czwartek, 10 lipca 2014

Podwórkowi doradcy

Z Młodą wychodzę na podwórko w różnych godzinach...najchętniej rano...ale upał zmusza nas do późno popołudniowego wyjścia...no i trafiam na grupkę rodziców okupujących ławeczkę...dzieci się bawią biegają...moja L lata jak wściekła to wiecie...ja sobie nie posiedzę...ale co tam Młoda dba o mamy linię...
Nagle słyszę od znajomej komentarz...daj spokój nie biegaj... musisz jej zaufać...nigdy się nie nauczy samodzielnej zabawy...ok mówię...ale moje dziecko wybiega w stronę ulicy i się nie zatrzymuje bo jest z górki, wpada do klatek schodowych i leci po schodach do piwnicy... podchodzi pod huśtawki w momencie kiedy bujają się inne dzieci...wchodzi na barierki itp. itd...

W odpowiedzi słyszę, że jej się przecież nic nie stanie...( komentarz ze strony matki dwójki odchowanych dzieci, które siedzą cały czas w piaskownicy)..no raczej jej się nie stanie ale jak spadnie na głowę z wysokości ponad metra to co wtedy...albo poleci z całej długości schodów...rozmowa zakończyła się ponieważ moje dziecko właśnie wykonywało lot w stronę ulicy...( brawo dla ludzi, którzy wymyślili ogrodzone place zabaw- nasz niestety taki nie jest)...

L zobaczyła dzieci w piaskownicy...postanowiła się pobawić...i nagle słychać krzyk, zamieszanie...chłopcu uciekła piłka na ulicę, on leci rodzice zrywają się z ławeczki biegną  za nim...na szczęście nie jechał samochód i nic się nie stało...i co lepiej sobie posiedzieć i odpocząć czy pobiegać za dzieckiem??? wolę tą drugą opcję...przyjdzie czas, że L podrośnie i będzie sobie sama świetnie radziła...póki co dbamy o formę... 

Dzieci znajomej co chwilę wołały ją i płakały, bo inne dzieci tez siedzą w piaskownicy...dosłownie...nie wiem czy szukały zainteresowania ze strony matki czy myślą, że piaskownica należy tylko do nich...a żeby nudno nie było matka oberwała od dziecka wielką łopatą piachu w twarz ( zupełnie przypadkowo, ale nie mogłam się opanować i zaczęłam się śmiać, normalnie mnie to rozbawiło, rodzice chłopca przerażenie w oczach idziemy panią przepraszać, ok no przeprosiny trzeba przyjąć, niech się dziecko uczy)...L chciała panu zabrać psa i iść z nim na spacer i zaczęła walczyć o swoje zabawki w piaskownicy...

2 komentarze:

Chętnie poznam Wasze zdanie :) Komentarze zawsze mile widziane