kiedy Terrorystka przekraczała wszelkie możliwe granice...moje ciśnienie chyba 300/200... dom wygląda jak pobojowisko...istna demolka...zabawki spakowane i schowane-skoro jej przeszkadzają trzeba usunąć z pola widzenia...latające krzesła, wchodzenie na stół, parapet...i ten uśmiech na jej twarzy...mówiący wszystko- mam gdzieś twoje zasady, i tak zrobię swoje...
Nie masz już argumentów, wszystko ci jedno- najchętniej wyszłabyś z domu...nie masz z kim dziecka zostawić...jej nie weźmiesz bo deszcz leje i tak siedzisz i szału dostajesz...Rozwiązanie...dać klapa w dupę...nie to nie jest rozwiązanie...nie powiem wczoraj miałam już takie momenty, że może i by tego klapsa dostała...ale co to zmieni..., że dziecko będzie się mnie bało...albo robiło jeszcze gorsze rzeczy...zrobiłam to co było najlepsze wyszłam na balkon...raz, drugi, trzeci, dziesiąty...jej trochę przeszło, mi też do następnej akcji...i tak właśnie biznes papierosowy się wzbogaca...
Nie wiem jak długo jeszcze to potrwa...mam nadzieję, że trochę się Młoda uspokoi...albo ja znajdę na nią jakiś cudowny sposób...wszystko wszystkim ale jakoś musimy ze sobą egzystować...wczoraj byłam gotowa iść za PT do pracy...niech on zostanie i walczy...:) to tak w sumie w formie wygadania się...trochę mi lżej. Dziękuję za uwagę :)