzilam bardzo ciezko od pierwszych tyg, a nastepnie, ze nie dam rady sobie i ze moge wracac do domu (czyli odejsc od meza)
    2.hmm rady bylo ich tak duzo ze sama nie wiem ktora byla najgorsza chyba wszytskie, ona tresowala ja wychowuje
    3.hmm moje zasady now iec pytam tesciowa czy moze sie jeden raz dzieckiem zajac a ona ze napewno nie bedzie sie nim zajmowac jak ja i na tak duzo mu pozwalac..zrezygnowalam i nigdy wiecej nie poprosilam
    4, prosby grozby klotnie nie dzialaly teraz juz ja izoluje specjanie
    5. no tak z 1,5 roku bylo potrzebne zeby zauwazyl ze jego mama to taka zimna s..ale zauwazyl i mnie wspiera..choc troszke

    OdpowiedzUsuń
  4. 1. żadna specjalnie nie utkwiła mi w pamięci. wszystkie są podobnego ciężkiego kalibru.
    2. nie wiem, nie słuchałam
    3. moja Teściowa twierdzi, że nie jest naszą służącą, nie będzie wykonywać naszych rozkazów i ma w dupie to jak wychowujemy dzieci, bo ona będzie robić to po swojemu
    4. próbowałam. po ostatniej rozmowie "dziewczyno, jesteśmy rodziną!", "o problemach trzeba rozmawiać!" itp. zwróciłam jej uwagę, żeby nie dawała dziecku słodyczy jak my zabraniamy to jest obraza majestetatu 1000%. teraz nie mam zamiaru mieć kontaktu z ta kobietą
    5. po ostatniej sytuacji (patrz pkt 4) stwierdził, że wszelkie próby pogodzenia nasz nie mają sensu.

    OdpowiedzUsuń
  5. No to się wyżywam. Odpowiadam w dwóch postach, bo mój elaborat nie chce się wysłać;)
    Kiedyś ( zanim pojawiły się dzieci) relacje między mną a teściową były super. Relację z nią miałam lepszą, niż z własną mamą. Ale się popsuło.
    1. Luty tegoż roku. Przegięła z robieniem po swojemu (o tym za chwilę). Wydarłam się na nią, wywaliłam wszystkie żale, które nagromadziły mi się przez te całe lata. Obraziła się śmiertelnie ("ale ja się nie obrażam"). Po 2 dniach poszłam ją przeprosić za ton (było mi z tym źle, zawsze chciałam jej to powiedzieć, ale w spokojnej rozmowie). A oczekiwała, że przeproszę, za to CO powiedziałam (a powiedziałam najszczerszą prawdę). Synowa nieposłuszna, pokazała, że już nie będzie taka potulna, więc od tego czasu relacje są bardzo powierzchowne.
    2. Ja 5-miesięcznemu Dominikowi (mojemu mężowi) dawałam grochówkę, dziewczynom też nic nie będzie. Nagminne rady, że moim dzieciom jest za zimno, że za lekko są ubrane, że powinnam zakładać to czy tamto (ja ich nie przegrzewam, bardziej prowadzę "zimny wychów cieląt ;) ) Aaa, no i po co ja tak Młodszą na rehabilitację prowadzam, przecież jak Mała uzna, że jest gotowa, to wszystko zacznie robić...
    3. Robi wszystko po swojemu. Przepraszam za długość posta, ale muszę to z siebie wywalić. Sytuacja z lutego. Wiki dzień po ustaniu trwającej 2 tygodnie jelitówki. Przyszła z grochówką dla mojego męża (wie, że ja nie jem, bo nie lubię, wie, że Wikunia przeszła ciężką jelitówkę). Usiadła z Młodzieżą na kanapie, Młodsza spała, ja poszłam na górę włączyć pralkę. Schodzę - siedzą obie przy stole, Młoda zajada się grochówką. Siadam, na spokojnie mówię, że nie podoba mi się ten pomysł, żeby to jadła, bo jeszcze dzień wcześnij sr*ła na potęgę. T. znów wyskakuje z historią o 5-miesięcznym D. (patrz. pkt 1). Bla, bla, bla... Nerwy mi narastają, w końcu ostentacyjnie zabrała Młodej talerz i wylała zawartość do kibla. Wtedy nerwy mi puściły i ... Patrz pkt. 1.
    Sytuacja sprzed miesiąca. Impreza u teściowej. Oliwka się wyspała, wzięłam ją do nas, chciałam jej dać kanapkę i jajko. Od razu mówię, że Młoda ma tendencje do alergii, daję jej sprawdzone produkty, a nowości wprowadzam bardzo ostrożnie i w bardzo dużych odstępach czasu. Niewiele może, ale cóż ja poradzę. Wracając... T. widząc to wypaliła, że ma ugotowane parówki (ona kupuje te najtańsze marketowe, ale że mają dziecięcą nazwę, to "na pewno mają najlepszy skład") to mówi, że jej przyniesie, bo jak to - mała na imprezie u babci i je kanapki, które ma w domu. Ja na to, że nie, że ona sobie tu zje co innego. Wzięła małą pod pretekstem, że ja mam coś zjeść, zaczęła ją karmić tą kanapką. A za chwilę, że musi iść do łazienki po coś tam. I poszła, z młodą na rękach, jeszcze Wiki za nimi poleciała. Już wiedziałam, co się święci... Wracają... Młodsza memłoli parówkę... Zagotowałam się, musiałam mocno gryźć się w język, żeby przy gościach nie powtórzyć akcji z lutego...

    OdpowiedzUsuń
  6. Dwie ostatnie z wielu różnych sytuacji.
    Malutka Wiktoria, miała może z 5 miesięcy, okolice sierpnia. Piękna pogoda, godzina 16, temperatura ok. 25 stopni. Wzięła Wiki na spacer (w foteliku zamontowanym na stelażu). Pyta się, czy jej kocykiem nie nakryć, bo jej chłodno będzie. W myślach pukam się w czoło, jej mówię, że będzie jej odpowiednio. I poszłam na budowę. Po jakimś czasie wracają ze spaceru. Patrzę, Wiki nakryta kocem AKRYLOWYM złożonym na 4.... Wyciągam ją, spocona jak mysz, jakby przed chwilą z kąpieli wyszła...
    I znów o Oliwce. Przyszła z małą posiedzieć, gdy ja byłam w pracy. Pytała się, czy jak Mała się obudzi, to czy ją jakoś przebrać. Mówię, że nie, bo ma na sobie bluzkę z długim rękawem. I tak, za ciepło ubrana jak dla mnie, ale na pokaz teściowej dałam długi rękaw. Wracam z pracy, Oliv nie dość, że w bluzce z długim rękawem, to jeszcze w WEŁNIANYM swetrze i WEŁNIANYCH spodniach założonych na rajtuzy... A w domu 22 stopnie...
    4. Próbowałam, wtedy po tej kłótni. Ale nadal robi swoje... Walka z wiatrakami...
    5. Hmm, ciężka sprawa... Nie wiem jak on się odnosi. Wie, że jego matka jest jaka jest, że często przesadza, ale patrzy przez pryzmat tego jakie ona miała trudne życie, każe mi odpuścić, nigdy się za mną nie wstawił... Ale niby rozumie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie odpisuję na komentarze...zrobię to w poście, który powstanie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj moja tesciowa to temat nie na 5 pytan a na książkę - horror w 3 aktach ... akt 1 - co bylo kiedy poznalam mojego męża (zanim za niego wyszlam) akt 2 - co bylo po ślubie do momentu kiedy ku radosci wszystkich wyprowadziła się od nas i akt 3 - stan aktualny ... ale postaram sie odpowiedzieć na pytania żeby ulatwić pisanie ...
    1. najgorsza sytuacja między mną a teściową to życie pod jednym dachem od momentu kiedy był to już nie jej dach (gdzie ja bylam tylko niechcianym gościem i przysłowiowym "złem koniecznym") ale nasz nowy dom gdzie zamieszkala mimo naszych nieprzychylnych wypowiedzi w temacie (byly rozmowy tlumaczenia a finalny był szantarz emocionalny na moim mężu). Problem był w tym, że to nei ona wydawała polecenia i dyrygowała wszystkim ale ja (przyznam sie bez bicia ze do dobrych synowych to ja nie nalezalam ale jak kuba bogu tak bog kubanczykom) i nadrzedna zasada zycia z nami była taka "Grunt to postepowac dokladnie odwrotnie jak ja sobie tego zycze" ... No i odwieczny nasz problem "cicho bo mama nas usłyszy" ... po 16 latach w związku można juz nie wytrzymywać psychicznie ...
    2. Ja zasadniczo punktowana jestem od zawsze i trudno mi wymyślić co najgorszego mi radzila ... w przypadku dzieci zwyczajnei jej nie sluchalam bo ona swoich dzieci do 3 lat nie wychowywala (robila to jej mama mieszkajaca 40 km od niej ... moja tesciowa swoje maluszki widywala w weekendy ...) tu moje doswiadczenie gorowalo zawsze ... łot zycie
    3. Moja tesciowa postepujac w mysl swojej nadrzednej zasady - uprzykrzyc mi zycie - nie respektowala moich prósb, ani grozb ani błagan ... niestety teraz odbija sie to na niej bo Agata włazi jej na glowe tak perfidnie ze az nie moge na to patrzec ... do tego stopnia ze moje dziecko do dzis nei potrafi przy niej zasnac (wychodzi z zalozenia ze jak jest babcia to nie trzeba spac i potrafi szalec do 2 w nocy efekt tego taki ze nie moge z nia zostawic na noc dziecka bo nie mama zaufania ze to dziecko pojdzie spac o normalnej porze a nie padnie ze zmeczenia przed telewizorem - mistrzostwo swiata bylo jak uspalam Agatke i poszlam na impreze do sasiadow - miala mi tylko telefonem ddac znac gdyby agata sie obudzial ... przychodze do domu o 1.15 i zastaje agate ogladajaca bajki u niej w pokoju na moj wqrw tesciowa mowi "przeciez nei zabraniasz dziecku ogladac telewizji!!" no com ...
    4 kiedys probowalam ... naprawde sie staralam ... potem juz nie probowalam ... akt 3 jednak zaczyna sie bardziej klarowac i teoria o tym ze milość i nienawisc do teściowej zmieniają się z kwadratem odległości zaczyna sie w moim wydaniu sprawdzac ... odkad wyprowadzila sie do swojego mieszkania nawet jestem w stanie z nia rozmawiac (uwazam to za niesamowity sukces!!)
    5. moj maz jest najbardziej poszkodowaną osoba w tej wojnie ... stara sie byc lojalny wobec mnie (zwlaszcza jesli idzie o dzieci i dom) ale broni tesciowej w starciu bezposrednim, ja jestem ciezkim przeciwnikiem w klotni i on o tym wie dlatego wtedy - jesli w niewielkim chociaz stopniu popiera jej racje - stara sie mnei spacyfikowac ... raczej nieczesto mu sie udaje i final zwykle jest taki ze jej klotnie ze mna przekladaja sie na moje klotnie z mezem ... i to jest najgorsze co moze sie stac w zwiazku ... nie przepraszam gorzej jest jeszcze tylko w sytuacji kiedy to my sie klocimy (znaczy ja i maz) a ona wchodzi w nasz awojne i staje murem za nim ... to bywa przyczynkiem do rozwodow bo jakkolwiek my sie wczesniej czy pozniej spotkamy w lozku tak ona jatrzy temat i nie pozwala nam wrocic do codziennosci - i dlatego wlasnie po czesci zmusilismy ja do wyprowadzenia sie od nas ... niestety nie nauczyla sie jeszcze takich drobiazgow ze nie przychodzi sie bez zapowiedzi i wchodzi z buta do salonu ale pewnie i tego jeszcze zdazy sie nauczyc (weszla nam ostatnio w dosc niefortunnym momencie ... szkoda ze zamiast nas przeprosic potraktowala nas jak smarkaczy i bezwstydnikow ... ech ... moj maz skomentowal to tak "zeby facet z wlasna zona i we wlasnym domu nie mogl sie pieprzyc to juz o pomste do nieba wola!!")

    OdpowiedzUsuń
  9. hmmm.... no dobra koleżanko, postaram się odpowiedzieć jak najdokładniej na testowe ;) pytania. No to lecimy:
    1. Najgorsza sytuacja,to hmmm można by rzec, że to było wtedy jak po części z jej winy musieliśmy się wyprowadzić. Ale gorsze było chyba zabieranie mi dziecka z rąk. A jak jej to w końcu powiedziałam (jak na moje wzburzenie w tamtej chwili) dosyć łagodnym tonem to się na mnie obraziła i z płaczem opuściła mój dom. (no bo ona wcale tego nie robiła, a ja to sobie zmyśliłam, ..)
    Inna sytuacja, z całkiem niedawna( owszem przyznaję się bez winy czasami zdarzyło mi się powiedzieć na jej temat coś, ale dodam że nie były to rzeczy zmyślone i być może mój błąd, powiedziane do osób z jej rodziny, ale czasami coś powiemy a dopiero potem myślimy), dzwoni do mnie i mnie opiernicza że mam się nie wtrącać do jej rodziny i że mam przestać głupoty na nią gadać.... O zgrozo, już miałam na końcu języka tekst "co, prawda zabolała'? ale sie ugryzłam w mój czasami niewyparzony język i grzecznie jej przytakiwałam.
    2. Ta dam, "najwspanialsza" rada ? Zasugerowanie, że 3 miesięcznemu niemowlęciu mam podać neospazminę czy jakoś tak , grunt że chodziło o syrop na uspokojenie!... (myślałam że wywalę tą kobietę za drzwi i jeszcze dam kopa na do widzenia)
    3. Praktyczne teraz się nie interesuje już moim dzieckiem, więc nie ma czego przestrzegać lub narzucać swojej woli :/
    4. Oj próbowałam i to nie raz, ale jest jak bumerang, chwilę jest ok, a za moment wraca to samo i to z mocnym uderzeniem w łepetynę.
    5. No cóż, jak to on określił, " nie interesuje mnie to co oni robią (czyt. mamusia i spółka) są dorośli. Ciebie też nie powinno to interesować nie będziesz się wkurzać. Ale wiem, że jak teściowa przegnie to za moimi plecami potrafi jej to wypomnieć.

    No choć trochę mi ulżyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że choć trochę Ci ulżyło...jednak jak powtarzam to po raz setny- takich sytuacji być nie powinno...ale są i musimy z nimi walczyć

      Usuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane