wtorek, 15 lipca 2014

I co tu z tobą zrobić...

jest to podstawowe pytanie, które zadaje sobie każdy rodzic niezależnie od szerokości geograficznej :) Histeria jest chyba wpisana w żywot poczciwego człowieka posiadającego dzieci...żeby go skutecznie z równowagi wyprowadzać i żeby nie było za kolorowo...

W sumie to takie histerie o nic mogę zliczyć jak do tej pory na palcach jednej ręki...w sumie nie są to typowe histerie typu rzucanie się na podłogę, krzyk itp. Zawsze L walczy o coś...np. w sklepie podchodzimy do kasy...leżą batony (czekolady jeść nie może bo ma wysypkę od razu) L mówi, że chce ciastko... odpowiadam, że w domu jest ciastko i zje po obiedzie...chwila ciszy, kolejka długa, znów ten temat wraca powtarzam jej drugi raz a później nie zwracam już na to uwagi...i tak staram się robić ze wszystkim...

Sytuacja w sklepie następnego dnia...znów kolejka i ciastka...L mówi, że chce ciacho...ja nie zwracam uwagi...Młoda mówi ciacho jest w domu, Lenka zje po obiedzie i ten temat póki co mamy opanowany...

W domu jak to w domu, wiadomo musisz zrobić pewne rzeczy, dziecko zaczyna się nudzić...rozwalaniem, rzucaniem, zrywaniem tapet itp. próbuje na siebie zwrócić twoją uwagę...do czasu aż nie sięgała po talerze ( nie żal mi ich...nie chcę żeby się pokaleczyła) mnie to jakoś szczególnie nie ruszało...raz powiedziałam, drugi...dziesiąty, setny...nie powiem zdarzyło mi się krzyknąć...biorę ją za rękę i wyprowadzam do jej pokoju...chwila ciszy...możesz robić swoje...obiad dzisiaj będzie:) i wchodzisz na terytorium wroga...tam sajgon o jakim ci się nie śniło...zbieramy zabawki ( póki co szafki mam zablokowane i nic z nich nie wyrzuci), rozwala ponownie...zbieram zabawki i chowam tak żeby nie miała do nich dostępu na kilka dni...na jakiś czas skutkuje...krzyku i płaczu jest przy tym ogrom...ale luzuję, nie zwracam uwagi dopóki nie wymyśli czego niebezpiecznego...jak moje ciśnienie wychodzi poza wszelkie granice normy...wychodzę na balkon...żeby jej klapsa nie strzelić...i tak jakoś sobie żyjemy...

Nie wiem co mnie czeka w przyszłości...wiem jedno nie ma złotego środka, cudownej recepty na to żeby dziecko nie robiło dymu bez powodu...w sumie zawsze jest jakiś powód tylko nam dorosłym się wydaje, że go nie ma...moja koleżanka kiedy jej syn urządzał akcję histeria...robiła dokładnie to co on...kładła się koło niego na podłodze, tupała nogami i się darła...po kolejnej takiej próbie syn mówi: mamo zachowujesz się jak głupek...ona na to robię dokładnie to co ty... chłopak przemyślał, spojrzał jak to wygląda z boku i zaprzestał stosowania takich metod...ale on miał wtedy 4 lata...z młodszymi może być gorzej...wezmą to za zabawę jak moja córka...także tylko spokój nas uratuje:)

4 komentarze:

  1. ooo to ja też tak zacznę robić jak mój syn .. może mu przejdą ataki histerii( na szczęście sporadyczne - ale są ) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jak już się zdenerwuję to rekwiruję wszystkie zabawki i to jest kara, którą właśnie od trzech dni mają. Tyle, że oni się nie bawią nimi, tylko wysypują z pojemników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To podobnie jak u mnie...ale zawsze brak zabawek trochę na Młodą działa...do następnego razu...właśnie wczoraj też musiałam taką akcję zastosować :)

      Usuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane