sobota, 19 lipca 2014

Spokojnie dziecko ma jeszcze na wszystko czas...

ale nie zawsze ten czas jest sprzymierzeńcem rozwoju, jeżeli występuje jakiś problem. Czasami wcześniejsza interwencja może pomóc w uniknięciu późniejszych problemów. 

W internecie miejsc gdzie można się poradzić na wszelkie tematy jest mnóstwo. Ludzie często piszą co ich niepokoi...mając na celu uzyskanie porady...nie jesteśmy lekarzami ale jeżeli moje dziecko miało z czymś problem mogę poradzić co i jak zrobić...często jednak komentarze brzmią idź do lekarza ( o tym później) albo spokojnie poczekaj, dziecko koleżanki, siostry, babci też tak miało i nic złego się nie działo...u tego dziecka może nie ale u mojego może być problem. I tak przewaga komentarzy,że spokojnie minie trochę czasu i będzie ok usypia czujność... Jeżeli pytam o radę czekam na odpowiedź ludzi, którzy bezpośrednio mieli do czynienia z konkretnym przypadkiem...jednak jak wiadomo każdy u nas mądry...i wie jak drugiemu dokopać.

L miała kilka miesięcy...kontrola u pediatry przed szczepieniem...pada pytanie czy ciągnie nóżki do buzi...nie ciągnie...jeżeli nie zacznie tego robić proszę przyjść pokażę ćwiczenia...dobiega termin...L zaczyna bawić się nóżkami...rodzice spokojni. Matka jednak zaniepokojona bo dość sługo nie zaczyna siadać...posadzona siedzi...sama nie siada...rozmowy z innymi matkami usypiają moją czujność...ja sama zaczęłam późno siadać...

W końcu idziemy do lekarza...dostajemy opieprz, że za późno tłumaczę co i jak...ok pilne skierowanie do rehabilitantów...trzeba czekać miesiąc...myślę sobie przez miesiąc to ja dużo mogę zrobić...dzwonię do znajomej poleca mi Panią...idziemy...diagnoza słabe mięśnie grzbietu i brzucha...dostajemy ćwiczenia...walczymy i są efekty, kolejna wizyta u naszej rehabilitantki...kolejna porcja zabawy...

W reszcie jedziemy na wizytę do szpitala...pani doktor bada L... zajmuje jej to 5 minut ( nasza pani robiła to przez godzinę- przemaglowała Młodą od A do Z)...twierdzi jedynie, że trzeba dziecko drapać po plecach jak się garbi...i zaleca ćwiczenia pionizujące...lampka mi się zaświeca...mamy zupełnie inne zalecenia...ale nic nie mówię...kolejna wizyta za dwa miesiące...jedziemy do innej lekarki, zobaczymy co powie...(cały czas jesteśmy pod doskonałą opieką o czym nie mówię w szpitalu)...badanie.. popukała Młodej młoteczkiem w kolano i mówi, że dziecku nic nie dolega ma jeszcze czas na to żeby chodzić, mówię, że bardzo koślawi stopy chodząc przy meblach...nie jest to problemem...PT pyta czy przyczyną mogą być słabe mięśnie brzucha...pani nie widząc nawet jak dziecko siedzi odpowiada, że nie i zaleca ćwiczenia w pionie...dziękujemy do widzenia nasza noga już waszego progu nie przekroczy...robimy dalej co mieliśmy w zaleceniach od naszej rehabilitantki... 

Przychodzi magiczny moment 18 miesięcy L stawia swoje pierwsze samodzielne kroki... i to by było na tyle...wraca na kolana i dalej tak śmiga...matka załamuje się...szuka przyczyn...może to być niedobór wit d, może słaby wzrok...idziemy do pediatry w celu weryfikacji... mówi, że jeżeli już postawiła pierwsze kroki nie mamy się czym martwić słuchać tego co mówi nasza pani:) i ćwiczyć...robimy tez badania tarczycy wychodzą idealnie...i znów siedzisz, myślisz szukasz odpowiedzi... 

Jest 6 grudnia piękny Mikołajkowy dzień... L ma wtedy rok i 8 miesięcy i daje nam najpiękniejszy prezent o jakim marzyliśmy...zaczyna chodzić...mija kilka dni już biega radość ogromna...ale i mnóstwo pracy za nami i przed nami...musimy wspierać jej rozwój jak najlepiej się da... dziękuję tylko za to, że moja matczyna intuicja podpowiadała mi żeby olać zalecenia lekarzy...w międzyczasie słyszałam oczywiście mnóstwo rad... wsadź ją do chodzika szybciej się nauczy...prowadzaj ją za ręce...nie będę tego robić specjalistka, która się L opiekowała zabroniła ( weź sobie wyciągnij ręce do góry i tak chodź...zobaczysz jak boli kręgosłup...tak samo czuje się twoje dziecko w tym momencie...kręgosłup ma na całe życie a to, że będzie ci wygodniej jak szybciej zacznie chodzić...kręgosłup ma na całe życie...po co niszczyć od małego)...prowadzaj za jedną rękę...bez sensu jeżeli dziecko samo nie puści mebla...znaczy się nie jest gotowe na samodzielne chodzenie( to nie są moje mądrości...podparte jest to rozmowami  z wieloma doświadczonymi w tej dziedzinie ludźmi).

Pewnie,że gdyby L zaczęła wcześniej chodzić byłoby wygodą...noszenie jej plus zakupów i sprowadzenie wózka do piwnicy...ciężka sprawa...ale jakoś dałam radę...nasłuchałam się również, że zła ze mnie matka bo dziecka z wózka nie wyciągam...taka duża to powinna już chodzić...powinna ale nie chodzi odpowiadałam z gulem w gardle...moje dziecko tego słuchało...pokazywało na inne dzieci i mówiło tup, tup...serce mi pękało...na szczęście jest już ok:) jakoś przez to przeszliśmy mądrzejsi o nowe doświadczenia, którymi się chętnie dzielę...może komuś to pomoże...dodam jeszcze na marginesie, że rozwój mowy u dziecka ma dużo wspólnego z rozwojem fizycznym...kiedy L zaczęła chodzić rozgadała się jak najęta z dnia na dzień...wcześniej też mówiła...ale nie tak...

Drodzy Rodzice jeżeli Was coś niepokoi w rozwoju dziecka nie bójcie się pytać, szukać, udawać do specjalistów...to nie zaszkodzi a może jedynie pomóc... normy rozwojowe w poradnikach (często krytykowane bo dziecko nie musi się rozwijać zgodnie z książką) są opisywane po to żeby ułatwić człowiekowi obserwację własnego dziecka i interweniowanie w razie potrzeby...życzę Wam tego żeby Wasze maluchy miały jak najmniej problemów:) nas czeka właśnie wizyta u okulisty...w poniedziałek...

16 komentarzy:

  1. A jakie ćwiczenia mieliście zalecone, żeby zaczęła sama siadać? Bo mam podobny problem, a może coś innego robiliście, to jeszcze dołożę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ćwiczenia były w formie zabawy, na piłce dużo, na moich kolanach...sama bym nie dokładała bo może dziecko akurat tego samego nie potrzebuje...ja zaufałam rehabilitantce...

      Usuń
    2. Masz rację. Ale na piłce się pobawię:-)

      Usuń
  2. U mas z rehabilitacją były podobne cyrki. Na 16 miesięcy zaczęła chodzić, a bieganie dopiero koło 2 urodzin. Za to inne doświadczenia mam z mową- Demolka zaczęła wcześnie, nawet bardzo.
    Każde inne, ważne by zaufać dziecku i żeby mieć sensownego lekarza któremu można ufać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie każde dziecko jest inne...co do mowy napisałam tak...byłam na spotkaniu z logopedką i mówiła właśnie o tym czy rozwój mowy ma związek z rozwojem fizycznym...oczywiście nie u każdego w tym samym stopniu ale u nas miał :)

      Usuń
  3. Jak ja Cię doskonale rozumiem.

    Moja Młodsza miała niespełna 4 miesiące, kontrola u pediatry, której wyjawiłam moje obawy. Bo Mała nie próbuje nawet podtrzymywać głowy przy podciąganiu do siadu, że jak leży na brzuchu, to głowy nie podniesie, tylko szura nosem jak noworodek, że jak się Ją na ten brzuch położy z głową wysoko uniesioną, to utrzyma bardzo długo. A jak już padnie ze zmęczenia, to nie ma bata - nie podniesie jej. Pilne skierowanie do neurologa, na szczęście neurologicznie bez zaburzeń, tylko lakoniczne stwierdzenie - opóźniony rozwój ruchowy, dziecko wiotkie. Natychmiastowe skierowanie na rehabilitację, gdzie łapiemy gada - patologiczne reakcje wyprostne i obniżone napięcie mięśniowe, także w sferze ustno-twarzowej. Intensywna rehabilitacja całościowa rehabilitacja, ja sie musiałam podszkolić w masażach buziowych. Młodzież mocno się buntuje, ale po kilku tygodniach (ma niespełna pół roku) zaczyna odwracać się na brzuch, w pionie jako tako utrzymuje głowę. Jest mały sukces :) Ale dalej trzeba się rehabilitować, bo grzbiet nadal słabszy, a kończyny nadal wiotkie. 3 miesiące intensywnej pracy i w końcu zaczyna się lekko podnosić utrzymując na rączkach, posadzona - względnie siedzi. Próby podejść do raczkowania kończą się praktycznie zupełnym fiaskiem, ale w końcu sama się zdecydowała - mając rok i 2 tygodnie podjęła próby raczkowania. Teraz ma 14 miesięcy i od prawie tygodnia sama chodzi! Jest ogromny sukces, kontrola u rehabilitanta co kilka tygodni, ale można powiedzieć, że wyszłyśmy z problemu :)
    Tylko te słowa wszystkich - po co ty ją katujesz tą rehabilitacją... Przecież będzie chciała to zacznie, ma czas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo:) wiem jaki to trud rehabilitować dziecko samodzielnie więc podziwiam każdą osobę, która to robi. Najgorsze jest gadanie wszechwiedzących ludzi. Ty na pewno robisz źle oni wiedzą lepiej. Prawda jest taka, że nic nie wiedzą i tylko człowiekowi nerwy psują. My teraz bawimy się ze stopami, wizyta u ortopedy nas czeka bo Młoda koślawi stópki.

      Usuń
  4. Strasznie to trudne było.
    Ona całe ćwiczenia wyła, jakby Ją ze skóry odzierali, masażów nie pozwalała robić. Ledwo rehabilitanta widziała - już był płacz, ledwo widziała mnie jak ją układam do masażów - już dziki wrzask.
    Ja podziwiam tych ludzi, którzy to muszą dzień w dzień przez wiele lat przechodzić. Pół biedy jak dziecko chce współpracować. Ale często nie chcą.
    A od słuchania innych to już mi uszy napuchły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Młoda też wyła, tłukła mnie, włosy mi wyrywała...płakałam razem z nią... rehabilitantce dotknąć się nie dała. Badała ją i pokazywała mi ćwiczenia na lalce... masakra ale udało się L wyszła ze swoich problemów. Co nas nie zabije to nas wzmocni :)

      Usuń
  5. w moim poście (może się źle wyraziłąm) ale chodziło przede wszystkim o dysplazję stawów biodrowych i o to że ludzie strasznie to bagatelizują, słyszałam teksty w stylu nam też kazali pieluchować a nie robiliśmy tego i teraz chodzi normalnie. Nikt nie myśli o tym że w wieku 30 lat człowiek musi iść na wymianę stawu biodrowego i nawet nie wiąże tych przyczyn ze sobą (mamy 3 takich znajomych). Nie twierdzę żeby ślepo słuchać jednego lekarza (sama obeszłam 3 w porywach do 4 ortopedów), uważam także że rehabilitacja jest zbawieniem i nie posłuchałąm żadnego z lekarzy co do niej, nie zaczekałam, łaziłam do rehabliltantów po kryjomu....chciałąm zwrócić uwagę na fakt że jak lekarz mówi pieluchować to mówi to podstawnie, a nie na wszelki wypadek tak jak to większość ludzi spotkanych przeze mnie myśli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt nie tylko ludzie ale i lekarze bagatelizują ostatnio dość częśto dysplazję...a później dziecko a z nim rodzic niepotrzebnie cierpi. My też chodziliśmy do rehabilitantki ( nadal chodzimy) a lekarzom nie mówiliśmy... teraz jedziemy do ortopedy innego niż dotychczas zobaczymy co powie

      Usuń
    2. nam pieluchować kazali już w szpitalu po porodzie- położna mi kazała, później ortopeda zalecił to samo...ale też słyszałam, że to bez sensu, że ciepło i się pocić będzie...nie posłuchałam robiłam swoje :) Twojego postu nie chciałam atakować chciałam tylko przedstawić Ci naszą sytuację :D

      Usuń
    3. nie martw się nie potraktowalam tego jak atak :) po prostu chciałam wytłumaczyć moje intencje bo czasami piszę tak zawile że sama siebie zrozumieć nie mogę.... :)

      Usuń

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane